Wirtualna śmierć Dudy. Jeśli tym razem państwo nie rozliczy hejterów, następny raz będzie naprawdę skuteczny

Fot. PAP/Brzeg24
Fot. PAP/Brzeg24

Nawet jeśli była to tylko fabryczna wada opony, w co nie wierzę, bo to nie taka opona i nie taka fabryka, która by ją wyprodukowała. Reżimy technologiczne są tam wręcz jak przy wypuszczaniu lotów załogowych w kosmos. Nawet jeśli to była wada opony, to prezydent był na prostej drodze do śmierci.

Dzięki sprawności i przytomności kierowcy „nikomu nic się nie stało” tylko opona, na której po pęknięciu można jechać dalej, rozpadła się jak sylwestrowy balonik, co przy dużej prędkości ciężkiej limuzyny było jak wyrok śmierci. Prezydent go uniknął? Teoretycznie tak. Ale zaraz potem został po wielokroć zamordowany wyrokami i „życzeniami” na stronie KOD-u. Tam nie przeżył. Tam umierał w męczarniach, walił autem w brzozę. Tam zabito prezydenta. Stamtąd, ku uciesze wpisywaczy, nie uszedł z życiem.

Przypomina mi się jak po atakach 11 września cały świat płakał. Tylko w kilku krajach arabskich fetowano tę tragedię i trwał z tego powodu prawdziwy karnawał. Teraz było tak samo. Jak gęste łajno wylały się życzenia śmierci, „próbna” radość (bo w końcu nie zginął, ale co szkodzi przećwiczyć) i radosna gęba samozwańczego Szeli wyrażającego „żal”.

Jeśli tym razem państwo nie rozliczy hejterów, gdzie często dochodziło do obrazy demokratycznie wybranej głowy państwa, jeśli nie zdecyduje się na poważne działania następny raz będzie naprawdę skuteczny. Mamy do wyboru.

– Państwo rozmyje sprawę wpisów podkreślając wolność słowa – i tak będzie państwem zamordystycznym

– Państwo wyłapie hejterów i ukarze ich wysokimi grzywnami –i tak będzie państwem zamordystycznym

– Państwo zamknie bloga KOD – będzie państwem zamordystycznym.

– Państwo zupełnie nie zauważy tych wpisów-i będzie Państwem zamordystycznym.

– Wybór jest niewielki. Cokolwiek się nie zrobi będzie źle. Trzeba zatem zrobić porządek.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...