Powoli, bardzo powoli, a nawet - zdecydowanie zbyt wolno - osiadają tumany politpoprawnego kurzu w głowach ludzi, których dawne pokolenie profesorów także tumanami by nazwało. Oto Martin Schulz udaje Greka (którym jednocześnie tak głęboko pogardza) i mówi, że nie mówił tego, co mówił. Czyli nigdy, przenigdy nie twierdził, że recepty na rozwiązanie kryzysu imigracyjnego, które narodziły się w głowach najważniejszych niemiecko-unijnych polityków, są tak genialne, że aż trzeba je będzie wprowadzać siłą. Mówi, że nie mówił o wprowadzaniu siłą, nie ma naszego płaszcza i co mu zrobisz?
Cóż nas jednak może obchodzić wolta jednego z „królów Europy” (choć bardziej: baronów Unii, bo Europa to wciąż kontynent, nie „wspólnota” brukselsko-strasburska). Nas dużo bardziej powinno obchodzić stanowisko kobiety, którą wiatry historii wcisnęły w fotel szefa polskiego rządu, a która już na pierwsze wieści o kryzysie militarnym, jak sama powiedziała, schowałaby się w kuchni z najbliższymi. Dziś premier Kopacz, podobnie jak Schulz, wycofuje się z niemal wszystkich wcześniejszych, buńczucznych deklaracji, ba, nawet z mowy nienawiści, bo przecież do innych partii w swoim dzisiejszym orędziu jedynie „apelowała”, nie pokrzykując przy tym nareszcie oraz nie obrażając ich szefów czy elektoratów.
W polityce często stosuje się tzw. ucieczkę do przodu, mistrzem tego zagrania był kiedyś Donald Tusk (dziś herbu „Knebel”). Ewa Kopacz wykonała swoim dzisiejszym orędziem numer odwrotny: pościgu do tyłu. Próbowała więc dogonić tych polityków, którzy od początku dostrzegali w fali islamskich uchodźców, podobnie jak większość Polaków, oczywiste zagrożenia. Niestety, wykonała ów numer z typową dla siebie „autentycznością”, więc trudno było uwolnić się od skojarzeń z jej innym, głośnym wystąpieniem, jakie miało miejsce w Sejmie po tragedii smoleńskiej. Co wtedy mówiła o przekopywaniu ziemi na metr w głąb, pamiętamy aż za dobrze. Dziś towarzyszyły pani premier ten sam skrócony oddech i ta sama nerwowość.
Bo czy można traktować poważnie i uznać za wiarygodne słowa szefowej rządu, gdy już na początku zaczęła z wysokiego „c”, mówiąc o „najpoważniejszym kryzysie migracyjnym po II wojnie światowej”, by już w chwilę potem wciskać rodakom bzdety, że „od Polski oczekuje się jedynie gestu”? Tu – wielka historia, tam – pisk kuchennej myszki? Ano – tak właśnie wygląda polityka PO od dawna. Ściema goni ściemę i ściemą pogania. Żadnej odpowiedzialności za słowa, czyny, przestępstwa, skrajną głupotę i krótkowzroczność. Żadnej refleksji PRZED dramatem, żadnej PO dramacie. Najpierw nie wystarcza wyobraźni i wiedzy, potem kręgosłupa i honoru. Najpierw bezrefleksyjne potakiwanie wszechwładnej Angeli, dziś wraz z nią próby wyjścia z twarzą z sytuacji, z której z twarzą już się wyjść nie da.
Cóż mają teraz począć ci, którzy jak Lis czy Żakowski dali się pani Kopacz nabrać na złote myśli o solidarnej Europie, solidarnie skaczącej na głowę do pustego basenu? Niczym dwaj Niemcy, którzy niedawno w ten właśnie sposób nocą stracili życie w bawarskim Kulmbach, bo byli pewni, że woda jest?
Kopacz już wie, że jej nie ma. Stoi więc na trampolinie obok Merkel i próbuje krok po kroku wycofać się z tragicznej dla siebie sytuacji. Gorzej, że niedobitki lemingów, które znowu uwierzyły tej władzy na słowo - że Polak to ksenofob i rasista – te właśnie lemingi zostały dzisiejszym orędziem pozostawione same sobie z grymasem nienawiści na twarzy. Nienawidzą więc Polski, Polek, Polaków, polskich dzieci, które udają głód i polskich starców, którzy nie chcą pracować do śmierci. Najbardziej jednak – nienawidzą siebie. Że znowu wyszły na durniów.
Oczywiście – nawet dziś, gdy ze swoich niemądrych zaproszeń wycofują się politycy niemieccy, nie brakuje u nas przemądrzałych idiotów, którzy nie przestają licytować się z innymi idiotami – ilu tak naprawdę moglibyśmy przyjąć imigrantów. Ktoś mówi, że 40 tysięcy, inny podbija do 100 tysięcy, dla trzeciego to wciąż mało… Co gorsza, są to ludzie kreowani przez mainstreamowe media na autorytety. Wypada więc zapytać – czyje autorytety? Czyim autorytetem może być idiota? Przepraszam, ale jak nazwać ludzi niepotrafiących bez „Gazety Wyborczej” czy TVN24 ocenić najprostszych, najbardziej oczywistych konsekwencji jakiejkolwiek sytuacji? Ludzi, którym jeśli Wroński powie, że sól jest słodka, zaczną ją sypać do herbaty?
Premier udowodniła dziś, że aż taka to ona nie jest. Wie już, że w basenie nie ma wody, wie, że Polacy wiedzieli to od dawna, więc snuje przypowieść o „potrzebie gestu”. Tak – myśli chyba – tak zrobię, pomacham basenowi na pożegnanie i w tył zwrot. Za późno, pani premier. Ludzie już panią na tej trampolinie widzieli. I – jakby tu rzec najdelikatniej – prędzej zmieni się pani w Batmana niż wzbudzi w nich jeszcze choćby okruszek zaufania. Komu w drogę, temu czas.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/265944-ewa-kopacz-juz-wie-ze-w-tym-basenie-nie-ma-wody-niestety-autorytety-napieraja-na-trampoline
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.