NASZ WYWIAD. Robert Winnicki: Ingerencja Brukseli w sprawy Polski to skandal. "Niektóre głosy z Warszawy można porównać z volksdeutschami..."

fot. PAP/Bartłomiej Zborowski
fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

To skandal i niedopuszczalna ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski

— mówi w rozmowie z wPolityce.pl Robert Winnicki, komentując presję ze strony instytucji europejskich na polski rząd.

wPolityce.pl: Panie pośle, rozmawiamy kilka chwil po konferencji prasowej, na której wrócił pan do problemu przyjęcia imigrantów, przekonując, że rząd Beaty Szydło jest kontynuatorem polityki rządu Ewy Kopacz. Nie widzi pan żadnej różnicy, zmiany w podejściu do tego problemu?

Robert Winnicki, Ruch Narodowy, klub Kukiz‘15: Zmieniła się retoryka, ale póki co nic poza tym. Tak niestety często bywa w przypadku Prawa i Sprawiedliwości – politycy tej partii są twardzi retorycznie, a na poziomie instytucjonalnym przyjmują wszystkie rozwiązania z Brukseli jak leci. Z odpowiedzi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jaką otrzymałem na moją interpelację nie wynika, że rząd podejmuje jakiekolwiek działania, by zakwestionować decyzję rządu Ewy Kopacz. Po drugie - wiemy, że rząd przygotowuje się do przyjęcia jakiejś liczby imigrantów.

Brak ofensywy w tym zakresie prowadzi do tego, że problem z czasem będzie nabrzmiewał, a Polska będzie o to coraz bardziej molestowana na forum UE. Na wiosnę ruszy nowa fala imigrantów – którzy dziś z powodu warunków pogodowych nie przedostają się do Europy, ale wkrótce ruszą. Państwa UE nie wysłały wojsk na granice UE, a to jedyny sposób, by powstrzymać falę inwazji. Presja na Polskę wzrośnie – jeśli nie będziemy prowadzić ofensywy wobec tego, to zostaniemy zmuszeni do rozwiązań, które są dla nas olbrzymim zagrożeniem.

Rząd PiS raczej gra na przeczekanie, ale tłumaczy, że zerwać ustaleń z czasów premier Kopacz po prostu nie można.

Rząd próbuje grać na przeczekanie, uciekać się do kwestii logistyczno-technicznych, ale brak zakwestionowania tego mechanizmu doprowadzi do tego, że presja na Polskę będzie jeszcze większa. Musimy wyprowadzić cios wyprzedzający, bo inaczej zostaniemy przymuszeni do kolejnych tego typu rozwiązań.

Mimo tego, że rząd mówi o tym, że nie ma mowy o takich ruchach?

Ale zgodziliśmy się na 7 tysięcy osób – zgoda na taki precedens jest niebezpieczna. Powinniśmy to zerwać, musimy tę furtkę zamknąć, a nie retorycznie ją obchodzić.

Jak w pana ocenie na kwestię problemu przyjęcia uchodźców wpłynęły wydarzenia z Kolonii?

To są najeźdźcy, a nie imigranci. Sprzeciw wobec ich przyjęcia jest powszechny – te manifestacje, o których dziś mówimy są tylko tego wyrazem. Nacisk społeczny musi trwać.

To jeszcze słowo o reakcji Brukseli na działania nowego rządu. Jak pan to odbiera?

To skandal i niedopuszczalna ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski, kraju, który po traktacie lizbońskim część suwerenności utracił. Niezależnie od temperatury polskich sporów – a ona jest duża, sami nie głosowaliśmy zawsze z rządem, to powinniśmy rozwiązywać te sprawy w Polsce. Wszystko inne nosi znamiona obcej ingerencji. Najbardziej niezrozumiałe są niektóre osoby i ruchy w stylu głosu dziennikarza „Wyborczej”, który wprost zwraca się o bratnią pomoc - można to porównać tylko z postawą volksdeutschowską .

not. Marcin Fijołek


Polecamy „wSklepiku.pl”: „Na niemieckim pograniczu”.

Książka stanowi analizę sytuacji Unii Europejskiej, jej perspektyw rozwoju i aktualnych trudności.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...