Były prezydent Lech Wałęsa oskarża na łamach niemieckiego dziennika „Die Welt” obecnego o łamanie konstytucji. I zapowiada, że jeśli będzie taka potrzeba, stanie do walki o demokrację po raz kolejny.

Zdaniem byłego prezydenta istnieje realna możliwość wybuchu wojny domowej w Polsce. Według Wałęsy „nowa ekipa rządząca będzie trzymać się władzy, będzie mówić, że na cztery lata została wybrana, ale ulica będzie niezadowolona”.

Wystarczy jakaś prowokacja i się znowu zacznie

—ostrzega. W przekonaniu Wałęsy prezydent Andrzej Duda nie może przyjąć roli arbitra i załagodzić obecny spór, bowiem nie jest bezstronny.

Pracuje dla partii rządzącej. Łamię konstytucję. Nie jest dobrym prezydentem! Przysięgał, że będzie przestrzegał prawa. Można oczywiście zmieniać prawo, ale tak długo jak ono obowiązuje, należy go przestrzegać. Wstydzę się za tego prezydenta

—grzmi Wałęsa. Uchyla się jednak od oceny Beaty Szydło, która według Wałęsy jest premierem wciąż zbyt krótko, żeby poddawać ją szczegółowej analizie.

Ale ogólne wrażenie nie jest dobre

—dodaje. Według Wałęsy to, co robi obecna władza ma jednak także dobre strony, bowiem to co się dzieje wokół TK aktywizuje społeczeństwo.

Pojawiają się wciąż nowe pomysły. W ostatnim czasie ludzie zaniedbali swoją obywatelską aktywność, ale to się zmienia

—stwierdza laureat pokojowego Nobla. Pytany, czy przyłączy się do antyrządowych protestów, Wałęsa odpowiada:

Jestem już zmęczony, ale wydaje mi się, że nie będę miał wyboru i będę się musiał mocniej zaangażować

Jak mówi, nie pozwoli na to, aby rząd niszczył „nasze dzieło” i wystawiał kraj na pośmiewisko na arenie międzynarodowej.

Nie mam ochoty, ale mam tyle doświadczenia i wielu przyjaciół, którzy udadzą się ze mną na tę walkę

—zapowiada. Zdaniem byłego prezydenta na pogodzenie obu stron konfliktu nie ma najmniejszych szans.

Nikt się ni ugnie

—twierdzi. Polityków PiS, którzy obiecali 500 zł na każde dziecko Wałęsa nazywa „demagogami i populistami”.

To są populistyczne żądania, które mogą być trudne do spełnienia. Ale ludzie spodziewają się, że zostaną spełnione. Tylko gdzie to doprowadzi

—pyta Wałęsa. Według niego dalszy rozwój sytuacji zależy od tego, czy ludzie „dadzą sobie odebrać swoje osiągnięcia”.

Ryb, Die Welt