Najwyraźniej nikt doktor Ewie nie powiedział, że przegrała wybory, a relacje premier-prezydent to już nie jej sprawa

Wehikuł czasu - De Lorean z "Powrotu do przyszłości". Fot. wPolityce.pl
Wehikuł czasu - De Lorean z "Powrotu do przyszłości". Fot. wPolityce.pl

No, dobra, czyli mniej więcej już wiemy jak to z tym szczytem na Malcie było.

Punkt 1: Dla odchodzącego rządu było to nieistotne wydarzenie, na które w ogóle nikt się nie wybierał.

Punkt 2: Pałac Prezydencki nie miał tego w kalendarzu wydarzeń politycznych. Nie dostał odpowiedniej informacji-sygnału ani od Kancelarii Premiera ani z MSZ. Ale też sam nie sprawdził w innych źródłach, np. w Brukseli, jak to z tymi szczytami jest.

Punkt 3. „Ich człowiek” w Brukseli zapewne szepnął słówko, że można wokół tego rozpętać histerię. Wszak on to tyle razy robił i wie, że polski kompleks „co powie świat” należy do najbardziej kosmicznych i bardzo łatwych do wykorzystania.

O sprawie można by właściwie zapomnieć, ale proponuję jednak na chwilę się przy niej zatrzymać. Dostaliśmy bowiem do ręki rzadką okazję podróży w czasie. Możemy niczym Marty McFly i dr Emmett Brown wsiąść do De Loreana i cofnąć się do roku 2007. Wtedy tak właśnie, rozpętując histeryczne nagonki wokół nieistotnych, co ważniejsze nie zawinionych przez śp. Lecha Kaczyńskiego, zdarzeń, uruchomiono przemysł pogardy. Ale możemy też wybrać się w przyszłość. Tak by to właśnie wyglądało, gdyby Prawo i Sprawiedliwość nie zdobyło pełni władzy. Jeśli choć jeden ośrodek - czy to Pałac Prezydencki czy Kancelaria Premiera - znajdował się pod wpływem systemu III RP, wówczas, w pełnej współpracy z największymi mediami, rozjeżdżano by takimi zagrywkami pisowską ekipę każdego dnia. A z kolei bez pełni władzy mediów nie dałoby się ani o jotę zmienić… I kółko się zamyka.

Niespodziewana wygrana Andrzeja Dudy całą tę konstrukcję rozbiła, była elementem, którego Donald Tusk nie przewidział. Bo tego, że zakładał oddanie na chwilę PiS-owi władzy rządowej, koniecznie w jakiejś kolejnej brudnej koalicji, jestem raczej pewien.

Patrzę więc na panią premier Ewę Kopacz i mam wrażenie, że ktoś nie poinformował jej, że stary scenariusz jest już nieaktualny. Że nie będzie żadnej „kohabitacji”, że ona już się nie liczy i w nic już nie gra bo przegrała wybory! Ba, że w ogóle nie ma i nie będzie w najbliższych latach żadnego problemu relacji rząd-prezydent!

Droga nasza doktor Ewa najwyraźniej nic o tym nie wie. Zamiast się pakować zajmuje się troską o relacje premiera z prezydentem, wywoływaniem wojny o krzesło, co tak sprawnie szło za śp. Lecha Kaczyńskiego, i próbą uruchomienia podobnej lawiny pogardy wobec prezydenta, jak wtedy. Pani premier, powtarzam: to już nie pani sprawa. Jedynym pani zadaniem jest obecnie spakowanie walizek, dopilnowanie by nie zniszczono żadnych dokumentów i spokojna ewakuacja.

Może pani skorzystać z De Loreana, bo w dającej się przewidzieć przyszłości, możliwości gry w tę jedyną grę jaką zna pani obóz, w szczucie Polaków jednych na drugich, odwracanie uwagi od spraw istotnych, już nie będzie.

Ewentualnie polecam, jak wszystkim, lekturę najnowszego, specjalnego wydania tygodnika „w Sieci”:

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...