Elbanowski o referendum: Mamy kolejny przejaw arogancji i buty władzy. Senatorowie pomylili role. Będziemy o tym pamiętać. NASZ WYWIAD

Fot. TVN24/wPolityce
Fot. TVN24/wPolityce

Sądzę, że nie trzeba będzie czekać długo na zmiany składu Senatu. Wszyscy na to czekamy. 25 października, czy tego Senat chce czy nie chce, odbędzie się plebiscyt w tych sprawach. Ludzie będą głosować patrząc na programy partyjne

— mówi portalowi wPolityce.pl Tomasz Elbanowski, Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców .

wPolityce.pl: Senat odrzucił propozycję prezydenta Dudy dot. referendum. Miało ono dotyczyć m.in. sprawy 6-latków. Kolejny raz rodzice walczący o zmiany dot. obowiązku szkolnego usłyszeli „nie” od władzy. Jak Pan ocenia decyzję dotyczącą referendum?

Tomasz Elbanowski: Mamy kolejny przejaw arogancji władzy, buty władzy. Mówiłem już w czasie prac komisji senackiej, co wywołało oburzenie senatorów, ale to powtórzę: senatorowie zachowują się, jakby byli wychowawcami w przedszkolu i musieli zapewnić bezpieczeństwo grupie rozhasanych 5-latków. Oni pomylili role, decydują o tym, czy oddać głos dorosłym obywatelom, ludziom niepozbawionym praw wyborczych i obywatelskich. Jako dorośli ludzie chcemy decydować o tak ważnych sprawach, jak edukacja naszych dzieci. Senatorowie boją się społeczeństwa. Mówili o tym otwarcie na komisji, boją się, co jeszcze społeczeństwo może wymyślić, jakie wnioski złożyć. To jest absurd.

Dlaczego?

W ostatnim czasie złożono trzy wnioski dot. referendum. Pytania, które Polacy chcieli zadać, zostały powtórzone przez prezydenta Dudę we wniosku. To są sprawy poważne i ważne dla obywateli. Senatorowie nie mają prawa i podstaw, by zarzucać społeczeństwu nieodpowiedzialność. Mam wrażenie, że oni zapomnieli, kto ich wybrał. Senatorowie koalicji, którzy głosowali przeciwko referendum, boją się obywateli. Obrażają społeczeństwo zachowując się, jakby społeczeństwo było nieodpowiedzialne. Oni chcą ponad naszymi głowami podejmować decyzje, które mają rzekomo uchronić społeczeństwo przed jego własnymi decyzjami. To jakieś kuriozum, odwrócenie ról. Będziemy o tym pamiętać. Sądzę, że nie trzeba będzie czekać długo na zmiany składu Senatu. Wszyscy na to czekamy. 25 października, czy tego Senat chce czy nie chce, odbędzie się plebiscyt w tych sprawach. Ludzie będą głosować patrząc na programy partyjne.

Czy inicjatywie dotyczącej 6-latków nie zaszkodziło upartyjnienie postulatów przez PiS? PiS wziął na sztandary Państwa postulaty. To mogło być ze szkodą dla inicjatywy rodziców?

Trzymamy się konsekwentnie z dala od wszystkich partii i ze wszystkimi partiami rozmawiamy. Rozmawialiśmy również z szefami MEN, czy premierem. Spotykaliśmy się w ostatnich kadencjach wiele razy ze wszystkimi partiami. Każda mogła podjąć nasz postulat. Jeśli zrobił to PiS, jeśli przoduje w sondażach, to tym lepiej dla naszych postulatów. Ludzie mają swój rozum. Nie nawołujemy do głosowania na konkretną partię, ale rodzice analizują i mają swój rozum. Sądzę, że koalicja rządząca nie może po dwóch kadencjach lekceważenia rodziców w tej sprawie liczyć na ich głosy. Nie ma woli rozmów po stronie władzy. Każda partia mogła podjąć te postulaty.

Dziwi upór władzy w tej sprawie. Chodzi jedynie o rok różnicy w obowiązku szkolnym. Dlaczego w Pana ocenie zmiany w tej sprawie wywołują taki opór rządzących?

To trudno zrozumieć. Dobra edukacja powinna być tematem wyjętym z podziałów partyjnych. To dla dobra Polski, naszych dzieci powinien być temat łączący wszystkich. Jednak tak nie jest. Mamy do czynienia z młodymi Polakami, to sprawa inwestycji w kapitał ludzki. Edukacja w ostatnich latach była stale niszczona, szkoły zamykano, dzieciom zabrano rok nauki przez zabawę w przedszkolu. One tego właśnie potrzebują. Eksperci wskazują, że dzieci do 6. roku życia powinny się uczyć w warunkach przedszkolnych, przez zabawę. O to właśnie walczymy. Dopiero w wieku 7 lat dzieci dojrzewają do szkoły. Dzieci 6-letnie gorzej sobie radzą. Większość nauczycieli jest dziś przeciwko tej reformie. Nauczyciele też się męczą. Mamy jednak tępy upór polityczny w tej sprawie i chęć postawienia na swoim. To infantylne zachowanie władzy. Przez 8 lat zaprzecza się prawdom dotyczącym rozwoju dziecka. Władza kieruje się w tej sprawie jedynie ekonomią.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...