Rządzący sądzą, że jak wrócą do metod wypróbowanych w czasach śp. Lecha Kaczyńskiego, do polaryzacji politycznej, do przemysłu pogardy i nienawiści wobec głowy państwa, to na tym zyskają

— mówi portalowi wPolityce.pl Jacek Kurski, były europoseł.

wPolityce.pl: Zaskakujące zamieszanie widać było w związku z zaproszeniem szefowej MSW przez prezydenta Andrzeja Dudy. Andrzej Duda zaprosił Teresę Piotrowską, ale ta nie pojawiła się w środę. Dziś premier Kopacz mówiła, że gotowa na spotkanie z prezydentem jest ona, szef MSZ i MSW. Później, po ociąganiu się, Ewa Kopacz informowała, że minister Piotrowska stawi się jednak sama w Pałacu. Jak Pan to ocenia?

Jacek Kurski: Mamy do czynienia z sytuacją żenującą. To rozpaczliwa próba przykrycia przez PO porażki w Unii Europejskiej, kapitulacji przed dyktatem niemieckim ws. imigrantów. Platforma próbuje tę sprawę przykryć sztucznie wywołanym konfliktem z prezydentem Dudą. Oni sądzą, że jak wrócą do metod wypróbowanych w czasach śp. Lecha Kaczyńskiego, do polaryzacji politycznej, do przemysłu pogardy i nienawiści wobec głowy państwa, to na tym zyskają.

Sądzi Pan, że zyskają? To może im przynieść sukces?

Nie, oni na tym nic nie zyskają. Andrzej Duda jest na razie teflonowy jeśli chodzi o te próby. Z drugiej strony zamiary rządzących są bardzo łatwe do rozszyfrowania dla opinii publicznej. Dlatego widząc, że jednak na tym PO traci – zdecydowali się wysłać Piotrowską do Pałacu.

Może jednak prezydent Duda robi błąd, nie spotykając się z premier Kopacz przy tej okazji. Może powinien zaprosić więcej osób niż tylko szefową MSW?

Pani premier nieelegancko próbuje wymuszać na prezydencie spotkanie od pierwszego dnia po zaprzysiężeniu. Wyprasza osobiście albo żąda zwołania Rady Gabinetowej. W regułach polityki oznacza to spalenie takiego spotkania na jakiś czas, bo jest hierarchia i głowa państwa nie może ulegać takim nachalnym kaprysom urzędnika państwowego niższej rangi, szczególnie, gdy zaproszenie pełni rolę jedynie PR-owskiej zagrywki. Prezydenta dba o interesy Polski i jej obywateli. Jeśli spotkał się z szefem MON, ministrem Siemoniakiem, czy szefem MSZ ministrem Schetyną, to jest rzeczą oczywistą, że na podobne zaproszenie powinna, i to od razu, odpowiedzieć minister Piotrowska. Szczególnie, że to są te trzy zakresy, którymi prezydent się zajmuje z przyczyn konstytucyjnych. W Małej Konstytucji i praktyce politycznej I połowy lat 90. prezydent desygnował prezydenckich ministrów, którzy zajmowali się MSW, MSZ i MON.

Teraz jednak mamy zupełnie inną ustawę.

Konstytucja jest inna, ale duch współodpowiedzialności, czy szczególnego nadzoru nad tymi trzeba dziedzinami spoczywa na prezydencie. Jest więc czymś naturalnym, że Andrzej Duda prosi o spotkanie ministrów Schetynę czy Siemoniaka, czy teraz minister Piotrowską, zwłaszcza że ta, mimo że od spraw wewnętrznych podejmowała decyzje w imieniu Polski na forum międzynarodowym, a Andrzej Duda jest najwyższym reprezentantem Rzeczypospolitej. Jest czymś niskim, że dla odwrócenia uwagi od zdrady Wyszehradu, przyjęcia dyktatu Berlina i upadku do poziomu kelnera mocarstw UEPO za wszelką cenę starała się wywołać konflikt wewnętrzny.

Prezydent tu jest w Pana ocenie „czysty”?

Tak. Choć nie zdziwiłbym się, gdyby w świetle katastrofy Polski na brukselskim szczycie, po uzyskaniu pełni informacji od min. Piotrowskiej, Prezydent właśnie w tych dniach wezwał w trybie nagłym i specjalnym panią Kopacz w celu jasnego napiętnowania jej jako premiera za działania na szkodę polskiej racji stanu. Popierał wszakże rząd w wariancie wspólnego stanowiska z grupą Wyszehradzką, a to właśnie zostało wbrew interesom Polski złamane.

Rozmawiał Stanisław Żaryn


Nowość!

Pycha i upadek” - Rafał A. Ziemkiewicz. Pozycja dostępna wSklepiku.pl!