„Krajobraz po sitwie” - tak zatytułowaliśmy z Marcinem Wikłą okładkowy artykuł w ostatnim numerze tygodnika „wSieci”. Trudno o lżejsze niż „sitwa” słowo w obliczu wiedzy o praktykach stosowanych przez kancelarię Bronisława Komorowskiego.

CZYTAJ WIĘCEJ: Szokujące okoliczności odejścia Komorowskiego! „Splądrowana willa w Klarysewie, opróżniona kasa, kadrowe machlojki”

Jej szef, Jacek Michałowski, opublikował w „Rzeczpospolitej” list otwarty odnoszący się do naszego artykułu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Były szef kancelarii Komorowskiego o splądrowaniu willi w Klarysewie: „Obiekt stanowił zaplecze magazynowe”

Zwracam uwagę, że w przeciwieństwie do ex-ministra wymieniam tytuł, w jakim ukazał się jego tekst. To po prostu dobry zwyczaj, Szanowny Panie Ministrze. Do Pana zwracam się w odpowiedzi również w formie listu otwartego.

Niestety dla Pana i Pana ekipy określenie „dobry zwyczaj” jest zupełnie obce, czego chciałbym dowieść poniżej.

Zaczyna Pan swój list od zapewnienia, jaka to wielka empatia kierowała Panem na początku urzędowania po katastrofie smoleńskiej i jak to skupiał się Pan na organizacji pogrzebów. Przypominam, że był to Pana obowiązek, którym nie ma co się chwalić. Ale sięgając do początków Pana i kolegów obecności w Pałacu Prezydenckim, może warto odnieść się do samego 10 kwietnia i sposobu, w jaki przejmowaliście władzę? Do nerwowego przebierania nogami, byle tylko ówczesny marszałek Komorowski jak najszybciej zasiadł na miejscu tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego? Jak robiliście wszystko, by zignorować Konstytucję. Ostatecznie posunęliście się do tzw. deliktu konstytucyjnego, a co za tym idzie – według wielu ekspertów – do zamachu stanu, byle jak najszybciej przejąć urząd. Pana pryncypał gotowy był brać władzę na podstawie informacji zawartej na pasku w telewizorze, a nie oficjalnych dokumentów niezbędnych w takiej sytuacji. Jeśli pamięć Pana zawodzi, odsyłam do majowego wydania „wSieci”, gdzie opisałem tamte zdarzenia szczegółowo, przywołując wszystkie aspekty prawne obnażające Waszą pogardę dla prawa.

Pisze Pan również:

Ani wówczas, ani później nie podejmowałem jakiekolwiek próby wrogich rozliczeń poprzedników lub usilnego doszukiwania się nieprawidłowości we wcześniejszym zarządzaniu tą instytucją.

To doprawdy wzruszające. Pozwalam sobie jedynie stwierdzić – to wyłącznie domysły, ale uzasadnione stylem ex-prezydentury i prowadzenia kancelarii – że nie „rozliczał” Pan poprzedników wyłącznie dlatego, że tragicznie zginęli. Nikt by Wam nie wybaczył oskarżania zmarłych urzędników. Znów nie ma się czym chwalić. A byli to urzędnicy wybitni. Lechowi Kaczyńskiemu, Władysławowi Stasiakowi, Aleksandrowi Szczygle czy Pawłowi Wypychowi ani Pan ani Pana kancelaryjne otoczenie z Pierwszym Urzędnikiem na czele nie dorastaliście do pięt. Z tej perspektywy Wasza kadencja pokazała dobitnie, jak wielką stratę Polska poniosła 10 kwietnia.

Pisze Pan:

Trudno nie odnieść się w tym miejscu do najnowszych doniesień, zamieszczonych w jednym z tygodników, które nie licząc się z faktami i obowiązującym prawem, kłamliwie sugerują po raz kolejny, że były Prezydent RP oraz pracujący z nim urzędnicy ukradli przedmioty należące do Kancelarii Prezydenta RP. Jest to bezprawne i bezpodstawne stawianie bardzo poważnych i niemających żadnego uzasadnienia zarzutów.

Po pierwsze – dwukrotnie w tym akapicie zarzuca nam Pan złamanie prawa. Gdzie w takim razie pozew? Sala sądowa byłaby niezłym miejscem do arcyciekawego – stosując retorykę Pana byłego przełożonego – zderzenia faktur, umów i faktów z Pana oskarżeniami i naszą publicystyką. Po drugie – nigdzie nie napisaliśmy, że Bronisław Komorowski coś ukradł, ale wyświetliliśmy karygodne praktyki rodzące podejrzenia, że majątek Kancelarii Prezydenta RP za jego kadencji został potraktowany w mocno podejrzany sposób.

Pisze Pan:

Podawana w artykule wartość zlikwidowanego sprzętu w czasach prezydentury Bronisława Komorowskiego – ok. 1,5 mln zł – to manipulacja. Kwota 1,5 mln zł to łączna kwota zlikwidowanego majątku według cen z dnia zakupu. Od momentu zakupu zlikwidowanego niesprawnego lub uszkodzonego sprzętu, w większości przypadków, upłynęło często kilkadziesiąt lat. Koszty aktualizacji wycen byłyby wyższe niż wartość przedmiotów.

Najlepszą odpowiedzią na Pański zarzut manipulacji z naszej strony będzie ujawnienie dokumentów przez obecną kancelarię. Sprawdzimy wówczas, kto tu manipuluje. I manipulował. Bo nie przypominam sobie, byście mieli jakiekolwiek problemy z „aktualizacją wycen” takich przedmiotów jak obraz „Gęsiarka”, który według urzędników Panu podlegających wart był… 1,20 zł. Pana też ogarnia w tym momencie śmiech przez łzy?

Pisze Pan:

Wbrew informacjom zawartym w artykule nie jest również możliwe, jakoby w sierpniu, w kasie Kancelarii nie było już pieniędzy, a na wynagrodzenia wydano 102 % przeznaczonych w 2015 r. na ten cel środków.

Oczywiście że nie pozostawiliście zupełnie pustej kasy. Na taki rympał nie daliście rady sobie pozwolić. Coś zostawiliście, tyle że mocno krępuje to ręce Waszym następcom. A co do 102% budżetu na wynagrodzenia – faktycznie udało Wam się tę liczbę zmniejszyć (do 99%). Ale tylko dlatego, że dokonaliście kreatywnej księgowości. Po tym, jak zorientowaliście się, że przesadziliście z rozdawnictwem dla swoich, przesunęliście milion złotych z budżetu BBN do budżetu wynagrodzeń w KPRP. Tym samym zmieściliście się w przepisach ustawy. Szczere gratulacje!

Wreszcie pisze Pan, że kancelaria Andrzeja Dudy wcale nie zaciska pasa, skoro prezydent w ciągu pierwszych 100 dni odbył aż 10 wizyt zagranicznych i spotkał się z przedstawicielami 32 państw. I to jest propaganda godna Waszej ekipy. Doskonale Pan wie, że budżet na podróże głowy państwa i oficjalne spotkania nie stanowi gros wydatków kancelarii. Oszczędności trzeba więc szukać gdzie indziej. I jestem przekonany, że zarówno Pan, jak i opinia publiczna niebawem poznają szczegóły tych działań.

Zupełnie pominął Pan natomiast opisane w naszym artykule kwestie: polityki kadrowej w kancelarii pod Pana kierownictwem (zmian umów na korzystniejsze po przegranych wyborach); nagradzania pracowników (po przegranych wyborach wypłaciliście nagrody niemal wszystkim!); przyznawania gigantycznych kontraktów bez przetargów; a zwłaszcza organizacji pracy kancelarii, nad którą kompletnie Pan nie panował, nie potrafił zadaniować podwładnych ani rozliczać ich z wypełniania obowiązków.

Mam nadzieję, że Kancelaria Prezydenta RP lada dzień opublikuje raport otwarcia (dokument jest już gotowy), który wykluczy możliwość manipulacji faktami, jakiej dopuścił się Pan w swoim liście.

Serdecznie pozdrawiam życząc wszystkiego dobrego na nowej drodze życia – mam nadzieję, że z dala od publicznych pieniędzy.