Himalaje hipokryzji. Czerska atakując Macierewicza, nie waha się "grzebać w życiorysie" jego rodziny. Czy naprawdę "Wyborcza" - oburzona na "Resortowe dzieci" - chce otworzyć tę puszkę Pandory?

mat. prasowe
mat. prasowe

Warto zapamiętać weekendową „Gazetę Wyborczą”, a zwłaszcza okładkowy tekst poświęcony „przebojom Antoniego Macierewicza”. Warto zapamiętać nie dlatego, że jest tam coś nowego, ciekawego czy przełomowego. Ot, synteza wszystkich zarzutów i pretensji wobec wiceszefa PiS: od wyłamania się z KOR, po 10/04.

Dlaczego więc zwracam uwagę na ten tekst? Oto duet Kublik/Czuchnowski jako jeden z ważnych argumentów na niekorzyść Macierewicza przytacza słowa Andrzeja Celińskiego, który sugeruje, że za wszystkim, co złe, a przynajmniej kontrowersyjne w życiorysie wiceprezesa PiS stoi dramatyczne zdarzenie z młodości.

Dla normalnego człowieka dzieciństwo jest bardzo istotne. Dla człowieka, który ojciec zabił się ze względu na działalność służb komunistycznych, tym bardziej. Nie rozumiem, dlaczego mamy o tym nie mówić

— mówi Celiński.

Zostawmy historykom spór, czy ojca Macierewicza zamordowano, czy - jak twierdzi Celiński powołując się ustalenia Urzędu Bezpieczeństwa, który inwigilował Zdzisława Macierewicza - popełnił samobójstwo w swoim laboratorium. Charakterystyczne jest co innego.

Oto „Gazeta Wyborcza”, która eksplodowała wulkanem oburzenia po książce „Resortowe Dzieci” szuka potwierdzenia swoich tez… właśnie w pochodzeniu i rodzinach niechętnych jej polityków. Nie jest to pierwszy taki tekst, ale sobotni artykuł poświęcony Macierewiczowi powinien być przywoływany w przyszłości za każdym razem, gdy Czerska i jej przyboczni będą rozdzierać szaty nad „lustracją” rodziców czy dziadków.

W sobotę nie znalazłem, niestety, komentarza Dominiki Wielowieyskiej, która zazwyczaj przekonuje przy takich okazjach, że „grzebanie w życiorysach” jest czymś ohydnym, bo przecież „nie możemy odpowiadać za poglądy i życiorysy przodków”, a o dziedzictwie nie ma mowy.

Dziennikarze „Gazety Wyborczej”, z Adamem Michnikiem na czele, powinni mocno zastanowić się, czy używać argumentu „z rodziców i przodków”. Naprawdę, jeśli ta zasada przyjęłaby się w polskim życiu publicznym, staliby się ostatnimi, którym byłoby to na rękę.

Nawiasem mówiąc, wszystko to już było, „Wyborcza” nie tylko goni w piętkę, ale w swoich atakach na polityków PiS zjada swój ogon. Warto przypomnieć inny moment, sprzed kilkunastu miesięcy. Gdy Adam Michnik wypowiedział się w Telewizji Publicznej w podobnym do Celińskiego tonie, sugerując lewicowe poglądy i wpływ tragicznej śmierci ojca, Antoni Macierewicz odpowiadał na naszych łamach:

Mój ojciec został zamordowany przez komunistów, gdy miałem 10 miesięcy, więc moja lewicowość trwała krótko i dotyczyła młodego wieku, jeśli miała się zakończyć pod wpływem traumy rodzinnej. Nie chcę odpłacać Adamowi Michnikowi pięknym za nadobne. Jeśli już porusza on kwestie uwarunkowań rodzinnych i zastanawia się, jak one wpływają na postawy ludzkie, to wskazuję, że w mojej rodzinie wszyscy byli patriotami, którzy ginęli za Polskę i ojczyznę. Nie było wśród nich ludzi, którzy mordowali polskich patriotów, ani takich, którzy zdradzali ojczyznę na rzecz Sowietów

— mówił poseł PiS w rozmowie ze Stanisławem Żarynem na naszym portalu.

CZYTAJ WIĘCEJ: TYLKO U NAS. Macierewicz odpowiada Michnikowi: „W mojej rodzinie nie było ludzi, którzy mordowali polskich patriotów, czy zdradzali na rzecz Sowietów”

Niech Czerska potraktuje ten wywiad jako przestrogę dla swoich „rodzinnych” wycieczek.

A jako dodatek - równie charakterystyczny, co tekst o Macierewiczu - proszę potraktować wywiad, jakiego „Wyborczej” udzielił w tym samym numerze Leszek Balcerowicz.

PIS to skrzep PRL-u. Z tym trzeba walczyć, bić się

— grzmi były pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu, co samo w sobie jest puentą i podsumowaniem.

Powie ktoś - dlaczego w ogóle zajmować się środowiskiem „Gazety Wyborczej” i jej coraz mniejszym gronem dziennikarzy i czytelników? Ano choćby dla cierpkiej satysfakcji - Czerska jest dziś cieniem tego, czym była jeszcze kilka-kilkanaście lat temu. Strachy na lachy Adama Michnika i jego podwładnych to łabędzi śpiew tracącego wpływy środowiska. Krzepiące.

PS. W tym kontekście nie dziwi, że furorę w internecie robi demotywator z Antonim Macierewiczem w roli głównej. Jak to szło? #WięcejWiedzyMniejStrachu?.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...