Nie wiem, czy Państwo zdajecie sobie sprawę z tego, jak ubogie bywają słowniki wiedzy medycznej. Proszę sobie wyobrazić, że mimo uporczywych prób, mimo wielu godzin przegadanych przez telefon z najwybitniejszymi ekspertami, a potem poszukiwań zakrojonych na naprawdę wielką skalę, nie udało mi się nigdzie, w żadnym medycznym periodyku znaleźć choćby wzmianki o jednym z najcięższych schorzeń współczesnej Polski.

O chorobie - atakującej bez uprzedzenia i niezależnie od środowiska czy majętności - bez której trudno zrozumieć to, co działo się w naszym kraju przez ostatnią dekadę. Mowa oczywiście o pisofobii (kaczorens nienawidzins). Czas pokusić się o próbę wyodrębnienia tej jednostki chorobowej, bo i prace nad szczepionką muszą ruszyć pełną parą.

Pisofobia to ciężka choroba, rozsiewana przez „Gazetę Wyborczą”, TVN, „Politykę”, „Newsweek”, przez ich czytelników z Salonu, ale także - jak w przypadku Niesiołowskiego, Kutza czy Palikota – z wychodka. Pisofobię łatwo rozpoznać, bo atakuje w sposób systematyczny, najpierw odbiera rozsądek, potem dystans do życia i świata, na końcu rozum (o ile wcześniej występował). Początkowo objawia się tym, że pacjent niemal zawsze rozmija się z tematem. Rozmowa dotyczy skoków narciarskich, chory atakuje PiS za program 500 plus, a kiedy mowa jest o lekach i służbie zdrowia, on na czym świat stoi przeklina podatek od hipermarketów. Widać to dobrze na ostatnim przykładzie, kiedy pisofobią zaraził się jeden z autorów współpracujących, a jakże, z „Gazetą Wyborczą”.

W jej wrocławskim wydaniu niejaki Tomasz Pieprzyk czy Pietrzyk, wszystko jedno, pisze o architektonicznych projektach Moritza Haddy i losie jego samego. Ale tak naprawdę – o czymś zupełnie innym: „Niestety, popowickie realizacje nie przetrwały wojny, podobnie jak sam architekt. Moritz Hadda zginął w 1942 r. Dla ówczesnych miłośników prawa i sprawiedliwości wystarczyło żydowskie pochodzenie, aby wysłać go na śmierć do obozu koncentracyjnego KL Kaiserwald”.

Żal człowieka, ale on akurat nic tu nie pomoże. Jak widać – pisofobia bywa okrutna i ciężka do leczenia. Dość przypomnieć pacjenta Kuczyńskiego, który już na samo hasło „ekonomiczny program PiS-u” w TVN natychmiast opowiadał o Smoleńsku. Pacjent Kutz dostawał ataku wściekłości na widok pisowskich kobiet w żałobie. Pacjent Bratkowski chciał pisać o opozycji w Polsce, a opowiadał o narodzinach faszyzmu w Niemczech. Pacjent Wajda mylił ofiary tragedii smoleńskiej z sowieckimi żołnierzami i chciał przekładać znicze z jednego miejsca na drugie. Skrajny przykład –Stefan Niesiołowski, który nawet rozmowę o zwyczajach żywieniowych świni przekształciłby w potok ścieku o „podłych pisowskich podłościach”.

Do czego zaś prowadzi skrajna pisofobia, będąca już nie niechęcią do jednej z partii politycznych czy dziś – po prostu do władzy, ale żywą, zatruwającą debatę publiczną nienawiścią zalewającą oczy, uszy, szare komórki i wątroby kolejnych pacjentów? Ano – chyba do tego, do czego prowadzi każda, nieleczona i co gorsza nieuświadamiana sobie przez człowieka fobia, czyli do lekarza pierwszego, a czasem to nawet ostatniego kontaktu. Kiedy jest za późno na leczenie? Trudno to jednoznacznie określić, łatwiej pokazać na przykładach: na wyżej wymienionych za późno jest na pewno. Na Hołdysa, który w ramach swej rozbudowanej pisofobii nazywał Kaczyńskiego „ch…” – też. Ale już np. taki Saramonowicz, który prezesa PiS nazwał identycznie (tzn. ch…, nie Hołdysem) być może będzie z niej wychodził, podobnie jak wielu reżyserów filmowych, którzy już zaczynają godowe tańce przed nowymi decydentami. Prawdopodobnie wcześniej pisofobię jedynie udawali. Wiadomo – artyści.

Na koniec wiadomość dobra – dla wszystkich, którzy od wszelkich fobii próbują trzymać się jak najdalej. Ostatnie badania wskazują, że ogniska chorobowe, powtórzmy – nie zaliczamy do nich konkurencyjnych partii i wszystkich, którzy nie kochają, nie lubią czy nie szanują partii Kaczyńskiego, ale tych, którym czysta nienawiść zalewa głowy betonem - no, więc badania te wskazują, że pisofobia zaczyna przygasać. Mainstream rzucił już na pole bitwy niemal wszystkie dywizje pancerne, a sondaże ani drgną. Tylko patrzeć, jak nowy minister zdrowia i na pisofobię znajdzie skuteczną szczepionkę. Na początek byłoby nią skrócenie terminów oczekiwania na pilną diagnostykę.

Tylko tyle i aż tyle.  


Przemysł pogardy trwa nadal!

Książka - dokument pokazująca ogromną skalę przemysłu pogardy wobec śp. Lecha Kaczyńskiego: „Przemysł pogardy” autorstwa Sławomira Kmiecika. Książka do nabycia „wSklepiku.pl”. Polecamy!