Po przejęciu przez IPN archiwów w domu Czesława Kiszczaka na IPN posypały się gromy. Prezes i Instytut byli oskarżani o zaniechania i brak działań w sprawie prywatyzowania przez komunistycznych funkcjonariuszy materiałów SB. Prezes Łukasz Kamiński pytany przez „Rzeczpospolitą” dlaczego nie udało się do Kiszczaka domu wejść wcześniej tłumaczy, że nie ma wpływu na działania prokuratorów.

To pytanie o kondycję państwa polskiego. Przypomnę, że prezes IPN do 2010 roku miał ograniczone możliwości wpływania na pion prokuratorski IPN, a od 2010 roku nie ma żadnych możliwości wpływania na śledztwa i pracę prokuratorów. Ostatnia drobna możliwość udziału w konsultowaniu kandydata na dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu została odebrana nowelizacją ustawy w 2016 roku

— zaznacza prezes IPN.

I tłumaczy się obstrukcją prokuratorów IPN.

Prokuratorzy wskazują, że trzeba mieć mocne podstawy do naruszenia miru domowego osoby wobec, której podejmując czynności, samo przekonanie nie wystarczy.

Na słuszną uwagę, że zdaniem niektórych prawników powinno wystarczyć, że ktoś jest podejrzewany o to, że wyniósł z urzędu tajne dokumenty, a działania prokuratury wobec Kiszczaka były za miękkie Kamiński przyznaje:

Zgadzam się z panem, że te czynności mogły być wcześniej wykonane.

Prezes Kamiński pytany, czy prokurator IPN powinien udać się do domów innych funkcjonariuszy komunistycznego państwa Kamiński przyznaje, że tak.

Uważam, że powinien podejmować takie czynności.

Łukasz Kamiński zaznacza, że od dawna postuluje rozszerzenie kompetencji prezesa IPN.

Kilka lat temu we współpracy z Radą IPN sformułowaliśmy kilka postulatów, mających poszerzyć kompetencje prezesa IPN, chociażby w zakresie kontroli działalności prokuratorów

— zapewnia Kamiński.

Czyli jednak błąd i zaniechania IPN-u i prokuratorów z Instytutu?

KL