Chyba najwięksi optymiści na prawicy nie spodziewali się, że listopad 2015 będzie tak symbolicznym dla historii III RP miesiącem. Choć przez cały ten rok prawica kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, to właśnie ten miesiąc jest ukoronowaniem nie tylko jej politycznych sukcesów.

Jest to to tyle ważne, że wielu konserwatystów, w tym piszący te słowa, wątpiło czy da się złamać medialną hegemonię establishmentu III RP i porwać jeszcze Polaków pragnących zmian. A jednak spektakularne zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich i bezprecedensowe w historii wolnej Polski zgarnięcie całej puli w wyborach parlamentarnych przez Prawo i Sprawiedliwość pokazało, że rzeczywiście wiara, to coś co powinna umrzeć wyłącznie na końcu.

A jednak rzeczywistość okazała się być jeszcze bardziej symboliczna. Do Sejmu i Senatu pierwszy raz w historii nie dostali się postkomuniści. Ba, zostali „zaorani” przez zdeklarowanego marksistę, który pompowany przez infantylne media, NIEMAL wbił kołek osikowi w czerwone serce starych towarzyszy i farbowanego lewaka z Biłgoraja. Niedługo po porażce postkomuny zmarł największy upiór postkomunizmu gen. Czesław Kiszczak. Szef zbrodniczej bezpieki, osoba odpowiedzialna za najciemniejsze karty PRL nie jest broniony przez mainstream nawet w połowie tak jak hołdowany był samozwańczy Wallenrod czyli gen. Jaruzelski. Jednak obydwu „wolna Polska” nie osądziła. Obaj umarli w majestacie prawa niewinni. Żaden z nich na szczęście nie uniknie Sądu Ostatecznego. Również historia, mimo klakierskiej propagandy kreatorów III RP, ostatecznie obu moskiewskich pachołków rozliczy.

Nie przez przypadek Jerzy Urban nagrał na cmentarzu film, w którym z pozoru autoironicznie i szyderczo kładzie się do grobu rodziców, lamentując przy tym, że „Kaczor wygrał”.

Jerzy Urban mimo typowej dla siebie skandalizującej oprawy, mówi coś bardzo istotnego o odczuciach postkomunistów. Urban to diabelsko inteligentny cynik, który niczym najlepsi szydercy przemyca w swoim „skeczu” stan ducha własnego obozu. Czy robi to intencjonalnie czy przypadkowo? Nie jest to istotne. Ważny jest kolejny symbol obnażający postkomunistycznego ducha. A ten jest w opłakanym stanie. Lewica się w Polsce oczywiście odrodzi, i wcale nie stanie się to na gruzach Platformy Obywatelskiej. Możliwe, że dopiero teraz nadszedł czas lewicy spod znaku Krytyki Politycznej, która z równych powodów krępowana postkomunistycznym węzłem wraz z sukcesem Partii Razem nabrała wiatru w żagle. A ta lewica nie chce w swoich szeregach postkomunistów.

Nad totalną klęską lewicy uosobionej przez śmierć polityczną Leszka Millera i pogrzeb bez państwowych honorów „człowieka honoru” Czesława Kiszczaka unosi się jeszcze jeden symbol. Kornel Morawiecki, legendarny przywódca Solidarności Walczącej, ikona sprzeciwu wobec łajdactw III RP, nie tylko będzie posłem, ale jako marszałek senior otworzy pierwsze posiedzenie Sejmu. Przypomnijmy- Sejmu wolnego od postkomunistów. Czy można sobie wyobrazić lepszy symbol wygranej wielkiej bitwy? To jeszcze nie wygrana wojna. Postkomunizmu nie da się szybko wyplenić z umysłów i dusz Polaków uformowanych przez postkolonialny system. Teraz jednak jest ku temu najlepsza okazja, której nie można po prostu zmarnować. Zombie mają w końcu to do siebie, że niespodziewanie powstają, jeżeli nie utnie im się łba. Czy starczy nam siły i wytrwałości by zadać ostateczny cios?