Tygodnik Polityka przedstawił coś na wzór poradnika agitatora, rodzaj planu rozprawy z rządem PiS. Są w nim sugestie kuriozalne na pierwszy rzut oka, ale jeśli popatrzeć historycznie, to widać, że sięgnęli do skarbnicy doświadczeń z tak zwanej „epoki dawno minionej”, której obraz zatrzymali w zetempowskich sercach i umysłach.

Na czoło planu wysuwa się przede wszystkim „bratnia pomoc”. Ten instrument polityki wewnętrznej znany z Układu Warszawskiego redakcja nad podziw gładko przeflancowała do Unii Europejskiej. Chodzi oczywiście o promowanie akcji donosicielstwa na polski rząd na forum międzynarodowym i apelowanie do polityków zachodnich o nałożenie sankcji na Polskę. Z innych wynalazków epoki dawno minionej jest tam także nękanie rodziny prezydenta oraz tworzenie list proskrypcyjnych osób nie poddających się antypisowskiej propagandzie. Akcent humorystyczny jest taki, że to samo środowisko zarzucało niegdyś tworzenie takich list opozycji solidarnościowej w czasach PRL. Polakom podsuwa się także delikatną sugestię, że mogą dopuszczać się aktów agresji wobec „polityków źle służących państwu”. Zapewne poczytny tygodnik poczuje się w obowiązku identyfikować i wskazywać takich delikwentów.

Jak z tego wynika, obrońcy koryt i żłobów czerpią pełną garścią z PRL, zresztą skąd niby mają czerpać, wszak mentalnie tkwią w tamtych czasach po uszy. Nie ma zatem takiej podłości, przed którą się zawahają i nie wzdrygną się przed żadną nikczemnością. Towarzystwo godne swojego naturalnego patrona, czyli propagandzisty stanu wojennego, redaktora Urbana. Tutaj mamy pełną jasność i jest to jakiś plus, że „obrońcy demokracji” względnie wcześnie odkryli swoje iście orwellowskie oblicza, wypisz wymaluj jak z „Folwarku zwierzęcego”.

Nie można jednak tego furiackiego ataku lekceważyć, bo mamy przecież tragiczne doświadczenie z przemysłem pogardy wobec śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z drugiej strony w ostatecznym rozrachunku mamy doświadczenie pozytywne, w końcu bowiem odszedł w niesławie i klęsce swoich planów biłgorajski nihilista, który przewodził tamtej nagonce, klęskę w wyborach poniósł cały obóz antypatriotyczny. Nie ma powodów, żeby tym razem wątpić w zwycięstwo patriotów nad sprzedawczykami. Tym bardziej, że w sensie sprawowania władzy „polskie” jest teraz na wierzchu .

Po pierwsze, hejterskie podejście opozycji do władzy pozwala tej drugiej łatwo się odróżnić i to na plus. Oni naprawdę stracili miarę, a wiadomo, że jak Pan Bóg chce kogoś ukarać, to najpierw odbiera mu rozum. Ślepa, nieustanna furia przede wszystkim demaskuje delikwenta przez nią ogarniętego, podważa deklarowane intencje i odbiera wiarygodność. To oczywiste - od wścieklizny ludzie wolą trzymać się z daleka.

Boże broń nas od bezmyślnego odwetu, od odpłacania pięknym za nadobne, wet za wet. Trzeba zachować spokój, nie wdawać się w burdy typowe dla niesławnej palikociarni. Niech się miotają, a my spokojniutko argumentujemy albo ignorujemy. Trzeba umiejętnie wykorzystać zacietrzewienie załganych autorytetów. Wściekły impet szarżującego przeciwnika można skierować przeciwko niemu, analogicznie dzieje się przecież w niektórych sportach walki. Dobrym przykładem jest postawa Bronisława Wildsteina w polemice ze Sławomirem Sierakowskim. Sierakowski wściekł się i wyszedł na chama i buraka w stylu Niesiołowskiego, rujnując swój wizerunek subtelnego intelektualisty, z wielkim nakładem sił i środków markowany.

Stawka w tej grze jest wielka. Nie chodzi bowiem tylko o odebranie koncesjonowanej elicie żłobów, znajomości, pleców, koneksji i przywilejów, chociaż to jest ważne dla poczucia zwyczajnej, ludzkiej sprawiedliwości. Jeśli bowiem pod rządami zjednoczonej prawicy (celowo piszę małą literą) Polska stanie się podmiotowym członkiem Unii Europejskiej i NATO, państwem, które dba o narodowy interes, będzie silną gospodarką; jeśli społeczeństwo uwolnimy spod terroru poprawności politycznej i utopijnych lewackich mrzonek, to będzie koniec michnikowszczyzny. Polacy przestaną być chłopcami do bicia we własnym kraju. Polska będzie Polską.