W jaką dumę usiłowano nas wbijać w związku z objęciem przez Donalda Tuska funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Fanfary, okrzyki entuzjazmu, profesorskie pienia, poematy hagiograficzne usłużnych dziennikarzy… no karnawał bałwochwalstwa. Starano nam się zaaplikować uniwersalną radość. Bez względu na to czy popieramy „haratającego w gałę” czy jesteśmy oponentami, powinniśmy, nie tam powinniśmy, musimy wygłaszać regułki pochwalne. Taka jest nasza racja stanu. Angielskiego się przecież nauczy, a rozgłaszanie plotek, że został zczyszczony przez taśmy, które mogły być rzucone na medialny rynek, to przaśna małość.

I co zrobił wtedy Jarosław Kaczyński w sejmie? Ano traktowany wyjątkowo prostacko przez wygłaszającą coś na kształt expose Ewę Kopacz, podszedł do Donalda Tuska i podał mu rękę w ramach gratulacji. Choć miał naprawdę wiele powodów by tego nie zrobić. I to powodów z gatunku tych najpoważniejszych. Nikt by nie miał do niego pretensji, gdyby zachował się inaczej. *Prezes jednak pokazał klasę i bez względu na okoliczności, docenił fakt awansu Polaka na ważną europejską synekurę. Zachował się jak wódz partii opozycyjnej szanujący swoje państwo i doceniający każdy zaszczyt, jakie je spotyka, bez względu na prywatne odczucia.

I jak odwdzięczają się posłowie, w tym przypadku europosłanki Platformy? Julia Pitera i Róża Thun zamiast poprzeć kandydaturę Janusza Wojciechowskiego, ubiegającego się o zasiadanie w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (ETO), albo wykazać dalece idącą wstrzemięźliwością, zrobiły wszystko, aby utrącić Polaka. Czyniły oszczerczy rejwach wmontowując go w krajową rozgrywkę o Trybunał Konstytucyjny, wymachują orzeczeniem Komisji Weneckiej, a do tego flekowały go członkostwem w Prawie i Sprawiedliwości.

I choć Janusz Wojciechowski był merytorycznie jednym z najlepszych kandydatów do tego Trybunału, po tej sugestywnej szarży platformerskich bogiń rozumu i uczciwości, przegrał w głosowaniu.

Naturą opozycji jest bycie na kontrze do rządu. Krytykować, wytykać, doszukiwać się uchybień premiera i ministrów należy do jej obowiązków. Jednak dziwacznie wygląda opozycja, która stara się deprecjonować państwo polskie na arenie międzynarodowej. Opozycja, która chełpi się, że idzie ramię w ramię z obcymi państwami przeciwko swojemu krajowi. Opozycja, jak to mówi jej szef Grzegorz Schetyna, totalna. Przeważnie totalna jest głupota i tu chyba mamy do czynienia z takim przypadkiem.

Jeśli jedynym sukcesem PO jest audiencja właśnie tegoż Grzegorza Schetyny u kanclerz Merkel, mająca świadczyć o jego pozycji w Europie, to trochę mało. Kanclerz Merkel zblamowała się polityką multi–kulti i odejdzie w niesławie pewnie już niedługo. Ta wizyta może jedynie działać na nerwy Donaldowi Tuskowi, taki jest jej wymiar.

Do tego jeszcze to żałosne platformerskie zacieranie rączek, na każdy antypolski artykuł w zachodnich mediach, tudzież wypowiedź polityka z Jamajki czy innego Bantustanu godzącą w Polskę stereotypowo, z powieleniem potocznych bajdułek.

Platforma po utracie władzy jest w szoku, ale to nie może być usprawiedliwieniem dla takich działań na jak to, którego dopuściły się Julia Pitera i Róża Thun.

Czy te panie zwykłego ludzkiego wstydu nie mają?

Widać nie, ale akurat rażąco nie odstają od reszty Platformy.