U Lisa na odchodnym można już wszystko. Zarzucić Kaczyńskiemu chorobę psychiczną? Czemu nie. Tak "uciskani" dziennikarze rozumieją wolność słowa...

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Tomasz Lis wiedząc, że jego czas na antenie TVP nieubłaganie dobiega końca – pokazuje na co go stać. Już bez żadnych zahamowań. Bez udawania, bez maski. Choć trzeba przyznać - przy wydatnej pomocy swoich gości.

Jako pierwszy wystąpił tym razem marszałek Senatu: Bogdan Borusewicz. Oto kilka cytatów z jego przemowy.

Marszałek [Kuchciński - red.] może wkrótce nie przyjąć przysięgi posła, to co robi PiS i Duda to destrukcja państwa i jego instytucji

Narasta we mnie determinacja, by mówić „Nie” i nie jestem sam. Narasta w wielu, także tych, którzy głosowali na PiS

Dyktatury w Polsce nie da się wprowadzić, nie po to walczyliśmy i budowaliśmy kraj, żeby na takie niebezpieczeństwo się godzić

Żadnej kontry ze strony prowadzącego. Bo po co. Marszałek odrobił lekcję…

Drugi gość - niemal stały rezydent audycji - Kazimierz Marcinkiewicz. Dialog toczy się zgodnie z zasadami z części pierwszej. Z drobnymi różnicami leksykalnymi. Oto kilka złotych myśli eksmęża Isabel:

Duda jest zakładnikiem Kaczyńskiego, który w każdym momencie może go postawić przed Trybunałem Stanu

PiS tęskni za PRL. Premier, prezydent i parlamentarzyści uczestniczą w rewolucji łamiąc prawo. Cel uświęca środki

Kaczyński jakiego znałem miał hamulce, ale myślę, że od 5 lat tych hamulców nie ma

Ale prawdziwa śmietanka zaczyna się w części trzeciej - poświęconej mediom i strasznemu ich zawłaszczeniu przez PiS.

O rychłym braku pluralizmu dyskutują: Sławomir Sierakowski (Krytyka Polityczna, Janina Paradowska „Polityka”, Kamil Dąbrowa, Polskie Radio (bohater akcji z hymnem we własnej obronie) i Michał Broniatowski z Forbes’a. Czyli grono pluralistyczne, w poglądach zróżnicowane - aż miło. Redaktor Lis przebąkuje co prawda, że prawicowi dziennikarze byli zapraszani ale odmówili. Ale nie czuje się tym faktem szczególnie zmartwiony.

Już pierwsze wypowiedzi, nieprzyzwyczajonym do standardów Lisa widzom, mogą podnieść ciśnienie. Sławomirowi Sierakowskiemu wystarcza kilkadziesiąt sekund, by sformułować tezę o chorobie psychicznej Jarosława Kaczyńskiego.

To jest człowiek naprawdę niebezpieczny. On nie szanuje świętości nawet takich jak brat. Gdyby tak nie to to by nam przez lata nie opowiadał bzdur o zamachu

— rozpędza się red. nacz Krytyki Politycznej, wprawiając w zdumienia samego Lisa. No bo jak to? Jak teza o zamachu ma udowadniać brak szacunku dla brata? A jednak…

To byłby człowiek chory psychicznie, który by uwierzył, że Tusk się spotkał z Putinem i dogadali się, żeby zrobić katastrofę

— tłumaczy niezrażony Sierakowski.

Na wzmiankę o chorobie psychicznej - publika klaszcze entuzjastycznie, a Tomasz Lis milczy jak zaklęty – wysłuchując w skupieniu tych jakże intelektualnych wywodów.

W retorykę Sierakowskiego znakomicie wchodzi Janina Paradowska:

Widzimy tylko złe scenariusze, PiS działa w amoku. To  PRL.

—dowodzi. I tak widzi kolejne działania władzy - zdaje się mając na myśli Trybunał:

Przyjdziemy i zaaresztujemy” jak chce tego poseł Wojciechowski.

Po czym przechodzi do refleksji „teatrologicznych”:

. Jesteśmy w bezradności. Oglądamy przedstawienie, które dzieje się dzieje wokół nas, które próbujemy opisywać…

– konkluduje.

Michał Broniatowski – nie zamierza wyróżniać się z chóru czarnych wróżbitów.

To musi walnąć” mówiono w ‘88 roku, ale nikt w to nie wierzył., .Znowu jesteśmy w tej sytuacji. Wielkie procesy są nieprzewidywalne

—dowodzi. Po czym znów Paradowska zastanawia się na głos czy PiS potrafi rządzić, bo jak mówi – dotąd pokazał, że potrafi destruować.

Jako ostatni - w pierwszym rozdaniu - głos zabiera się Kamil Dąbrowa - „bohaterski” red. nacz, radiowej Jedynki, który na początek chwali się wsparciem słuchaczy w związku ze swoją akcją z puszczaniem hymnu i Ody do radości..

Spotykam się z bardzo dobrymi reakcjami. Dostałem ponad 1000 mejli z poparciem i kilkanaście hejterskich

– opowiada. Ale zaraz przechodzi do opisywania rzeczywistości politycznej:

Nie wiem czy to jest dramat, czy komedia. To teatr absurdu. To nie jest sytuacja psychiatryczna, ale jest tu jakaś choroba, niedługo przekonamy się jaka

– mówi, nawiązując do metaforyki Paradowskiej, Dąbrowa.

Jarosław Kaczyński i Krzysztof Czabański powiedzieli, że w mediach publicznych są różne narracje, a my pokażemy jaka jest prawda. Ale PiS nie ma monopolu na prawdę i chce zniszczyć ten pluralizm

—przekonuje, potakujących mu skwapliwie „adwersarzy”.

I te de i te pe. Na koniec Lis żegna się wylewnie z widzami (choć wiele wskazuje, że zobaczymy go jeszcze ze trzy razy) , przytaczając swój natematowy felieton.

Puenta?

No cóż, gdyby ktoś miał wątpliwości dlaczego telewizja publiczna wymaga szybkich zmian - wystarczyłoby obejrzeć ten jeden jedyny program. Kwintesencję dziennikarskiej „rzetelności”….

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...