Najlepiej iść w zaparte. Myk polega na tym, żeby się nie przyznawać za Chiny Ludowe, nawet jak nas złapią za rękę

— pisze Tomasz Łysiak w swoim felietonie na łamach tygodnika „wSieci”.

Publicysta wspomina historię Św. Augustyna, któremu też zdarzały się rzeczy co najmniej wątpliwe moralnie

Chociaż z tym Augustynem to jednak zły przykład, bo on w zaparte nie szedł, tylko nazwał rzeczy po imieniu, a nawet dociekał własnych wad charakteru i namiętności, które leżały u podstaw czynu. To może w stronę dialektycznego marksizmu by polecieć? Nieważne. Najważniejsze – iść w zaparte. Nie odpuszczać. No pasarán!

— pisze Łysiak.

Bo popatrzmy, taki „Bolek”. Historycy naukowo dowodzą, poddają krytyce źródła, wskazują — facet współpracował jak nic. A ten w zaparte. I efekt jest słuszny…

— dodaje.

Łysiak ironizuje, że taka postawa - skoro nie ma konsekwencji - będzie skuteczna np. przy braniu kredytu w banku.

Więc my w ślad za autorytetem więcej moralnym. Dobrze jest np. kredyt wziąć, taki dobry, w petrudolarach co najmniej. Otóż właśnie go bierzemy, potem nawet ze dwie raty spłacimy, a dalej jedziemy na „Bolka”. Jaki kredyt? Ja? Panie kochany, podpis mój to może tam jest, ale to, widzisz pan, prowokacja i uderzanie w dobre imię

— pisze Tomasz Łysiak nawiązując do tłumaczeń Wałęsy.

To, że pieniądz na koncie, podpis na papierach, że byłem w oddziale banku osiem razy, że mię żona podżyrowała i sąsiad — wszystko panie bzdura i godzenie w imię. Pan myślisz, że co? Ja idę też na Nobla. Z fizyki. W sądzie to udowodnię — prawo zaparcia. Brzmi ono: jeśli jedno ciało idzie w zaparte, to inne ciała mogą mu naskoczyć

— dodaje publicysta „wSieci”.

Cały felieton Tomasza Łysiaka do przeczytania w tygodniku „wSieci”.