Wtorkową groteskową historię wywołaną przez wdowę po Kiszczaku, która zaoferowała IPN-owi sprzedaż pozostawionych przez jej męża dokumentów, w tym dotyczących „Bolka”, można komentować na wiele sposobów. Ja na razie króciutko o jednym tylko jej aspekcie.

Otóż wszyscy skłonni byli przypuszczać, że jeśli taki poważny gracz, jak Kiszczak, miał (a przecież z pewnością miał) wyniesione z resortu „hakowe” dokumenty, to schował je gdzieś bardzo głęboko. Wyobraźnia podpowiadała depozyt u jakiegoś związanego z komunistycznym MSW adwokata; a może wręcz, u osób z co bujniejszą wyobraźnią – jakiś supertajny bunkier w supertajnym Centrum Zarządzania Polską Transformacją….

Tak czy inaczej – papiery zabezpieczone przed wpadnięciem w niepowołane ręce. Teraz i na wieki, bo przecież exministrowie odchodzą, ale demoniczne komunistyczne „służby” żyją i żyć będą.

A tymczasem trzymał je – może nie wszystkie, ale co najmniej część - po prostu w domu. Gdzieś w biurku, czy co najwyżej na pawlaczu.

I tu narzucają się dwa komentarze. Po pierwsze – że żadnego demonicznego Centrum po prostu nie było, bo w ogóle najbardziej demoniczne wizje rzeczywistości rzadko się sprawdzają.

A po drugie – jak strasznie on był pewny siebie! Jaki spokojny o swoją przyszłość. Jak ufał (i jak się okazuje, nie bezpodstawnie) w to, że ma niepisany glejt bezpieczeństwa. Że nigdy nie „wjedzie” do niego żadna tam ABW z nakazem rewizji. Czy rządzi Miller, czy Buzek, czy Tusk. Bo jego nie ruszy nikt, nawet ci frajerzy z dawnej „Solidarności”.

Widać, że musiał kiedyś dostać naprawdę solidne gwarancje. I chciałbym dowiedzieć się, od kogo.


Nowość!

720 stron mrocznej prawdy! „Konfidenci” autorstwa Sławomira Cenckiewicza, Witolda Bagieńskiego i Piotra Woyciechowskiego.

W książce znajduje się wiele unikatowych dokumentów i ilustracji pochodzących z zasobów archiwalnych IPN. Pozycja dostępna „wSklepiku.pl”. Polecamy!