Angela Merkel, apelując, aby uchodźcy z Bliskiego Wschodu osiedlali się w Niemczech, otworzyła puszkę Pandory. To, że przy okazji butnie — choć chyba bezref eksyjnie — zademonstrowała, kto dziś rządzi w Europie, nie należy do tematu, którym mamy się zajmować. Warto jednak zauważyć, że niemiecka kanclerz złamała konwencję dublińską i faktycznie zakwestionowała funkcjonowanie układu Schengen

— pisze Bronisław Wildstein w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”.

Instytucje UE błyskawicznie uznały wolę Merkel za europejską normę, a kraje, które jak Węgry broniły europejskiego porządku prawnego, zostały odsądzone od czci i wiary. Nie wiemy, co ostatecznie wywołało chyba jednak nie do końca przemyślaną deklarację Merkel, z której wycofuje się ona obecnie. Czy chodziło o rachuby wyborcze i głosy tureckiej mniejszości; czy o ustępstwo na rzecz socjaldemokratycznego koalicjanta; czy o odpowiedź na zapotrzebowanie niemieckiego lobby przemysłowego, które poszukuje wykwalifi kowanych rąk do pracy, i o przekonanie, że mniej „interesujących” imigrantów wepchnie się innym krajom? Przypuszczalnie wszystkie te czynniki odegrały swoją rolę. Wiemy na pewno, że uruchamiające lawinę wystąpienie niemieckiej kanclerz i wspierające je działania europejskich ośrodków opiniotwórczych są możliwe wyłącznie w stanie głębokiego kryzysu tożsamości europejskiej, który każe się zastanawiać nad szansą jej przetrwania

— zastanawia się publicysta.

Przypominając zablokowaną w Niemczech na kilka dni informację o wydarzeniach sylwestrowych w Kolonii, wskazuje na poprawność polityczną, która od lat paraliżuje Zachód.

Fetyszem nowej ideologii jest równość, zwłaszcza w odniesieniu do kultur. Zgodnie z jej podstawowym dogmatem nie wolno ich wartościować. To charakterystyczne, że każda taka próba kwalifikacji jest postrzegana jako rasizm, a przecież cywilizacja nie ma rasowego charakteru. Powoduje to, że odmawiamy rozpoznania specyfiki innej kultury, która w rzeczywistości ludzkiej zawsze się wiąże z jakąś formą oceny. W efekcie przestajemy widzieć cywilizacyjne odmienności, które w wypadku funkcjonowania w jednym państwie prowadzą do konfl iktów

— podkreśla. Zaznacza, że „imigranci dokonujący wyboru osiedlenia się w innym porządku cywilizacyjnym, bez względu na to, co zasądziło o ich decyzji, muszą mieć świadomość, że oczekuje się od nich przyjęcia jej podstawowych reguł”.

Te zasady powinny być twardo egzekwowane przez kraje osiedlenia. Niestety we współczesnej Europie zostały one nie tylko zawieszone, lecz wręcz ostentacyjnie odrzucone

— pisze Wildstein.

Cały tekst w tygodniku „wSieci”.