Najpierw Węgry, teraz Polska. Europa Wschodnia staje się coraz bardziej podobna do Rosji: autorytarnej, ograniczonej, rasistowskiej. Czy Europa ma jeszcze czas czekać z modernizację tych zapóźnionych? Albo potrzebujemy Unii, lecz bez Wschodu?

— napisał Jakob Augstein w bardzo emocjonalnym tekście w tygodniku „Der Spiegel”.

W dalszej części tekstu także bez niespodzianek: o Polsce, o całym naszym regionie Augstein pisze to samo, co jego koledzy dziennikarze piszą od miesięcy. Dostajemy od Augsteina po głowie za brak zgody na przyjmowanie tysięcy imigrantów muzułmańskich. Padają zarzuty o rasizm, o wyciąganie ręki po zachodnie pieniądze, ale odrzucanie jednocześnie zachodnich wartości takich jak: liberalizm, tolerancja, równouprawnienie. Sugestia, że Polska ma być groźna dla Europy, bo premier wystąpiła bez flag unijnych w tle. No a potem znowu te natrętne porównania do Rosji Putina…

Może kiedyś będzie okazja zapytać Augsteina o jego indywidualny problem z Polską, czy z całą Europą leżącą na wschód od Odry. Warto go zapytać, czy tego ewidentnego niezrozumienia losów naszej części kontynentu, które dostało się w sowieckie jarzmo za sprawą niemieckiej polityki, Jakob Augstein nie przejął w dziedzictwie od ojca Rudolfa Augsteina – założyciela tygodnika, w którym Augstein junior pisze o nas tak niesprawiedliwie? Po wprowadzeniu w naszym kraju stanu wojennego tygodnik „Der Spiegel” nie ukrywał, że cieszy go „zaprowadzenie porządku” nad Wisłą. Sam redaktor naczelny - Rudolf Augstein napisał:

Niespokojna Polska oznacza zawsze zagrożenie wojną dla Europy, nawet w czasach atomu”.

A więc wtedy, na przełomie 1981 i 1982 roku, Polska i jej dążenia, także były nierozumiane w „Der Spiegel”. Zresztą nie tylko tam. Antysolidarnościowe teksty w „Stern” tak się spodobały Jaruzelskiemu, że ten wyraził redaktorowi naczelnymi Henriemu Nannenowi „osobistą wdzięczność za zrozumienie”.

Czy można z twórczości dzisiejszych liberałów niemieckich jak i tych z początku lat 80. wysnuć jakiś wniosek natury ogólnej? Pewnie kilka, ale jeden nasuwa się sam: nie przejmujmy się krytycznymi opiniami niemieckich dziennikarzy na nasz temat. Opinie te podyktowane są skrajną niewiedzą i antypolskimi uprzedzeniami. Gdy im pasuje do tezy to napiszą, że to fatalnie i „groźne dla pokoju”, iż wyrywamy się spod skrzydeł Rosji. Po czym następnym razem przeczytamy w jakimś „Der Spiegel”, że chcemy pod nie wrócić. Coś nie mogą się zdecydować…