Platformy obraz nędzy i rozpaczy! W biurze krajowym PO pracuje doradca Kopacz, który w 11 miesięcy wydzwonił 116 tysięcy zł. Lubił pogadać?

fot.KPRM/Twitter
fot.KPRM/Twitter

28-letni polityk Platformy i były doradca Ewy Kopacz wydzwonił przez 11 miesięcy rachunek na kwotę 116 tys. zł. Łukasz Zaręba dostał teraz pracę w biurze krajowym PO. Publicznie krytykuje to inny z polityków partii i oskarża, że właśnie przez takich działaczy Platforma przegrała wybory.

Chcemy dawać ludziom więcej wolności, a nie ograniczać ich

—podkreślał we wrześniu w wywiadzie dla „Dziennika Batyckiego” Łukasz Zaręba.

Wolność dał przede wszystkim sobie i mówił, mówił, mówił… aż ze służbowego telefony wydzwonił gigantyczną sumę.

Gdyby dzwonił tylko na krajowe numery, musiałby rozmawiać przez telefon nieustannie 277 dni

—policzył portal trojmiasto.pl.

Chodzi o niebagatelną sumę, bo kancelaria premiera z budżetu państwa za telefon Łukasza Zaręby zapłaciła aż 116 tys. zł. Największy rachunek przyszedł za październik - prawie 18 tys. zł, oraz za marzec - 15 414 zł. Jak poinformowało Centrum Informacyjne Rządu -doradca Ewy Kopacz posiadał nieograniczone roamingowe i internetowe połączenia telefoniczne, więc się nie ograniczał.

Władza PO była rozpasana i do dziś nie wyciągnęła wniosków ze swoich błędów, bo Zaręba dostał ostatnio ciepłą posadkę w biurze krajowym Platformy.

Jeden z członków gabinetu Premier Kopacz otrzymał rachunek na ponad 100 tys. złotych za 11 miesięcy za służbowy telefon. Teraz został zatrudniony w biurze krajowym PO. To absolutny skandal. Przez takie między innymi działania przegraliśmy wybory!

—napisał na Facebooku Krzysztof Lisek, polityk PO z Gdańska i były poseł Parlamentu Europejskiego.

Fot.screenshot/Facebook/Krzysztof Lisek
Fot.screenshot/Facebook/Krzysztof Lisek

To jest wysoce zastanawiające, że olbrzymie publiczne pieniądze zostały wydane w dziwny sposób. Zatrudnianie takich ludzi w biurze krajowym PO jest strzałem w kolano, tym bardziej w sytuacji, kiedy partia traci poparcie w sondażach.Trudno uwierzyć, że Zaręba korzystał z telefonu tylko w sprawach służbowych, bo kwota do zapłacenia jest porażająca. Jeśli było inaczej, to powinien zapłacić rachunek z własnej kieszeni

—dodał Lisek w rozmowie z trojmiasto.wyborcza.pl.

Sam Zaręba wyjaśnia, że  ze służbowego telefonu korzystał służbowo.

Korzystanie z telefonu służbowego i wykonywanie połączeń oraz transmisja danych były związane m.in. z przygotowywaniem wyjazdowych posiedzeń rady ministrów oraz zadań zlecanych, podczas bieżącej pracy, wizyt krajowych oraz zagranicznych

—mówił.

I wszystko jasne, dla dobra PO tak dużo dzwonił…

ann/trojmiasto.pl/trojmiasto.wyborcza.pl 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...