Po wyborach "najbardziej agresywna okazała się prasa niemiecka, znacznie mniej brytyjska czy belgijska"

Fot. theweek.co.uk/screenshot
Fot. theweek.co.uk/screenshot

Podobnie jak po majowych wyborach prezydenckich,  tak i po 25 pażdziernika, prasa zagraniczna dała wyraz swojemu „zaskoczeniu” oraz „rozczarowaniu”. Nie wspominam o rosyjskiej, bo „na Wschodzie bez zmian” i nadal wieje chłodem. Kiedy przeczesywałam prasę zachodnią, amerykańską, brytyjska, niemiecką  w poszukiwaniu komentarzy na temat miażdżącego zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy, wyłoniły się dwie znane prawidłowości.

Najbardziej agresywna okazała się prasa niemiecka / surprise, surprise!/, znacznie mniej brytyjska czy belgijska. Ale przede wszystkim – Wielki Rów Afrykański - widać było szaloną różnicę opinii między prasą konserwatywną a lewicową. O ile prawicowa wypowiadała się w tonacji „pożyjemy, zobaczymy”, o tyle ta druga zionęła ogniem i siarką.

Jeśli jeszcze weżmiemy pod uwagę, że PAP oraz media mainstreamowe cytują zwykle prasę lewicową – konserwatywna trafia się równie rzadko jak śnieg w lipcu – obraz świata i jego stosunku do Polski jaki dociera nad Wisłę, bywa mocno zdeformowany. Podobnie było i tym razem. Z cytatów wyłania się rzeczywistość zmanipulowana i wypaczona, która ma za zadanie straszyć nas, że oto hardzi nędzarze i prowincjusze jesteśmy sami,  i dopóki się nie ucywilizujemy, świat  nam ręki nie poda. I o taki efekt socjotechniczny chodziło.

I tak brytyjski „Daily Telegraph” informował:

Zwyciężył nurt eurosceptyczny, konserwatywny i katolicki,

po czym zwracał uwagę na to, że Polska może być sojusznikiem Wielkiej Brytanii i Davida Camerona  w potyczkach o nową formułę Unii. Belgijski „Le Soir” nadmienia o

zbliżaniu się fali konserwatywnego tsunami.

Ale już „Suddeutche Zeitung” punktuje:

wprawdzie prawa strona społeczeństwa jest zadowolona, ale lewa dostała dreszczy.

Bo

PiS, to partia paternalistyczno – nacjonalistyczna, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Ciekawe, gazeta zamiast określenia paternalistyczna mogła użyć solidarna, a nacjonalistyczna – narodowa, ale nie użyła. „Washington Post”, ten od afery Watergate, napisał: ”Polska zdecydowanie skręca w prawo” – jakby to był grzech ciężki, a murdochowski „Wall Street Journal” ostrzegał przed „polską partią nacjonalistyczną Law and Justice”. Nie dziwi także fakt, że dla internetowego wydania „Financial Times” wypowiada się Henryk Wujec,  a nie Jarosław Gowin, i wywiadu dla „Die Zeit” udziela Adam Michnik, a nie Elżbieta Witek. Dzień jak co dzień.

Jeśli Zjednoczona Prawica chce uwolnić się z macek lewicowej ośmiornicy, czyli choć trochę zmienić swój wizerunek  na świecie, trzeba działać, i to natychmiast. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość chce mieć lepszy image, musi zmienić strategię komunikowania się ze światem. Będzie to wymagało kilku odważnych kroków, przed którymi dotąd się broni.

Trudno sobie wyobrazić, żeby prezydent i przyszły rząd prowadzili skuteczny dialog z Berlinem, Waszyngtonem czy Londynem, mając takich posłańców złej nowiny  jak Michnik, bracia Smolarowie  czy Dawid Warszawski. Przecież wiemy, jakimi to skutkuje owocami. A więc krok pierwszy: grupa ekspercka, znająca profile ideologiczne, grupy targetowe wiodących światowych dzienników i tygodników.

Trzeba wiedzieć, że brytyjski „Observer”, odkąd został zakupiony przez grupę medialną „Guardiana” pożeglował w lewo, że „Independent” dawno przestał być niezależny, jak bardzo upolityczniła się i zarazem skomercjalizowała BBC, i  w jakim znajduje się właśnie szambie, że choć w dziedzinie wartości konserwatywnych idziemy ramię w ramię z „Daily Mail”, to w sprawach imigrantów zawsze będzie przeciw Polakom. Oraz że lekceważenie tabloidów jak „Daily Mail” czy nawet „Sun”, które drukują dziennie ponad 3 mln nakładu, to błąd, którego możemy żałować.

I podobnie z mediami Stanów Zjednoczonych, Francji, Włoch, Rosji, Bliskiego Wschodu, China, etc. Z całej tej wiedzy będzie wynikało jak należy odczytywać interesujący nas artykuł, w jaki sposób go zinterpretować i w jaki sposób zareagować? Brak takiej grupy doradców, w kancelarii Pana Prezydenta oraz w nowym rządzie Zjednoczonej Prawicy, to poważny błąd, który szybko odbije się potężną czkawką. Przyszły minister spraw zagranicznych, jakkolwiek dobry by nie był,  czy szef departamentu zagranicznego w kancelarii prezydenta, kształtując image Polski  za granicą,  nie mogą działać w próżni!

Sprawa kolejna. Kiedy w 2010 roku premier Jarosław Kaczyński odwiedził Londyn i Downing Street, bardzo się zdziwiłam kiedy na koniec wizyty Michał Kamiński, ówczesna „spinka”, zorganizował konferencję prasową dla …. polskich mediów, które przybyły za Kaczyńskim! Takie konferencje przeznaczone są z a w s z e dla mediów miejscowych, czyli w tym przypadku brytyjskich. To jest dla polskich władz szansa, aby zaprezentować swój program partyjny, opowiedzieć o wartościach, związanych z programem, długoterminowych i dorażnych inicjatywach – bezpośrednio, a nie przez „francuskich łączników” jak „GW”, TVN czy TVP. I to takim językiem - nie mówię o płynnym angielskim, od tego są tłumacze - ale w taki sposób, aby message dotarł  i został zrozumiany. Więc krok drugi: dlaczego Zjednoczona

Prawica nie organizuje konferencji prasowych dla tych parudziesięciu korespondentów zagranicznych, akredytowanych w Warszawie,  aby bezpośrednio przedrzeć się do mediów zagranicznych ze swoim przekazem? Bez zagłuszaczek  po drodze? Bo tymczasem ci korespondenci owszem, przychodzą, ale do Polsatu 2, który na okrągło podaje informacje  ze świata i do nowego kanału TVN, „Biznes i świat / patrz: program „Korespondent”/. Wiem co mówię, bo sama jestem tam zapraszana. Wiadomo, że od czasów KOR monopol na kontakty Polski ze światem  ma Michnik et consortes, że to liberalna lewica narzuca światu swoją narrację, a my czytamy potem w „Die Zeit” że oto w Warszawie faszyści przejęli władzę. Nie ma innego wyjścia, musimy opracować sposoby, zbudować nośniki, które będą przekazywały naszą, konserwatywną wersję zdarzeń.

Zgoda, nie odbędzie się to z wtorku na środę – ale im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Dziś świat zna tylko jedną narrację  o Polsce, naszej historii, dokonaniach, Prawie i Sprawiedliwości - lewicowo-liberalną. Musi poznać naszą. W kancelarii pana prezydenta, w kancelarii premiera potrzebni są ludzie, którzy wiedzą jak to robić, po co i dlaczego? A przede wszystkim – jak,  bo po co i dlaczego, wszyscy wiemy. I wtedy polscy konserwatyści i Zjednoczona Prawica będą mogli przebić się za granicę ze swoją prawdą. Inaczej będziemy skazani na wieczne poczucie krzywdy, sprostowania w mediach i procesy o ochronę dobrego imienia Polski i Polaków. To także trzeba robić, tyle że perspektywa zmian – znacznie odleglejsza.

TEKST UKAZAŁ SIĘ NA STRONIE.SDP.


W najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”: Robert Mazurek przedstawia największych wygranych i przegranych tegorocznych wyborów.

E - wydanie dostępne na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html. Kup koniecznie!

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...