Pani Kanclerz krytykuje państwa, które w UE działają na własną rękę. O swoich uczynkach nie wspomina…

fot. PAP/EPA
fot. PAP/EPA

Już kilka razy, w coraz ostrzejszym tonie Angela Merkel skrytykowała wszelkie działania państw, zmierzające do zapewnienie im bezpieczeństwa.

Idzie o stawianie barier utrudniających łatwe przedostawanie się z jednego państwa do sąsiedniego, leżącego na szlaku prowadzącym imigrantów, uciekinierów do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Skandynawii. Pani Kanclerz natarczywie napiętnuje takie, coraz częściej powtarzające się przypadki, gdy bardzo zaostrza się kontrole, ogranicza się na granicach przepustowość, czy wręcz stawia się płoty. Angela Merkel domaga się wspólnych działań, skoordynowanych na unijnym szczeblu, ponieważ decyzje podejmowane lokalnie nie załatwią niczego.

Pewnie można by się zgodzić z taką oceną, lecz główną przeszkodą jest tu osoba samej Angeli Merkel. Czy trzeba jej przypominać, że sprawa uchodźców, czy też imigrantów urosła nagle do bardzo wielkiego problemu dlatego, że to ona, właśnie bez żadnego porozumienia z kimkolwiek, wystosowała bezwarunkowe zaproszenie właściwie dla wszystkich chętnych z różnych stron świata? To znaczy, że kanclerz Niemiec może wszystko, a szefowie innych rządów muszą z nią uzgadniać każdy szczegół, prowadzący do ograniczenia bardzo niebezpiecznych skutków niemieckiej decyzji? Gdyby choć dało się usłyszeć jakąkolwiek skruchę Berlina, nie mówiąc o słowie przepraszam… W zamian tego płyną kolejne instrukcje i apele.

Gdyby szef jakiegokolwiek innego państwa Unii Europejskiej wyskoczył nagle przed szereg i otworzył wszystkie granice dla niedającego się zidentyfikować tłumu – byłoby już po nim i jego gabinecie. A tu nic. Wyłącznie pretensje do tych, którzy pragną się obronić przed naporem ludzi, wśród których na pewno bardzo wielu szukających łatwego życia, a wielu groźnych terrorystów lub też ich, na razie skrytych zwolenników.

To jest na pewno droga do skonfliktowania państw Unii, a może nawet rozwalenia Unii w dzisiejszym jej kształcie. I niech nikt nie sądzi, że to jakieś niedopatrzenie kanclerz Niemiec. Jest zbyt doświadczonym politykiem, by coś tu było dziełem przypadku, niedomówienia, czy też niezrozumienia intencji. Unia już dziś nie jest taka, jaką była, a jej przyszłość może się okazać bardziej krucha niż ktokolwiek teraz sądzi. I wówczas będzie jeszcze bardziej jasne, że o żadnym przypadku mowy być nie może.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...