PÓŁ PORCJI MAZURKA: Jarosław Kaczyński to jedyny polityk w Europie, który swoimi ludźmi obstawił dwie największe partie w kraju

PAP/Paweł Supernak
PAP/Paweł Supernak

Wszędzie zdarzają się polityczne transfery, nawet w tak dojrzałych demokracjach jak angielska, nawet tak wytrawnym politykom jak Churchill. Ale żeby jedna partia, nie na drodze frondy, ale przez indywidualne zmiany barw zdominowała drugą? Takie cuda, tylko w Polsce! Droga wycieczko, zapraszamy.

Oto nasza Platforma Obywatelska, partia, która po ośmiu latach rządów chce pokazać wyborcom, że w zasadzie nic, może poza nazwą, ją z Platformą nie łączy – nie ma Tuska, nie ma Komorowskiego, nie ma Rostowskiego. A kto jest? Ano sami nowi ludzie, pod wodzą Ewy Kopacz, która przez ostatnie dwie kadencje była lekarką w Szydłowcu, ludzi słuchała i im pomagała, w polityce jest zupełnie nowa, więc za nic nie może wziąć odpowiedzialności. Marszałek Borusewicz (wybrany w 2005 roku z PiS-u, a jakże!), też nowicjusz, doszedł już do tego, że nie zgadza się z referendum, za którym jakieś trzy miesiące temu głosował. Bo marszałek ma - jak w peerelowskim dowcipie – swoje zdanie, ale się z nim nie zgadza.

Skoro więc Platforma nie jest Platformą, to kim jest? To już trudniejsza kwestia, bo pytanie o poglądy politycy PO uznają za nietakt. Poglądów mają zresztą całą masę, wszystkie świeżutkie, nieużywane. Popatrzmy za to, któż tej ekipie daje twarz, kto ją ustawiał? (Proszę za mną, droga wycieczko, można robić zdjęcia.)

Ano na pierwsze skrzypce wyrasta Michał Kamiński, którego zasług dla Kaczyńskiego nie sposób wszak przecenić. Nasz drogi, by nie rzec drogocenny, Miś gdzie nie spojrzy tam ma przyjaciół z PiS-u. Tu radośnie pląsa w swym żakiecie, który w rok obskoczył trzy partie minister Kluzik-Rostkowska, pisowski aniołek, przyjaciółka Jarosława, szefowa jego kampanii prezydenckiej, polityk, który pytany o to co dla niej znaczy honor grozi zerwaniem wywiadu.

Joasia była w PiS frakcją liberalną, ale jest z nią w partii nowej i giba się rytmicznie Antoni Mężydło, konserwatysta. O ile Mężydło to konserwatysta bezobjawowy, to tu, z rogu, rączkami macha do nas senator Libicki, konserwatysta objawowy, choć z objawów jego choroby najbardziej w oczy rzuca się pisoza – ciężka mania prześladowcza, teraz poprawniej zwana monomanią. Senator jest w Partii Miłości ze swym nieodłącznym Tomczakiem, politykiem, którego istnienie przewidział Robert Musil pisząc o człowieku bez właściwości.

Na koniec zostawiliśmy wicepremiera u boku Kaczyńskiego, formalnie koalicjanta, a nie członka PiS, ale kojarzącego się z Jarosławem jak jego (Jarosława rzecz jasna) kot Buś. Nieżyjący kot Buś, dodajmy ze smutkiem. Mowa oczywiście o Romanie Giertychu, postaci która nie tylko wzrostem, ale i swymi idiosynkrazjami mogłaby obdzielić cały, pomniejszy klub parlamentarny.

No i wreszcie, a to już prawdziwa wisienka na torcie, człowiek organicznie wręcz związany z Kaczyńskim, nieodłączny trzeci bliźniak, posiadający wszystkie zalety Jarosława i wszystkie jego wady, Ludwik Dorn. Kandyduje on z list Platformy, by w ten sposób znaleźli się na niej wszyscy żyjący (poza Zytą Gilowską) wicepremierzy Kaczyńskiego. Nie jest jednak, ten Kaczor paskudny, człowiekiem bez wad. Oto one, na oślej ławce siedzą jego minister Radosław Sikorski i wiceprzewodniczący PiS Paweł Zalewski. Źle się sprawowali, za bardzo pisowali, więc wylecieli z list.

W ten oto sposób nasza krótka wycieczka dobiegła do kresu. Oto urna wyborcza, prosimy wrzucać głosy. Można się nie biedzić nad wyborem, tak czy owak rządzić będą ludzie Kaczyńskiego.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...