Zarówno Platforma Obywatelska, jak i Bronisław Komorowski korzystali i wciąż korzystają z parasola ochronnego największych mediów. To nie rządzący, ale opozycja była w ostatnich latach brutalnie atakowana na każdym kroku. Ale Jerzy Stuhr rzeczywistość widzi całkowicie inaczej i w „Gazecie Krakowskiej” staje w rozpaczliwej obronie Ewy Kopacz i byłego prezydenta.

Jest coraz trudniej

— utyskuje aktor.

Jako przykład podaje wywiad z premier Kopacz przeprowadzony przez „miłą i sprawną” dziennikarkę Katarzynę Kolendę-Zaleską. Stuhr był zdumiony tym, że - jak twierdzi - prowadząca nie dała szefowej rządu dokończyć „jednego zdania”.

Po prostu wchodziła jej w każde słowo, jakby to była jej koleżanka

— oburza się artysta.

Według niego o zmianie obyczajowości i zaniku dobrego wychowania świadczyły również wywiady z Bronisławem Komorowskim. Konia z rzędem temu, kto znajdzie choć jeden wywiad, w którym były prezydent musiałby odpowiadać na jakieś trudne pytania, nie mówiąc już o tym, że konferencji prasowych unikał jak ognia. Ale zupełnie inaczej kontakty Komorowskiego z mediami odebrał Jerzy Stuhr. Jego zdaniem ostatnie rozmowy z głową państwa były „żenujące w nachalności, we wchodzeniu mu w słowa, w zakrzykiwaniu”.

No przecież tak nie można! Przecież to była jeszcze głowa państwa!

— oburza się aktor.

Jest bardzo zdegustowany tym, że prezydent Andrzej Duda nie zgodził się na proponowaną przez Ewę Kopacz Radę Gabinetową. Przypomina, że przecież premier użyła słowa „proszę”.

Ale słowa „proszę” w polityce nikt nie zauważa. A prosić prezydenta każdy może. A co dopiero, gdy robi to premier, w tak ważnej sprawie

— poucza Stuhr.

Gdy rządzącym zaczyna się palić grunt pod nogami, Stuhr dopiero teraz załamuje ręce nad „mieszaniem z błotem” oraz opluwaniem innych. A to jego zdaniem przenosi się na całe społeczeństwo.

Wszyscy pyskują w Polsce

— zauważa.

Zaczynam mieć obawy o państwo. Sam się dziwię, że dopiero teraz

— dodaje.

Też się dziwimy, bo najwidoczniej nie przeszkadzały mu kolejne afery polityków koalicji rządzącej, którzy traktują Polskę jak dojną krowę. Natomiast w głowie mu się nie mieści, że „prezydent w tej napiętej sytuacji nie chce się spotkać z premierem rządu”. Chodzi mu między innymi o „frymarczenie referendami”.

Stuhr deklaruje, że Andrzej Duda jest również jego prezydentem, ale…

Ale jeśli on będzie ten mój szacunek rozmieniał na drobne, to ja się załamię

— histeryzuje.

Gdzie ten arbiter elegancji był wcześniej? Na przykład wtedy, gdy Palikot za przyzwoleniem Donalda Tuska poniżał prezydenta Lecha Kaczyńskiego i demolował przestrzeń debaty publicznej w Polsce? Gdy Bronisław Komorowski szydził ze strzałów do prezydenta Kaczyńskiego w Gruzji mówiąc „jaki prezydent - taki zamach”. Ten cały przemysł pogardy jakoś nie zaniepokoił Jerzego Stuhra. Toteż larum, jakie teraz podnosi, można wytłumaczyć tylko hipokryzją lub kompletnym oderwaniem od rzeczywistości.

bzm/gazetakrakowska.pl


Książka, która otwiera i ujawnia tajemnice celebrytów:„Alfabet salonu” autorstwa Krzysztofa Feusette’a.

Fascynująca literatura ludzkich postaw i dokonań oraz często pokazanego ludzkiego zakłamania i oszustwa. Pozycja dostępna wSklepiku.pl!