Prof. Legutko: "Jeśli Polska ma odegrać jakąś rolę, to dlatego, że będziemy mieli sprawne państwo, a nie dlatego, że daliśmy Lecha Wałęsę światu". NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Gdy prowadzimy negocjacje ws. energetyki czy bezpieczeństwa, to polscy negocjatorzy nie mówią: „a my pochodzimy z kraju, który dał światu Wałęsę…” Ten argument nie działa

— mówi portalowi wPolityce.pl prof. Ryszard Legutko.

wPolityce.pl: IPN informuje, że prokuratorzy weszli do domu Wojciecha Jaruzelskiego i szukają „szafy Jaruzelskiego”. Taka akcja w Pana ocenie jest potrzebna? Czy może już na nią za późno?

Prof. Ryszard Legutko: Nie da się ukryć, że jest późno, taka akcja powinna mieć miejsce znacznie wcześniej. Takie działania powinny być prowadzone znienacka, jednocześnie w wielu miejscach. Obecne działania są późne i prowadzone na małą skalę. Jednak zapewne nawet tego nie byłoby, gdyby nie wydarzyła się historia z madame Kiszczak.

Czyli IPN nie powinien nic obecnie robić?

Mimo upływu czasu trzeba robić co można w tej sprawie. Przecież od lat są podejrzenia, że prywatne zbiory mogą istnieć. Do tej pory jednak nie było żadnej reakcji władz, czy prokuratury. Teraz, gdy mamy dowód, że takie archiwa istnieją, trzeba działać. Taką akcję należało prowadzić ponad 20 lat temu. Działania są opóźnione, a w dodatku podejmowane niemrawo, jednak nie oznacza to, że nie mamy nic robić teraz.

Wspomniał Pan o pani Kiszczakowej… Uruchomiła ona na nowo debatę o Lechu Wałęsie i TW Bolku. Wiele osób zaznacza, że Polsce i Polakom nie opłaca się ta debata, bo Wałęsa stał się ikoną, a świat nie rozumiejąc obecnie co się dzieje, widzi jedynie, że Wałęsa jest atakowany.

W tej sprawie nie można się kierować jedynie względami wizerunkowymi. Sprawa Lecha Wałęsy to jest znacznie szerszy problem niż tylko działania tego, czy innego polityka. Problemy, jakie przy tej okazji są diagnozowane, są zresztą znacznie ważniejsze niż sprawa odbioru byłego prezydenta.

O czym ta debata zatem mówi?

Ta sprawa pokazuje zagrożenia dla wolności słowa i wolności badań historycznych w Polsce. Przecież pamiętamy niebywałe działania i wypowiedzi byłej już minister nauki Barbary Kudryckiej, premiera Donalda Tuska, te wszystkie pogróżki pod adresem instytucji naukowych, uniwersytetów itd. Rząd uznał, że pewne badania i analiza źródeł są niedopuszczalne. Grożono wręcz, że jeśli naukowcy się nie dostosują, to będą ponosili konsekwencje. To jest znacznie poważniejszy temat niż sama biografia Wałęsy. To jest znacznie większe zagrożenie dla Polskiej demokracji niż sprawa przeszłości byłego prezydenta.

Wiemy, że Lech Wałęsa miał wsparcie instytucji państwa polskiego. Sąd i IPN stały za nim murem. Ta sprawa to również cios w państwo?

To jest również bardzo ważny aspekt sprawy. Debata o Bolku pokazuje słabość państwa polskiego, polskich instytucji, wymiaru niesprawiedliwości. Lech Wałęsa jako prezydent poświęcił niemal połowę swojego czasu i energii na tuszowanie przeszłości. Instytucje państwa polskiego zostały w to wciągnięte. Żadne konsekwencje prawne nie zostały wobec ludzi za to odpowiedzialnych wyciągnięte. Nie było wręcz choćby próby prowadzenia takich działań, nie było próby pociągnięcia do odpowiedzialności za niszczenie akt. Pamiętajmy, że w tym czasie widzieliśmy zaskakujące decyzje Wałęsy: poparcie dla puczu Janajewa, dla NATO-bis.

To dziś odległa historia.

Nie, to nie są tylko sprawy historyczne, to są symptomy, które pokazują chorobowy stan polskiego państwa. Ważniejsze jest zdiagnozowanie choroby państwa, by z tej choroby wyjść, niż argument w rodzaju: „Wałęsa narobił dziadostwa, nakłamał, ale to przecież nie powinno mieć znaczenia, bo go ludzie dobrze kojarzą”. Jeśli państwo polskie ma odegrać jakąś rolę, to dlatego, że to będzie sprawne państwo, a nie dlatego, że mieliśmy Lecha Wałęsę. Gdy prowadzimy negocjacje ws. energetyki czy bezpieczeństwa, to polscy negocjatorzy nie mówią: „a my pochodzimy z kraju, który dał światu Wałęsę…” Ten argument nie działa.

Nie boi się Pan jednak, że rząd PiS-u zapłaci polityczną cenę za debatę o Wałęsie? Rząd już jest na cenzurowanym przez sprawę TK czy mediów publicznych…

Rząd cokolwiek zrobi będzie na cenzurowanym. Nawet jeśli jego działania byłyby dobre i służyłyby Polsce, to i tak będzie atakowany. To pokazuje, że współczesna Europa ma problemy z wolnością słowa.

Dlaczego Pan tak uważa?

Patrzmy jak sprawa Wałęsy jest relacjonowana w mediach zachodnich. To jest narracja zupełnie skandaliczna, nie ma w niej kluczowych informacji. Są za to jakieś sugestie, nawet tak kuriozalne, że za wszystkim stoi PiS, a właściwie Jarosław Kaczyński. To jest zupełny idiotyzm, jednak widać, że ktoś chce wtłoczyć Polakom taką wersję. Nie ma dziś dobrego przepływu rzetelnej informacji. Nie można w tej sytuacji dostosować się do nierzetelnego obiegu wiadomości. Trzeba wyjaśniać, tłumaczyć itd. Niechęć do rządów prawicy, a w szczególności PiS-u ma znacznie szerszy kontekst. Sprawa Lecha Wałęsy i jego przeszłości jest jedynie drobiazgiem. To pokazuje jednak pełne wariactwo, które stoi za próbą powiązania tej sprawy z rządem PiS.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...