Nie chodzi o Konstytucję i Trybunał. Chodzi o pucz!

fot, PAP/Tytus Żmijewski
fot, PAP/Tytus Żmijewski

No i wyszło szydło z worka. I to bynajmniej nie podczas wywiadu pani premier z Bogdanem Romanowskim, tylko niecałą godzinę później w programie „Loża prasowa”.

Mainstreamowy publicysta Adam Szostkiewicz, ni z tego ni z owego, zmienił temat dyskusji wygłaszając krótkie orędzie polityczne. Brzmiało ono mniej więcej tak:

Ponieważ Komitet Obrony Demokracji stał się bardzo poważnym ruchem społecznym, chyba jednym z większych od czasów 1989 roku, to powinien się określić, wysuwając hasła polityczne. Żądanie rozpisania wcześniejszych wyborów parlamentarnych byłoby właściwym postulatem.

Wykazując się refleksem, pierwszy zareagował Paweł Wroński z Gazety Wyborczej, przerywając polityczną deklarację Szostkiewicza, którą miał zamiar przedstawić w formie wywodu. Skąd taka błyskawiczna reakcja przedstawiciela czołówki z Czerskiej? Szostkiewicz bowiem wyskoczył przed szereg. Przecież nie po to media głównego nurtu prowadzą totalny atak na obóz rządzący i wyganiają ludzi na ulicę, nie po to organizują prowokację za prowokacją (vide sprawa porno w Teatrze Polskim we Wrocławiu, czy ostatnio placówki SKW ), żeby tylko na tym się skończyło. Te działania muszą do czegoś konkretnego prowadzić, bo inaczej nie miałyby głębszego sensu. Tym celem są przyśpieszone wybory i próba obalenia legalnie wybranego rządu Prawa i Sprawiedliwości. Powtórka z „Nocnej zmiany” czasu rządu premiera Jana Olszewskiego. Ale ten fakt należy jeszcze trzymać w tajemnicy, bowiem jest za wcześnie. Grunt jeszcze nie został jeszcze wystarczająco przygotowany.

Jeśliby teraz Prawo i Sprawiedliwość nazbyt zainteresowało się zwieńczeniem tego diabolicznego planu, mogłoby narzucić narrację, która mocno zaszkodziłaby opozycji. Wychodzi na to, że obrona Trybunału nie jest rzeczywistym celem wichrzycieli, tylko zamach stanu.

Nie znam szczegółów tego planu, ale na pewno jest on co najmniej w fazie przygotowań.Być może ma z nim coś wspólnego data 19 stycznia, kiedy Sąd Najwyższy ma orzec w sprawie legalności październikowych wyborów parlamentarnych? Spekuluję. Tak czy inaczej pierwsze symptomy (nazywa się je balonami próbnymi) zaczęły się pojawiać już w ubiegłym tygodniu.

Hasło rzucił Lech Wałęsa wspominając o zagrożeniu wojną domowej i mających jej zapobiec wcześniejszych wyborach rozpisanych na podstawie wyniku referendum. Ponieważ od dawna słów byłego prezydenta nie traktuje się poważnie, przeszliśmy nad nimi do porządku dziennego. Dla powszechnie rozumianej prawej strony są one dowodem na zdesperowanie Wałęsy z powodu zagrożenia wyciągnięcia nowych kwitów agenta Bolka, ale zwolennicy KOD-u odczytują je wcale nie jako bełkot, tylko nadzieję na przywrócenie status quo ante w formie bezkrwawego zamachu stanu, czyli zabrania PiS-owi większościowego rządu.

To już wystarczy, jako pierwszy krok aby zablokować groźne dla społecznego poparcia opozycji reformy. Podobne sygnały płyną zresztą z innych źródeł. W rozmowie przedstawiciela Kukiz’15 z Misiem Kamińskim na antenie TVN prowadząca ni z tego ni z owego zapytała o możliwość rozpisania ewentualnych wcześniejszych wyborów, na co poseł Platformy stwierdził, że raczej jest to niemożliwe – kończąc temat.

Publikowane na naszym portalu zdjęcie ze wczorajszej demonstracji zwolenników KOD-u w Berlinie, na którym jeden z uczestników niesie napis z żądaniem wcześniejszych wyborów stanowi kolejny kamyczek wrzucony to tego ogródka. Jeśli Państwo, nie daj Boże, myślą, że większość demonstrujących wczoraj ludzi nie poprze wcześniejszych wyborów lub odwróci się od puczystów to jest w poważnym błędzie. W ich głowach ten pomysł spotka się z pełnym zrozumieniem.

Można zapytać - dlaczego? Przecież przez miesiąc nic się nie zdarzyło, żeby ich życie uległo pogorszeniu. Są zwolennikami demokracji i przestrzegania zasad. Wydawałoby się elektorat wolnościowy. Strona rzeczywiście materialna nie uległa zmianie, ale twardy elektorat Platformy i część zwolenników Nowoczesnej straciła co innego. Co być może jest jeszcze ważniejsze od warunków bytowania. Straciła poczucie komfortu psychicznego. Ich teraz nie mobilizuje walka o Konstytucje czy Trybunał. To są dla nich niewiele znaczące hasła, których nawet nie starają się zrozumieć. Siłę napędową do wychodzenia na ulicę daję im poczucie utraty uprzywilejowanej pozycji w państwie. Trafnie ujął to wczoraj socjolog dr Tomasz Żukowski na antenie TVP Info.

cd na następnej stronie

12
następna strona »

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...