Nas poucza o demokracji, a sam... chce rządzić wiecznie niczym latynoamerykański dyktator! Martin Schulz szykuje się do trzeciej kadencji jako szef PE

Fot. Olaf Kosinsky/Skillshare.eu/CC/Wikimedia Commons
Fot. Olaf Kosinsky/Skillshare.eu/CC/Wikimedia Commons

Krzykliwy. Agresywny. Zjadliwy. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz lubi pouczać. „Milcz i słuchaj” to jego dewiza. Chętnie wskazuje innym miejsce w szeregu. W obronie europejskich wartości. W imieniu tych wartości zaatakował niedawno (po raz kolejny) polski rząd. „To, co się rozgrywa w Polsce ma charakter zamachu stanu” – powiedział w wywiadzie z niemieckim radiem. Tymczasem Schulz jednak sam szykuje się do zamachu. Na Europarlament.

Stanowisko przewodniczącego Europarlamentu to największe życiowe osiągnięcie Schulza, który wyleciał z liceum rok przed maturą i w postaci wykształcenia może się szczycić dwuletnim stażem przygotowujący do zawodu księgarza. Karierę polityczną Schulza w niemieckiej Socjaldemokracji można streścić w kilku zdaniach. W 1984 r. wybrano go do rady miasta Würselen w Nadrenii-Westfalii. Trzy lata później został wybrany na burmistrza liczącej 30 tys. mieszkańców gminy. Pozostał nim przez 11 lat, do 1998 r. Jakie są osiągnięcia burmistrza Schulza? Pływalnia „Aquania”, która kosztowała zadłużoną gminę kilka milionów euro i wyrwała dziurę w budżecie, której nie udało się załatać do dziś.

Szanse Schulza na wielką polityczną karierę w Berlinie były i wciąż są żadne. Z prowincjonalnej politycznej egzystencji wyrwał go Europarlament, do którego trafił w  19 9 4 r. Następnie piął się po szczeblach, aż w 2012 r. został wybrany na szefa PE. Od tej chwili swą rolę „sumienia Europy” traktuję niesłychanie poważnie. Niczego polityk SPD się tak nie boi – twierdzi unijny portal „Politico” - jak powrotu do żywota szeregowego europosła, albo gorzej, szeregowego posła Bundestagu. Dlatego za wszelką cenę chce się utrzymać na stanowisku szefa PE. Schulz chce rządzić wiecznie, niczym latynoamerykański dyktator.

Demokracja zobowiązuje. Innych. Na przykład Polaków. Sam Schulz jest - jak tsam wierdzi - tak wybitnym politykiem, że Europa się bez niego nie obędzie. Co z tego, że na wszystkich czołowych stanowiskach w UE przewidziana jest rotacja po 2,5 roku. „Mam wpływ na kształtowanie przyszłości Europy. Uważam że sprawdzam się w tej roli. Dlaczego nie miałbym zostać wybrany kolejny raz?” - zadeklarował, pytany o możliwość kolejnej kadencji na czele PE. Jego druga kadencja upływa za niespełna półtora roku. Umowa zwarta między frakcjami Socjalistów i Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w PE zakłada, że tym razem stanowisko to przypadnie politykowi chadeków. Schulz tą umowę zresztą własnoręcznie podpisał. Mimo tego usiłuje przeforsować teraz swoją kandydaturę.

Jego koledzy uważają, że zasłużył na trzecią kadencję. „To najlepszy przewodniczący w historii PE” - oświadczył europoseł Socjalistów Włoch, Gianni Pittella. Europejscy chadecy są poważnie zaniepokojeni. Obawiają się, że Schulz, który - jak twierdzą jest gotów „zrobić wszystko by utrzymać się na czele PE”- złoży im propozycję nie do odrzucenia. „Jest gotów zapłacić każda cenę, iść na każde ustępstwo” - twierdzą.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...