Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, że remis, że ze wskazaniem na Beatę Szydło, czy na Ewę Kopacz…, w zależności od tego, kto wskazuje - jaki jest koń każdy widzi. W debacie, która po prawdzie debatą nie była, urzędująca premier poniosła klęskę.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Bo szefowa rządu mówiła od rzeczy, straszyła kataklizmem, jaki rzekomo czeka Polskę, jeśli PiS przejęłoby władzę, bo poniosły ją nerwy, bo wykazała się arogancją stosując takie formy jak: „ta pani” czy „wy”… itd. Z kolei potencjalna następczyni premier Kopacz nie wykorzystała wszystkich swych argumentów. Ale, może to i lepiej, gdyż dzisiaj Szydło będzie mogła zahaczyć liderkę PO o wręcz monstrualne zadłużenie kraju, które codziennie przyrasta w milionach, a które po ośmiu latach jej rządów będą spłacać następne pokolenia Polaków, czy choćby o naszą najgorszą w UE opiekę zdrowotną, co tym bardziej pikantne, że Kopacz jest z wykształcenia lekarką i wcześniej była ministrem zdrowia… A propos UE, warto posłużyć się obiektywnymi danymi niezależnych, unijnych instytucji, np. Eurostatu, który lokuje nasz kraj w ogonie Europy nie tylko w tej dziedzinie. W tym przypadku nie będzie można przyczepić się o malowanie przez PiS rzeczywistości na naszej „zielonej wyspie” w czarnych barwach.
Krótko mówiąc, mimo wszelkich starań, wprzęgnięcie do kampanii prorządowych mediów, PO nie udało się ugryźć PiS, na co partia Kopacz ma ten sam apetyt co osiem lat temu, lecz zęby mocno spróchniałe. Nikt raczej nie ma już wątpliwości, kto wygra wybory. Pozostaje pytanie: z jaką przewagą, a przede wszystkim, co dalej?
Scenariuszy jest kilka: najważniejszym celem PiS, wymagającym całkowitej mobilizacji aż do chwili zamknięcia lokali wyborczych jest zdobycie absolutnej większości w parlamencie i samodzielne rządy. W tym przypadku sprawa jest jasna, partii Jarosława Kaczyńskiego pozostanie tylko powiedzieć: daliśmy radę, teraz do pracy! Gorzej, co jest drugą możliwością, jeśli PiS wygra, lecz dla objęcia władzy będzie musiał posiłkować się wsparciem koalicjantów. Ławka jest krótka, ten czy ten, tak źle i tak niedobrze.
Z ludowcami, (osobiście nie wątpię, że PSL pokona próg wyborczy), którzy po ośmiu latach współrządzenia z PO mają tyle samo brudu za paznokciami, byłoby głupio – choć sam prezes, wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński nie miałby nic przeciw temu. Koalicja z ruchem „Kukiz’15”, utworzonym po relatywnym sukcesie (na szczęście jednak porażce) w wyborach prezydenckich, w których rockman Paweł Kukiz uzyskał 21 proc. poparcie, byłaby przygodą, której końca nikt nie wie. Mogłaby być uzależnieniem się PiS, podobnym do egzotycznej koalicji z 2005r., z podobnymi efemerydami polityki - Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha, której krach był niemalże zaprogramowany. Na miejscu byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego mocno bym się zastanawiał.
Kto jeszcze? Zjednoczona Lewica (na którą składają się: postkomunistyczny SLD Leszka Millera, partia znanego głównie ze świńskiego ryja, sztucznego penisa i trawki Janusza Palikota, pod uzurpatorską nazwą „Twój Ruch”, oraz socjaliści z PPS i UP, plus Zieloni) - odpada, czego tłumaczyć nikomu chyba nie trzeba. Podobnie jak istniejąca od paru miesięcy Partia Razem – młodych socjalistów i zielonych, którzy nie dogadali się z SLD. Kolejne zło - „Nowoczesna” Ryszarda Petru, utworzona dla ewentualnego wsparcia PO, oraz ruch KORWIN-a - koszmar w muszce. Zakładając oczywiście, że wszystkie te ugrupowania pokonają próg wyborczy, wielkiego wyboru nie ma. Więc…?
Ciąg dalszy na następnej stronie.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, że remis, że ze wskazaniem na Beatę Szydło, czy na Ewę Kopacz…, w zależności od tego, kto wskazuje - jaki jest koń każdy widzi. W debacie, która po prawdzie debatą nie była, urzędująca premier poniosła klęskę.
Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Bo szefowa rządu mówiła od rzeczy, straszyła kataklizmem, jaki rzekomo czeka Polskę, jeśli PiS przejęłoby władzę, bo poniosły ją nerwy, bo wykazała się arogancją stosując takie formy jak: „ta pani” czy „wy”… itd. Z kolei potencjalna następczyni premier Kopacz nie wykorzystała wszystkich swych argumentów. Ale, może to i lepiej, gdyż dzisiaj Szydło będzie mogła zahaczyć liderkę PO o wręcz monstrualne zadłużenie kraju, które codziennie przyrasta w milionach, a które po ośmiu latach jej rządów będą spłacać następne pokolenia Polaków, czy choćby o naszą najgorszą w UE opiekę zdrowotną, co tym bardziej pikantne, że Kopacz jest z wykształcenia lekarką i wcześniej była ministrem zdrowia… A propos UE, warto posłużyć się obiektywnymi danymi niezależnych, unijnych instytucji, np. Eurostatu, który lokuje nasz kraj w ogonie Europy nie tylko w tej dziedzinie. W tym przypadku nie będzie można przyczepić się o malowanie przez PiS rzeczywistości na naszej „zielonej wyspie” w czarnych barwach.
Krótko mówiąc, mimo wszelkich starań, wprzęgnięcie do kampanii prorządowych mediów, PO nie udało się ugryźć PiS, na co partia Kopacz ma ten sam apetyt co osiem lat temu, lecz zęby mocno spróchniałe. Nikt raczej nie ma już wątpliwości, kto wygra wybory. Pozostaje pytanie: z jaką przewagą, a przede wszystkim, co dalej?
Scenariuszy jest kilka: najważniejszym celem PiS, wymagającym całkowitej mobilizacji aż do chwili zamknięcia lokali wyborczych jest zdobycie absolutnej większości w parlamencie i samodzielne rządy. W tym przypadku sprawa jest jasna, partii Jarosława Kaczyńskiego pozostanie tylko powiedzieć: daliśmy radę, teraz do pracy! Gorzej, co jest drugą możliwością, jeśli PiS wygra, lecz dla objęcia władzy będzie musiał posiłkować się wsparciem koalicjantów. Ławka jest krótka, ten czy ten, tak źle i tak niedobrze.
Z ludowcami, (osobiście nie wątpię, że PSL pokona próg wyborczy), którzy po ośmiu latach współrządzenia z PO mają tyle samo brudu za paznokciami, byłoby głupio – choć sam prezes, wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński nie miałby nic przeciw temu. Koalicja z ruchem „Kukiz’15”, utworzonym po relatywnym sukcesie (na szczęście jednak porażce) w wyborach prezydenckich, w których rockman Paweł Kukiz uzyskał 21 proc. poparcie, byłaby przygodą, której końca nikt nie wie. Mogłaby być uzależnieniem się PiS, podobnym do egzotycznej koalicji z 2005r., z podobnymi efemerydami polityki - Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha, której krach był niemalże zaprogramowany. Na miejscu byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego mocno bym się zastanawiał.
Kto jeszcze? Zjednoczona Lewica (na którą składają się: postkomunistyczny SLD Leszka Millera, partia znanego głównie ze świńskiego ryja, sztucznego penisa i trawki Janusza Palikota, pod uzurpatorską nazwą „Twój Ruch”, oraz socjaliści z PPS i UP, plus Zieloni) - odpada, czego tłumaczyć nikomu chyba nie trzeba. Podobnie jak istniejąca od paru miesięcy Partia Razem – młodych socjalistów i zielonych, którzy nie dogadali się z SLD. Kolejne zło - „Nowoczesna” Ryszarda Petru, utworzona dla ewentualnego wsparcia PO, oraz ruch KORWIN-a - koszmar w muszce. Zakładając oczywiście, że wszystkie te ugrupowania pokonają próg wyborczy, wielkiego wyboru nie ma. Więc…?
Ciąg dalszy na następnej stronie.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/269051-gra-nie-jest-skonczona-jesli-w-tymkraju-po-psl-ma-dojsc-do-prawdziwej-zmiany-beata-szydlo-powinna-dostac-od-wyborcow-szanse-samodzielnych-rzadow?strona=1
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.