To, że Lech Wałęsa w pierwszej połowie lat 70. współpracował ze służbą bezpieczeństwa było jasne, więc trudno powiedzieć, że te dokumenty, choć znaczące, zmieniły moje spojrzenie na postać byłego prezydenta. Każdy, kto chciał to wiedzieć, ten wiedział

— mówi w rozmowie z portalem wp.pl Bronisław Wildstein - pisarz, publicysta tygodnika „w Sieci” i portalu wPolityce.pl.

Z ogromną rezerwą podchodzi do kolejnych oświadczeń Lecha Wałęsy, które były prezydent publikuje na swoim blogu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Lech Wałęsa idzie w zaparte: Pieniądze? Donosy? „Popełniłem błąd, ale nie taki. Jeszcze żyje człowiek sprawca,który powinien ujawnić prawdę”

To jest kolejna wersja zdarzeń, kolejna tajemnica i kolejny świadek, którego na razie nikt nie widział. Od kilku lat wypowiedziami Lecha Wałęsy nie należy się przejmować, gdyż on mówi od rzeczy. Przecież w 1992 roku wysłał do PAP-u pismo, w którym przyznawał się, że coś podpisał i wstydzi się tego. Po paru godzinach zostało ono wycofane i zastąpione innym. To przeszło wówczas zupełnie bez echa, zostało przemilczane i świadczy o fatalnej kondycji polskich mediów w tamtym czasie.

— mówi Wildstein. Podkreśla, że „Solidarność” była potężnym ruchem, złożonym z 10 milionów ludzi. Postać Wałęsy miała go przesłonić, dlatego zbudowano jego mit i pielęgnuje się o do dzisiaj.

Sprawa teczek TW „Bolka” jest o tyle ważna, że odsłania pewne zjawiska, m.in to, jak byliśmy okłamywani przez ponad 25 lat. Warto pamiętać, że w momencie, gdy ukazała się książka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” autorstwa Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, to ówczesny premier Donald Tusk zaczął grozić IPN. Natomiast Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego chciał nasłać komisję finansową na Uniwersytet Jagielloński, gdzie powstała praca naukowa na temat Lecha Wałęsy autorstwa Pawła Zyzaka. To są niebywałe skandale i akty realnego uderzenia w wolność słowa oraz demokrację. Należy je przypominać, zwłaszcza teraz. „Szafa Kiszczaka” stała się symbolem III RP, gdyż obnaża mechanizm, w którym byli funkcjonariusze służb bezpieczeństwa trzymali w garści ludzi tworzących polską rzeczywistość

— podkreśla. Publicysta „wSieci” odniósł się także do stwierdzenia senatora Rulewskiego, że szczury wybiegły z „szafy Kiszczaka”.

Szczury bronią Lecha Wałęsę i przekonują, że czarne jest białe i na odwrót. Zakłamują rzeczywistość i podnoszą argumenty, że krzywdzi się legendę „Solidarności”. Jest dla mnie oczywiste, że istnieje cała grupa np. mediów, które nie pełnią żadnej funkcji medialnej, a służą jedynie temu, by bronić rządzącego układu. Ich można nazwać medialnymi funkcjonariuszami. Można od nich usłyszeć, że Wałęsa podobno podpisał jedną, drobną lojalkę w 1970 r. Otóż nie istniało wówczas coś takiego jak lojalka. Istniała natomiast deklaracja współpracy ze służbą bezpieczeństwa, która polegała na donoszeniu na kolegów. To są drobne przekłamania, ale bardzo istotne w procesie odkrywania prawdy

— zaznacza Bronisław Wildstein.

mall / wp.pl


Polecamy „wSklepiku.pl”: „Cienie moich czasów”. Bronisław Wildstein, uczestnik i obserwator najnowszej historii Polski, opowiada o swoich doświadczeniach od wczesnego dzieciństwa po chwilę obecną.