Dawno już nie byłem tak zniesmaczony jak po wczorajszych demonstracjach KOD-u. A dziś dowiaduje się jeszcze od Lecha Wałęsy, który na wspólnej konferencji z Mateuszem Kijowskim stwierdził - Cieszmy się - my, ojcowie, że mamy tak wspaniałe dzieci, które proponują rozwiązywać problemy. Najlepsze w tym wszystkim jest, że mówi to donosiciel, który wobec ewidentnych dowodów swojej winy brnie w kłamstwo dalej, siedząc obok faceta mającego problemy z płaceniem alimentów. A te maszerujące ulicami Warszawy i Gdańska z transparentami „Jestem TW „Bolek” - „ich dzieci”, to ofiary ćwierćwiecza prania mózgu przez ich ulubioną „Gazetę Wyborczą” i inne byłe mainstreamowe media.

O pomstę do nieba woła fakt, że babsztyl łamistrajk, która stanęła tylko swoim tramwajem dlatego, że jej wyłączono prąd robi tam za bohatera, pokrzykując do tłuszczy „Potrzebujemy bata na Wałęsę, żeby kurdupel mógł zrobić swoje sprawy”. A tłuszcza bije brawo, bo to się jej podoba. Rozumiem dyskusję nad kwestią, na ile III RP była sterowana teczkami, a na ile jej czołowe postacie wywodzące się z kręgów „Solidarności” akceptowały symbiozę z ubekami dla własnej wygody i zachowania pozycji w imię wyższych racji dobra narodowego. Pojmowanego oczywiście pod kątem własnego ego, czego dobitnym przykładem jest postawa ich człowieka symbolu - Lecha Wałęsy.

Jedno jednak powinno dla przeciętnego uczestnika demonstracji KOD być jasne. Akceptacja dla ciągłych kłamstw ex - prezydenta jest de facto popieraniem postawy donosiciela, który z hańby stara się uczynić cnotę. Sądzę, że w marszach KOD-u biorą udział ludzie, którzy albo ślepo wierzą w to, że Lech Wałęsa nic nie podpisał, albo doskonale zdają sobie sprawę z jego postawy w latach 1970-1976, a mimo to nie widzą w niej nic odrażającego. Odrażający dla nich jest natomiast PiS i Jarosław Kaczyński. Ich nie przekona nikt i nic. Jak ktoś, kto w swoim rozwoju osobowości doszedł do momentu, kiedy należy bronić ewidentnych i bezczelnych kłamstw oraz przechodzić obojętnie wobec zjawiska donosicielstwa, a nawet popierać je, to znaczy, że ma poważny problem. Pomóc rozwiązać go może tylko ksiądz (w przypadku ludzi wierzących), albo psychiatra. Takich ludzi było na demonstracji w Warszawie coś pomiędzy 20 i 25 tysięcy i ze 2-3 tysiące na placu pod stocznią w Gdańsku. I obojętnie jakiego pretekstu KOD by nie wymyślił, mniej więcej tyle będzie maszerować w każdej demonstracji przez najbliższe co najmniej pół roku. Nie jest bowiem możliwe, żeby po dwudziestu kilku latach propagandy relatywizującej podstawowe wartości i zasady nagle, z dnia na dzień, zaszły u tych ludzi pozytywne procesy myślowe zwane refleksją. Nawet pod wpływem tak szokowej terapii jaką była sprawa ujawnienia teczek Lecha Wałęsy. Na szczęście te kilka dziesiątków tysięcy w całej Polsce to nie jest poważna siła. Obok marszów KOD-u tego samego dnia w całej Polsce inne tysiące demonstrowały przywiązanie do bezkompromisowego bohaterstwa Żołnierzy Wyklętych. Bowiem prawdziwi bohaterowie unikają zgniłych kompromisów, o donosicielstwie nie wspominając. W miarę upływu czasu i docierania do świadomości narodu prawdy o III RP i jej początkach, szeregi tych „wspaniałych dzieci”, „stojących murem za Wałęsą” będą się kurczyć. Tylko ten proces potrwa. Pewnie całe lata. Prawda zawsze jest silniejsza, a siła propagandy apologetów historii według Lecha Wałęsy w ostatnim czasie uległa znacznemu osłabieniu. Róbmy więc swoje i czekajmy. Głupcy albo zmądrzeją, albo trafią na śmietnik historii.


Książka, którą trzeba przeczytać!

720 stron mrocznej prawdy! „Konfidenci” autorstwa Sławomira Cenckiewicza, Witolda Bagieńskiego i Piotra Woyciechowskiego.

Publikacja zawiera wiele unikatowych dokumentów i ilustracji pochodzących z zasobów archiwalnych IPN. Pozycja dostępna „wSklepiku.pl”.