Mec. Wassermann: Na merytoryczną dyskusję członkom Zespołu Laska brakowało odwagi. To był organ do siania propagandy. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Do tej pory na każdą prośbę rządzący odpowiadali, że nie ma pieniędzy, albo mówili – jak w przypadku projektów obywatelskich – że „będzie inaczej, i kropka”. Teraz natomiast okazuje się, że rządzący mają pieniądze na wszystko i są w stanie zrobić wszystko. A gdzie oni byli przez 8 lat?

— mówi portalowi wPolityce.pl mec. Małgorzata Wassermann, kandydatka PiS do Sejmu.

wPolityce.pl: Zgodnie z zarządzeniem premier Ewy Kopacz Zespół Macieja Laska, zajmujący się szerzeniem smoleńskiej propagandy, przestaje istnieć. Jak Pani ocenia ten ruch?

Mec. Małgorzata Wassermann, kandydatka PiS do Sejmu z Krakowa: Ta decyzja została podjęta zdecydowanie za późno. Od początku nie widziałam celowości funkcjonowania tej komisji. Moje krytyczne zdanie dotyczące raportu Komisji Millera jest znane, ale równie krytycznie oceniam pomysł, by Zespół Laska pracował po publikacji tego dokumentu. Wydano ogromne pieniądze, członkom zespołu zaproponowano bardzo wysokie wynagrodzenia. Te środki mogły zostać przeznaczone na ważniejsze cele.

Rząd jednak uznał, że Polakom trzeba przybliżyć temat Smoleńska. Pani nie zgadza się tylko z treścią, czy również z taką formą działalności?

Ja się diametralnie nie zgadzam merytorycznie z tym, co Zespół Laska robił. Jednak również niebywałą rzeczą jest fakt, że powstał organ do siania propagandy. Przecież gdyby chodziło rzeczywiście o przybliżanie sprawy smoleńskiej Polakom, gdyby chodziło o rozwiewanie wątpliwości, Zespół Macieja Laska nie uciekałby przed merytorycznymi dyskusjami. Ten Zespół miał, zgodnie z założeniami, zajmować się odpowiadaniem na inne tezy dotyczące tragedii z 10 kwietnia. Dlaczego więc Zespołowi zabrakło odwagi, by przyjąć zaproszenie np. profesorów na niezależną Konferencję Smoleńską? Jeśli rządowy Zespół miałby istnieć, to właśnie po to, by mierzyć się z innymi ekspertami. Jednak na merytoryczną dyskusję członkom Zespołu brakowało odwagi. Cieszę się, że przyszedł kres wydawaniu w ten sposób publicznych pieniędzy.

Decyzję o likwidacji Zespołu premier podjęła w czasie kampanii wyborczej. To ma w Pani ocenie jakieś znaczenie?

Jest rzeczą niebywałą, jakie rządowe cuda widać w obecnej kampanii. 8 lat rządzi w Polsce PO i PSL, zaś takiego wysypu propozycji, ustaw i projektów, z jakim mamy obecnie do czynienia, nie widać było nigdy. Do tej pory na każdą prośbę rządzący odpowiadali, że nie ma pieniędzy, albo mówili – jak w przypadku projektów obywatelskich – że „będzie inaczej, i kropka”. Teraz natomiast okazuje się, że rządzący mają pieniądze na wszystko i są w stanie zrobić wszystko. A gdzie oni byli przez 8 lat?

Kandyduje Pani dziś do Sejmu z list PiSu. Zapewne sprawa smoleńska będzie bliska Pani sercu, ale czym chce się Pani poza tym zajmować, jako poseł?

Startuję do Sejmu głównie jako prawnik. I jako prawnik chcę udzielać się tam, gdzie przyda się moja wiedza i doświadczenie praktyka. Miejsc w Sejmie, w których wiedza prawnicza jest ważna, widzę bardzo dużo. Prawnik jest potrzebny w każdej komisji, bo każda zajmuje się stanowieniem prawa, prawnik jest potrzebny by konsultować wnioski do Trybunału Konstytucyjnego. Wiedza prawnicza potrzebna jest także przy opracowywaniu wielu pism, projektów. Sądzę, że będzie co robić, że będzie dużo pracy. Z uwagi na to właśnie zdecydowałam się kandydować. W mojej ocenie bolączką Sejmu jest zbyt mała liczba prawników. Spójność systemu prawnego jest natomiast bardzo ważna. Od tego zależy życie obywateli i rozwój przedsiębiorców.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie

12
następna strona »
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...