Do znamiennych zdarzeń doszło w Gdańsku, w związku z akcją KOD w obronie Lecha Wałęsy. Plakat noblisty, wydrukowany z tej okazji przez gazetę Adama Michnika, okazał się niewystarczający. Były prezydent sięgnął po broń masowego rażenia… własną żonę.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gdzie Wałęsa nie może, tam żonę pośle. Danuta Wałęsa na manifestacji KOD: „Przyszłam tutaj, żeby zamanifestować swój sprzeciw względem tego rządu i tego małego człowieczka” PRZEMÓWIENIE

Danuta Wałęsa do tej pory nie wypowiadała się na tematy polityczne. Sporo ciekawych historii, między innymi dziwne wygrane męża w totolotka w latach 70., opisała w swojej książce. Ale aktualnych spraw publicznych nie podejmowała. W Gdańsku nieoczekiwanie wystąpiła w głównej roli na demonstracji KOD. Hillary Clinton pewnie z niej nie będzie, ale pokazała, że wiecowej agresji jej nie brakuje.

Co ciekawe, wylała żółć nie tylko na PiS i Jarosława Kaczyńskiego, ale też na Kościół, mając pretensje, że nie staje w obronie Wałęsy, choć to on, jak mówiła (a nie cała „Solidarność”), wywalczył niedzielne Msze Święte. Skrytykowała metropolitę gdańskiego, arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, który wezwał Wałęsę, by przeprosił tych, których skrzywdził. Zaatakowała też „zakonnika z Torunia”. Jak grunt pali się pod nogami, nie ma żadnej świętości…

Szkoda, że Danuta Wałęsowa nie wspomniała na wiecu o cudownych wygranych swego męża w totolotka, o czym rozpisywała się w swojej książce. Jej niespodziewany występ świadczy jednak o tym, że były prezydent musi strasznie się bać…

CZYTAJ TEŻ: Ślepa obrona Wałęsy! Krzywonos po chamsku atakuje Kaczyńskiego: „Potrzebujemy bata na Wałęsę, żeby kurdupel mógł zrobić swoje sprawy”