Już sam fakt, że „kawiorowa lewica” (a także postpezetpeerowskie żubry) mocno zdenerwowały się relatywnym sukcesem „Razem” w debacie przedwyborczej, skłania do pewnej sympatii wobec tego ugrupowania. To partia, stworzona przez młodych ludzi, celowo wykluczających ze swego grona SLD-owskich starych repów jest niekontrolowana przez establishment, a w dodatku nie przejawia wymaganego nabożeństwa wobec gospodarczego liberalizmu…
W Polsce, podobnie jak na całym świecie, istnieje i będzie istniał lewicowy elektorat. Podobnie jak elektorat prawicowy – to są po prostu dwie wrażliwości, istniejące wiecznie. Dlatego musi również istnieć lewicowa partia. A skoro tak – to niech to będzie lewica niepostkomunistyczna. Nie uwikłana w afery IIIRP ani w zaszłości PRL-owskie. Taka, nie wywołująca (przynajmniej u mnie i mi podobnych) odruchów obrzydzenia. Taka, z którą można (czasem trzeba) się spierać, ale która zarazem nie wywołuje pogardy u tych, którzy nie potrafią przejść do porządku dziennego nad faktem, iż proweniencja establishmentowej lewicy to sprawowana z obcego nadania dyktatura.
Pisząc to, chciałbym zarazem ostrzec tych ludzi prawicy, którzy, zorientowani gospodarczo prosocjalnie i etatystycznie, a zarazem kulturowo – konserwatywnie gotowi byliby niemal entuzjastycznie uznać „Razem” za prawie sojuszników. „Razemowcy” istotnie stawiają na wizerunek klasycznej lewicy, najważniejsze są dla nich sprawy społeczne, a postulatów obyczajowych nie akcentują, w tych sprawach są wycofani. Ale niech się konserwatyści nie łudzą - oni w tej sferze też są w większości baaaaardzo „postępowi”. Tyle, że nie są one dla nich priorytetem. Inną cechą „Razemowców”, łagodnie mówiąc utrudniającą prawicy ewentualne porozumienie z nimi, jest ich integralny, ideowy pacyfizm i antyamerykanizm (choć zarazem trzeba odnotować, że w kwestii konfliktu ukraińskiego nie zawiódł on ich na manowce obiektywnego sprzyjania rosyjskiemu imperializmowi, co stało się udziałem wielu radykalnych lewicowców).
Ale te konstatacje nie unieważniają tego, co napisałem wyżej. I taka wrażliwość zawsze będzie istnieć (podobnie jak zachowawcza). To normalne. Konserwatyści muszą się z tym pogodzić (podobnie jak „postępowcy” z perspektywą wiecznego istnienia konserwatystów).
Życzę więc „Razem” utrwalenia się na scenie politycznej. Ale powiedziawszy to, muszę stwierdzić coś jeszcze. Nieco boję się efektu „Razem” w obecnych wyborach. Dlaczego?
Dlatego, że wszyscy spodziewają się iż ugrupowanie Zandberga odbierze głosy establishmentowej lewicy Millera, Palikota i Nowackiej. Tymczasem możliwy jest według mnie również inny przepływ elektoratu. Obawiam się mianowicie, że „Razem” może odebrać trochę głosów Pawłowi Kukizowi. Może bowiem być atrakcyjne dla części wyborców, kierujących się chęcią zamanifestowania niezgody dla całej klasy politycznej. Atrakcyjne dla elektoratu protestu.
A Kukiz – czego by o nim nie mówić – może być najważniejszą częścią powyborczej układanki, bo może się przecież porobić tak, że bez niego PiS nie będzie mógł stworzyć większościowego rządu. Jeśli Kukizowi zabraknie do tego paru mandatów, albo jeśli w ogóle nie wejdzie…
Tego się, niestety, trochę obawiam.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/269359-razem-dlugofalowo-pewna-nadzieja-na-krotka-mete-pewien-niepokoj
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.