Jeszcze kilka takich sondaży, a przedwczesne wybory mogą stać się realne

Fot. Julita Szewczyk
Fot. Julita Szewczyk

Opublikowany w poniedziałek sondaż TNS (przypomnijmy: PiS 38 procent, Nowoczesna – 13, PO – 12, Kukiz – 9; inni pod kreską) przemknął przez media bez większego echa. Jeśli ktoś skomentował wyniki, to najwyżej w tym sensie, że wojna o Trybunał nie zmniejszyła popularności partii rządzącej.

Tymczasem jest jeszcze jeden ważny aspekt tych wyników. Otóż gdyby powtórzyły się one w wyborach, to choć PiS w porównaniu z tymi z jesieni ‘2015 nie zwiększył popularności, ogromna przepaść między nim a następną w kolejce partią tudzież fakt, że do Sejmu wchodziłyby tylko cztery ugrupowania (głosujący na Lewicę czy PSL zmarnowaliby głosy, które „utuczyłyby” wchodzących, ale w nierównej mierze) spowodowałyby zapewne, że na skutek przeliczenia głosów na mandaty według obowiązującego systemu d’Hondta stronnictwa Kaczyńskiego i Kukiza otrzymałyby większość konstytucyjną.

Co idzie w ślad za tym, mogliby np. zlikwidować obecny Trybunał Konstytucyjny i wybrać nowy. Zakończyć wojnę, w wyniku której obóz nowej władzy znajduje się w coraz gorszym, a opozycja – w coraz lepszym położeniu. Załagodzić stosunki z Zachodem. Pójść drogą Orbana, który od początku miał większość konstytucyjną, więc kiedy UE zarzucała mu że robi coś niezgodnie z węgierską ustawą zasadniczą po prostu ją w tym punkcie zmieniał. Krytycy wyli, ale nie mogli dalej podnosić zarzutu niekonstytucyjności…

Oczywiście - jeden sondaż to żaden sondaż. To powiedzenie jest przedszkolem dla socjologów, polityków i obserwatorów politycznych. Ale gdyby takie wyniki zaczęły się powtarzać, PiS stanąłby przed wielką pokusą.

Rzecz jasna opozycja nie dopuściłaby do samorozwiązania Sejmu, bo nie leżałoby to w jej interesach, a może zablokować taką uchwałę, bo potrzebna jest do niej większość 2/3. PiS mógłby starać się obrócić to na swoją propagandową korzyść („proszę, chcieliśmy wyjść z pata, dać Polakom możliwość zadecydowania, kto ma rację, a opozycja nie chce do tego dopuścić….!”). A potem odwołać własny rząd i nie dopuścić do powstania nowego poprzez doprowadzenie do fiaska trzech kolejnych konstytucyjnych kroków, mających według ustawy zasadniczej doprowadzić w takiej sytuacji do powołania nowego gabinetu (gdy ma się większość i prezydenta, to nie jest to trudne).

Takie działanie nie byłoby bardzo estetyczne, i między innymi dlatego nacechowane byłoby ryzykiem. Bo kto wie, jak na taką operację zareagują wyborcy….? Gdyby w dodatku opozycja zdecydowała pójść do wyborów zjednoczona, jako antypisowska koalicja, dystans między PiS a taką koalicją mógłby stopnieć do poziomu, który Prawu i Sprawiedliwości nie dawałby większości konstytucyjnej. Nie jest to przesądzone; niechęci osobiste i sprzeczności polityczne między partiami i przywódcami ugrupowań antyrządowych mogłyby uniemożliwić taki ruch. Ale mogłyby też nie uniemożliwić. A wtedy może być różnie. Może i wtedy by się PiS-owi udało, ale mogłoby być i tak, że „cały pogrzeb na nic”. Gigantyczny wysiłek i ryzyko doprowadziłyby do powrotu do sytuacji obecnej.

Dlatego wcale nie uważam, że Jarosław Kaczyński podjąłby taką decyzję. Zarazem jestem jednak pewien, że gdyby – tak jak napisałem wyżej – sondażowe wyniki podobne do poniedziałkowego TNS zaczęły się powtarzać, lider PiS ze swej strony zacząłby zastanawiać się nad taką możliwością.


Zachęcamy do kupna najnowszego numeru „wSieci” w wersji elektronicznej!

E - wydanie tygodnika - to wygodna forma czytania bez wychodzenia z domu, na monitorze własnego komputera. Dostępne są zarówno wydania aktualne jak i archiwalne. Szczegóły na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...