Kogo Pan Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera. Wprawdzie Leszek Miller jest ateistą, ale powinien zadumać się nad prawdziwością tego powiedzenia

PAP/Leszek Szymański
PAP/Leszek Szymański

Kogo Pan Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera. Wprawdzie Leszek Miller jest ateistą, ale powinien zadumać się nad prawdziwością tego powiedzenia. Co sprawiło, że ten wytrawny polityk zawiązał na swą zgubę koalicję wyborczą z Palikotem? Tym samym Palikotem, którego uznał kiedyś za „naćpaną hołotę”?

To klasyczna scena z filmów sensacyjnych. Śmiertelnie ranny człowiek robi jeszcze kilka kroków, nie wie, że właściwie jest już trupem. Tak jak Janusz Palikot

— napisałam na portalu wPolityce. pl dwa lata temu.

Nie miałam wątpliwości, że Palikot to martwy balast, który pociągnie każdą formację w dół.

Wyborcy już wtedy znudzili się cynicznym człowiekiem bez właściwości, który potrafił przywdziać każdą maskę, by zasłonić pustkę i własną, nieciekawą twarz. Przeżuli go i wypluli, nie mieli ochoty oglądać go w kolejnych wcieleniach.

Zdążyliśmy już nawet zapomnieć, że kiedyś Janusz Palikot był ważnym uczestnikiem życia politycznego, pompowanym medialnie przez telewizje. Miał swoich fanów, zachwyconych uprawianiem polityki przy pomocy wibratora i odciętego łba świni.

Jego wybryki ożywiają polską politykę

— twierdził Donald Tusk.

Palikot miał nieoficjalną koncesję na bezkarne bycie największym chamem polskiej polityki - mówił to, czego nie wypadało powiedzieć politykom PO, mogli go wypuścić na przeciwnika i skrycie kibicować. Jego brutalność była bez precedensu, nie cofnął się przed niczym, by być w centrum uwagi. Bez wahania przekraczał kolejne granice podłości, z uśmiechem wznosił lampkę szampana w rocznicę katastrofy smoleńskiej i pokazywał to na swoim blogu. Zła karma wróciła do Janusza Palikota,. Wyborcy oznajmili mu to, czego nie chciał przyjąć do wiadomości - jego już nie ma. Po prostu nie istnieje. Chyba było to dla niego zaskoczeniem - na zdjęciach w sztabie wyborczym Zjednoczonej Lewicy po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów widać że na ściągniętej w grymasie twarzy Palikota maluje się wyraz zagubienia i klęski. Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej można było zobaczyć na twarzy jego serdecznego przyjaciela, Bronisława Komorowskiego.

Nie tak miało być. Czy Janusz Palikot nie zapowiadał, że razem z Komorowskim wybierze się na polowanie, zastrzeli Kaczyńskiego, wypatroszy, a skórę sprzeda?

To prawdziwa ironia losu, że Palikot nie zrozumiał, iż nie będzie myśliwym, a jedynie trofeum.

Nie zrozumiał tego na szczęście nawet Leszek Miller, ten sam Miller, który kiedyś z trybuny sejmowej mówił o Palikocie „nie powiem nawet pies cię……, bo to mezalians dla psa ”. Gdyby był konsekwentny, wiedziałby, że Palikot nie przysporzy głosów lewicy. I SLD samodzielnie poszedłby do wyborów, pokonując pięcioprocentowy próg wyborczy.

Dwa lata temu na tym portalu napisałam, że jeszcze za wcześnie, by otworzyć szampana, świętując koniec Palikota, ale można już kupić butelkę, by czekała na właściwy moment. Chwilę, gdy Palikot spadnie w polityczną nicość. I wiecie Państwo co? Ten moment właśnie nadszedł. Ale Palikot od tak dawno był już zupełnie nieważny, że nie warto nawet celebrować tego szampanem. W końcu to zbyt szlachetny trunek, by oblewać nim odejście producenta tanich win i politycznej tandety.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych