wPolityce.pl: Przez media przetoczyła się dyskusja o dostępie Polski do broni atomowej, w ramach programu NATO Nuclear Sharing. W Pana ocenie to dobry pomysł dla Polski? Warto o tym rozmawiać?

Prof. Romuald Szeremietiew: To jest sprawa, którą się rozważa, ale o której nie należy mówić publicznie. W mojej ocenie Polska nie powinna zresztą angażować się w wyposażanie armii w środki ofensywne, które – jak się często mówi – mogą stanowić element odstraszający.

Dlaczego? To zdawałoby się dobry krok?

Takim działaniem nie osiągniemy skutków, nie przestraszymy tego, którego mamy straszyć, ponieważ on ma ogromną przewagę. Dlatego forsuję projekt obrony terytorialnej, jako rozwiązania całkowicie defensywnego. To pokazuje, że my nikogo nie będziemy napadać, atakować, ale jednocześnie wskazuje, że będziemy się skutecznie bronić, jeśli ktoś chciałby nas zaatakować. Grożenie środkami, które mają wyrządzić dotkliwe straty nieprzyjacielowi, może przynieść skutki odwrotne od zamierzeń. One mogą sprowokować wroga do uderzenia wyprzedzającego. Wolałbym w tym kierunku nie iść.

Jednak Polska powinna mieć możliwość zadania ciosu odwetowego, a do tego potrzebne są środki ofensywne…

Rzeczywiście są tacy, którzy mówią, że posiadanie arsenału ofensywnego to dobry pomysł, że powinniśmy posiadać rakiety, które potrafią ugodzić przeciwnika, że to będzie odstraszało. W tym przypadku również pojawia się pytanie o broń atomową. Ja się jednak z tym nie zgadzam. Nie wiem, czy z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa to jest dobry krok. Czy jeśli nieprzyjaciel będzie wiedział, że mamy środki nuklearne, to zrezygnuje z ataku czy wręcz odwrotnie… Moim zdaniem to jest ryzykowna sprawa.

Sądzi Pan, że ważniejsza jest powszechność systemu obrony, a nie możliwości uderzenia odwetowego czy prewencyjnego? Obrona bardziej odstrasza?

Uważam, że powinniśmy się nastawić na wyraźnie defensywny system obronny. Te kwestie, które dotyczą środków ofensywnych, powinniśmy powierzyć strukturom NATO-wskim, w szczególności kładąc nacisk na USA, jako dysponenta tego typu środków. I to wiarygodnego dysponenta. Nie ma potrzeby, żeby Polska „pchała palce między drzwi”.

Jednak to polskie państwo ma obowiązek obrony i odstraszania. Może więc warto walczyć np. o bazę amerykańską z bronią atomową w Polsce?

O tym nie mówi się publicznie. Więc nie będą formułował opinii na ten temat.

Przyjrzyjmy się zatem przyszłorocznemu szczytowi NATO. W Pana ocenie są szansę, byśmy na nim usłyszeli, że będą stałe bazy NATO w Polsce?

Obawiam się, że niczego się nie dowiemy. Stan, w jakim znalazł się świat, w tym gra Rosji, Zachodu i USA, które są przed wyborami prezydenckimi, powoduje, że nie będzie możliwości, by tego typu decyzje podjąć. Zwłaszcza, że Zachód, głównie Niemcy, nie bardzo sobie życzą, by tego typu bazy powstały na terenie Polski.

Sprawa rosyjskiej agresji na Ukrainę już świata nie interesuje? To niczego nie zmieniło, czy też zostało przykryte innymi tematami?

Widzieliśmy ostatnio wizytę wiceprezydenta USA w Kijowie. Tam padły stanowcze deklaracje. Jednak widzimy jednocześnie miękkie podejście do tej sprawy ze strony Europy Zachodniej, właśnie głównie Niemiec. Francji z kolei bardzo zależy na tym, by mieć Rosję za sojusznika w wojnie z islamistami. Przypominam, że w 1908 roku we Francji był taki polityk, który mówił, że dla sojuszu z Rosją warto przekroczyć trupa Polski. Mówił, że Niemcy są dla nich wielkim zagrożeniem, więc Rosja jest bardzo potrzebna. Nie wiem czy tego typu myślenie nie pojawi się teraz.

Rozmawiał Stanisław Żaryn


Zachęcamy do zakupu książek, które doskonale sprawdzą się jako prezent świąteczny. Wejdź na „wSklepiku.pl” i sprawdź nasze najnowsze oferty promocyjne na książki!

Gwarantujemy pewną i szybką wysyłkę. Zapraszamy!