Europa zmaga się w kolejnymi falami uchodźców i nielegalnych imigrantów. Oczywiście już wcześniej Stary Kontynent był miejscem docelowym dla wielu przybyszów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, ale w ostatnich miesiącach zjawisko to przybrało niezwykle na sile. Duża w tym zasługa Amerykanów, którzy w największym stopniu przyczynili się do zdestabilizowania tych regionów.

Zadecydowały o tym dwa złudzenia, którym ulegli republikanie i demokraci w USA. Pierwszą iluzją okazała się koncepcja odgórnej demokratyzacji państw islamskich, która powstała w administracji George’a W. Busha. Jego współpracownicy mieli nadzieję, że powtórzą scenariusz z Japonii, gdy generał McArthur narzucił okupowanemu krajowi nowe rozwiązania ustrojowe i przekształcił go w demokrację w stylu zachodnim. Próba powtórzenia tego eksperymentu pod amerykańską kuratelą w Afganistanie oraz Iraku zakończyła się jednak niepowodzeniem.

Spektakularna okazała się zwłaszcza klęska w Iraku. Saddam Husajn był co prawda tyranem, ale gwarantował stabilizację w państwie. Po inwazji Amerykanów i obaleniu tyrana kraj zamienił się w jedną wielką beczkę prochu, gdzie wszyscy walczą ze wszystkimi i nikt nie zna dnia ani godziny. Cierpią na tym m.in. tamtejsi chrześcijanie, którzy przyznają, że najbezpieczniej czuli się za rządów Husajna.

Drugiemu złudzeniu uległa administracja Baracka Obamy. Jej urzędnicy liczyli na to, że obalenie autorytarnych rządów w państwach muzułmańskich zainicjuje proces spontanicznej demokratyzacji i spowoduje dojście do władzy elit politycznego islamu, które zaczną przekształcać kraj (na wzór Turcji czy Indonezji) w kierunku bardziej zbliżonym do modelu zachodniego. Waszyngton poparł więc serię rewolucji w Tunezji, Libii, Egipcie czy Syrii.

Okazało się jednak, że zamiast spodziewanej demokratyzacji nastąpił wzrost wpływów radykalnych ugrupowań islamistycznych. Ich działania wpędziły wiele regionów w ubóstwo i nędzę. Muzułmańscy fanatycy rozpoczęli prześladowania, zamachy, a nawet ludobójstwo wobec tych, których uznają za niewiernych, a zwłaszcza wobec chrześcijan. Ci ostatni zaczęli wręcz tęsknić do starych reżimów, np. Asada w Syrii.

Chaos na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej spowodował, że z krajów pogrążonych w nędzy i konfliktach zbrojnych ruszył na Europę nowy strumień imigrantów. Szczególnie wielu w nich pochodzi z Syrii, Iraku czy Libii. Nasz kontynent musi stawić teraz czoła nowemu wyzwaniu. Głosy, jakie dochodzą ze stolic europejskich, świadczą o tym, iż politycy nie mają dobrych pomysłów na rozwiązanie tej sytuacji.

Tymczasem Amerykanie, którzy w największym stopniu przyczynili się do wywołania nowej fali imigrantów, nie są przez nią w ogóle zagrożeni. Ich problemem pozostają nielegalni przybysze z Meksyku oraz krajów latynoamerykańskich. Różnica jest zasadnicza: o ile Europa zostanie zalana przez muzułmanów, o tyle Ameryka Północna przez katolików.