W ubiegłym tygodniu w Senacie uczestniczyłem w debacie ws. specjalnej ustawy, która ma zapewnić prawidłową organizację i  bezpieczeństwo podczas wyjątkowego wydarzenia o charakterze międzynarodowym – Światowych Dni Młodzieży.

Wyjątkowość tego spotkania podkreślało wielu senatorów – niezależnie od partyjnych barw – cieszących się, że będziemy gościć tak wielu młodych. Przybędzie Ojciec Święty Franciszek oraz setki tysięcy, a może miliony młodych ludzi z całego świata. Wszyscy chcieliby, aby to wydarzenie pod każdym względem było udane, a w świat poszedł sygnał z Polski, - o sile i zaangażowaniu młodych chrześcijan.

Po wtorkowych atakach terrorystycznych w Brukseli powinniśmy jednak jeszcze raz spojrzeć na to wyjątkowe wydarzenie. Musimy odpowiedzieć na pytanie: czy przy nawet największym i profesjonalnym zaangażowaniu różnych służb jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwo milionom młodych?

Mamy obowiązek realnie oceniać sytuację, w której znalazł się współczesny świat. Na Ukrainie trwa konflikt zbrojny, na Bliskim Wschodzie wojna. Europę rozrywają ataki terrorystyczne, podczas których giną niewinni ludzie, ostatnio w Paryżu i Brukseli. Służby się ich spodziewały, ale zapobiec im nie były w stanie. Czy będzie możliwe skuteczne powstrzymanie podobnych ataków na terenie Polski, gdzie w jednym miejscu planowany jest udział setek tysięcy, a może milionów ludzi? Młodych wyznających i głoszących zupełnie inne ideały niż terroryści z Brukseli i Państwa Islamskiego. Przecież poważne zagrożenie może wywołać już tylko celowe wywołanie paniki czy użycie środków chemicznych, a nie tylko wniesienie na teren broni czy ładunków wybuchowych. Dodatkowo młodzież ta będzie podróżować po całej Polsce, więc zagrożenie obejmuje większą liczbę miast i będzie trwało dłużej. Dostrzeżenie tego poważnego niebezpieczeństwa jest miarą realizmu i odpowiedzialności organizatorów zarówno ze strony Kościoła, jak i władz państwowych.

Pierwszym krokiem powinno być ograniczenie liczby uczestników Światowego Spotkania Młodzieży. Rozważyć należy zamknięcie listy uczestników. Większość grup duszpasterskich już zgłosiła swój udział. Są to grupy, które łatwiej można zweryfikować. Pozostali mogą uczestniczyć za pośrednictwem mediów, pozostając w swoich domach. Zdaję sobie sprawę, że to nie to samo, co osobista obecność we wspólnocie wiernych. Jednak zapraszanie wszystkich, którzy zgłoszą chęć przyjazdu do Polski utrudnia możliwości skutecznej kontroli i przeciwdziałania ryzykownym zjawiskom.

W tej sprawie potrzebny jest wielki realizm i odpowiedzialność! W świetle ataku terrorystycznego w Brukseli, sprawa bezpieczeństwa podczas masowych wydarzeń nabiera nowego wymiaru.