Wystąpienie premier Beaty Szydło przed możnymi Unii Europejskiej jest jednym z najważniejszych wydarzeń współczesnej historii Polski.

Żadne inne stanięcie polskiego polityka przed europejskim zgromadzeniem nie miało tak wielkiego ciężaru gatunkowego od początku naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Odbyło się ono niestety w okolicznościach niezwykle przykrych, a wręcz tragicznych. Platforma Obywatelska, wykorzystując umocowanie swoich ludzi w strukturach europejskich, posługując się kłamstwem i oczernieniem postanowiła poniżyć polski rząd. Perfidia, tudzież zaprzaństwo Europosłów PO, żyjących na poziomie materialnym nieosiągalnym dla przeciętnego Polaka, powinno doczekać się w przyszłości adekwatnej oceny. Nie może być tak, że bezkarnie będzie się szargać imieniem Rzeczypospolitej.

Propagandowe przygotowanie do przeczołgania rządu PiS przed całą Europą było imponujące. Komisja Europejska zdecydowała o wszczęciu procedury ochrony praworządności wobec Polski. Sam wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, troszczył się o naszą praworządność. Prasa całego świata, w tym pewnie też na Jamajce, trąbiła o dyktaturze, która owładnęła nasz kraj. Ważni politycy unijni też nie szczędzili nam pouczeń, oczywiście w ramach bratniej pomocy. Tuż przed wtorkowym posiedzeniem w Strasburgu agencja ratingowa Standard&Poor’s obniża nam rating. Motywując to nie sytuacją gospodarczą, tylko właśnie polityczną czym zwróciła uwagę całego świata na niedobory demokracji w jednym takim kraju nad Wisłą. U nas ma się rozumieć też wzniecano rejwach i podgrzewano nastroje, opisując na zapas jak to ta cioteczka Unia zruga Beatę Szydło i ta będzie taka malutka.

A tu niespodzianka! I to duża niespodzianka! Premier Brata Szydło okazała się wielka. Spokojnie, grzecznie, ale zdecydowanie tłumaczyła europejskim lewakom, że konstytucjonalizmu to oni się mogą uczyć od nas, bo to my mieliśmy jako pierwsi na kontynencie Konstytucję. Taka prawda. Francuzi też mieli konstytucję w 1791 roku, ale we wrześniu, a my w maju.

Oświadczyła:

Uważam, że Polska nie zasługuje na to, żeby być w tej chwili oceniana przez Komisję Europejską, bo nie są w Polsce łamane prawa człowieka ani zasady demokratycznego państwa. Wszystkie sprawy realizowane są zgodnie z konstytucją.

Reszta wypowiedzi w podobnym tonie. Przede wszystkim liczy się jednak wrażenie. I to było niezwykle pozytywne. Trzeba przyznać, że ktoś wizerunkowo nad naszą panią premier już od czasów kampanii prezydenckiej i parlamentarnej czuwa z dużym pietyzmem i dobrym gustem. Elementem charakterystycznym stały się świecące broszki.

Posłanka Beta Szydło sprzed paru lat i obecna premier Beata Szydło to w zasadzie dwie różne osoby. I nie tylko chodzi o ubiór. Zmieniła także sposób mówienia. Kiedyś to było monotonne perorowanie na jednym tonie, a teraz jest przekonywująca, mocna oracja.

Porównywanie Beaty Szydło z zaginioną przewodniczącą PO Ewą Kopacz, byłoby nie fair, bo to różnica klasy i nasze zaściankowe potyczki. Jednak cała Europa mogła porównać nasza panią premier z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

I tutaj chyba nikt nie miał wątpliwości kto jest mężem stanu w spódnicy.

Zresztą Angela Merkel zamiast eleganckich garsonek preferuje kompleciki spodnio – żakietowe na wzór północnokoreański. Należy jednak pochwalić, że ma je w dużej palecie barw, a nie tylko granatowe.

Po czterokrotnym zabieraniu głosu przez naszą panią premier było jasne, że to nikt inny tylko ona jest zwyciężczynią tych zupełnie niepotrzebnych europejskich jasełek.

Tym bardziej, że posłowie Platformy przestraszeni swoimi zdradzieckim knowaniami pierzchli z sali obrad, a wystawiony (bardziej do wiatru) przez nich mówca, był myszowaty w swoim przekazie.

Platforma, Nowoczesny Swetru Petru GRU i wszelcy rozrabiacze z pod znaku KOD znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji.

Tego samego dnia, 19 stycznia, Sąd Najwyższy, oficjalnie uznał wybory parlamentarne z 2015 roku za ważne. A były też oczekiwania gazeto - wyborczych hucpiarzy na jakąś rozróbę, bo niby PiS nie związał koalicji, a powinien.

Premier Beata Szydło w Strasburgu odniosła niebywały sukces i w toksycznych warunkach udowodniła, że nie jest żadną marionetką prezesa, tylko politykiem marki światowej.

I tu można się zadumać jak czasami Opatrzność niweczy w sposób widowiskowy knowania złych ludzi. A nawet używa ich jako narzędzia, by tych autentycznie znamienitych wynieść na zasłużony piedestał.