Dokładnie za dwa tygodnie wydamy z naszych podatków 150 milionów złotych na nikomu niepotrzebne referendum. Nie chodzi o to, że demokracja kosztuje - ona musi kosztować. Kłopot w tym, że tym razem jedynym uzasadnieniem ogłoszenia absurdalnego głosowania w absurdalnych sprawach była wyborcza potrzeba kampanii Bronisława Komorowskiego. Idiotyzm tego ruchu dostrzega chyba sam prezydent - emeryt, bo sam jakoś stracił zainteresowanie własnym dziełem. Milczy o tym, choć przecież generalnie mówi dużo, bez klasy i stylu co kilka dni obgadując w agorowych mediach swojego następcę.

Przypomnę, że referendalną machinę uruchomił Komorowski tuż po I turze wyborów prezydenckich, którą niespodziewanie przegrał. Bez żadnych konsultacji, bez żadnych rozmów. Po prostu ktoś w sztabie wyborczym byłego prezydenta doszedł do wniosku, że w ten sposób porwie wyborców Pawła Kukiza. Czy tego pragną, czy o to w ich proteście chodzi - nawet nie zapytano.

W tym kontekście szczytem cynizmu są tyrady premier Ewy Kopacz domagającej się by prezydent Andrzej Duda konsultował z nią własne referendalne plany. Mówi to polityk formacji, która przez osiem lat zlekceważyła wszystkie obywatelskie projekty referendalne. Która zmieliła miliony podpisów, w tym i tych, które sama zbierała. Dzisiaj więc niech lepiej w pokorze odbierze lekcję prawdziwego realizowania wyborczych obietnic.

Następnym krokiem partii rządzącej powinno być zadośćuczynienie za wyrządzone szkody. Moja propozycja jest prosta: niech partia ogłaszająca się formacją Pełnej Odpowiedzialności odda nam obywatelom pieniądze, które postanowiła lekką ręką wyrzucić w błoto w ramach kampanii Komorowskiego. Przecież te 150 milionów to mniej więcej trzy roczne dotacje dla wszystkich partii politycznych. Te same, które chronią nas przed całkowitą oligarchizacją systemu, które są stosowane w całym cywilizowanym świecie, a które tak oburzają krajowych sympatyków Putina. Ileż to lat zajęli nam dyskusją o konieczności oszczędzania, skończenia z tym rozpasaniem. A potem, w finale, trzy razy tyle wywalają w błoto.

Jeśli choć trochę mają wstydu, niech po prostu oddadzą te pieniądze. Niech przeznaczą na to dotacje i subwencje jakie biorą z budżetu. To się Polakom należy, bo mamy przecież wszyscy na tyle zdrowego rozsądku, by odróżnić koszty demokracji od kampanii partii władzy.