Najpierw Tallin - w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop - Mołotow, potem Berlin. Ta sekwencja jest znakomicie przemyślana.
Nie zapomnieliśmy o tragicznych dla naszej części Europy skutkach poprzedzającej II wojną światową współpracy Moskwy I Berlina. Nie musimy tego mówić głośno, ale niewątpliwie jest to faktem .
I nie może się nam podobać ustalanie jakichkolwiek stref wpływów — także wtedy, gdy okazuje się, że w naszej części Europy nie może być stałych baz NATO i właściwie jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii.
Bo Niemcy niezwykle troszczą się o dobre samopoczucie Kremla i z najwyższą skrupulatnością traktują pochodzący sprzed osiemnastu lat akt stanowiący stosunki NATO - Rosja. Chociaż Rosja dawno pokazała, że nic sobie z niego nie robi, dopuszczała się aktów agresji , a w swej doktrynie obronnej uznaje NATO za wroga.
Jeśli Putin uzna, że ma ochotę testować NATO, to właśnie Estonia będzie następnym celem odradzającego się rosyjskiego imperializmu. Zajęcie przez Rosję stolic państw bałtyckich mogłoby okazać się zbyt trudne do przełknięcia, groziłoby otwartą konfrontacją i wojną.
Ale Narwa, graniczące z Rosją estońskie miasto zamieszkanie w ponad dziewięćdziesięciu procentach przez Rosjan, nadaje się do tego celu znakomicie. Zielone ludziki spotkałyby się tu z entuzjastycznym poparciem, a jeśli Estonia zechciałaby ich spacyfikować, Kreml oświadczyłby, że musi bronić ludności cywilnej .
„Nie chcemy umierać za Narwę ” oznajmił już jeden z dyplomatów francuskich, bo jak wiadomo Francuzi tradycyjnie nie zamierzają specjalnie się narażać w obronie sojuszników.
Wizyta prezydenta Dudy w Estonii dowodzi też tego, że jak już zapowiadał - nie zamierza prowadzić polityko zagranicznej rytualnej, ale merytoryczną. Wybierając państwa bałtyckie jako cel swej wizyty prezydent Polski rytualnie wybrałby właśnie Litwę.
Jeszcze raz uścisnąłby dłonie polityków litewskich, rytualnie wyrażając nadzieję, że wszelkie sporne kwestie dotyczące mniejszości polskiej, zostaną w końcu rozwiązane. Być może nie mówiłby już o partnerstwie strategicznych - co do niedawna było też częścią rytuału takich wizyt, ale coraz bardziej okazywało się problematyczne.
Z Wilna dochodzą już sygnały, że politycy litewscy są nieprzyjemnie zaskoczeni pominięciem Litwy i wyborem Estonii jako kraju, w którym prezydent Polski składa swą pierwszą wizytę. Niektórzy samokrytycznie przyznają, że zaważył na tym fakt, że na Litwie nie przyjęto ustawy pozwalającej na pisownie nazwisk polskich w dokumentach w wersji oryginalnej.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Najpierw Tallin - w rocznicę podpisania paktu Ribbentrop - Mołotow, potem Berlin. Ta sekwencja jest znakomicie przemyślana.
Nie zapomnieliśmy o tragicznych dla naszej części Europy skutkach poprzedzającej II wojną światową współpracy Moskwy I Berlina. Nie musimy tego mówić głośno, ale niewątpliwie jest to faktem .
I nie może się nam podobać ustalanie jakichkolwiek stref wpływów — także wtedy, gdy okazuje się, że w naszej części Europy nie może być stałych baz NATO i właściwie jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii.
Bo Niemcy niezwykle troszczą się o dobre samopoczucie Kremla i z najwyższą skrupulatnością traktują pochodzący sprzed osiemnastu lat akt stanowiący stosunki NATO - Rosja. Chociaż Rosja dawno pokazała, że nic sobie z niego nie robi, dopuszczała się aktów agresji , a w swej doktrynie obronnej uznaje NATO za wroga.
Jeśli Putin uzna, że ma ochotę testować NATO, to właśnie Estonia będzie następnym celem odradzającego się rosyjskiego imperializmu. Zajęcie przez Rosję stolic państw bałtyckich mogłoby okazać się zbyt trudne do przełknięcia, groziłoby otwartą konfrontacją i wojną.
Ale Narwa, graniczące z Rosją estońskie miasto zamieszkanie w ponad dziewięćdziesięciu procentach przez Rosjan, nadaje się do tego celu znakomicie. Zielone ludziki spotkałyby się tu z entuzjastycznym poparciem, a jeśli Estonia zechciałaby ich spacyfikować, Kreml oświadczyłby, że musi bronić ludności cywilnej .
„Nie chcemy umierać za Narwę ” oznajmił już jeden z dyplomatów francuskich, bo jak wiadomo Francuzi tradycyjnie nie zamierzają specjalnie się narażać w obronie sojuszników.
Wizyta prezydenta Dudy w Estonii dowodzi też tego, że jak już zapowiadał - nie zamierza prowadzić polityko zagranicznej rytualnej, ale merytoryczną. Wybierając państwa bałtyckie jako cel swej wizyty prezydent Polski rytualnie wybrałby właśnie Litwę.
Jeszcze raz uścisnąłby dłonie polityków litewskich, rytualnie wyrażając nadzieję, że wszelkie sporne kwestie dotyczące mniejszości polskiej, zostaną w końcu rozwiązane. Być może nie mówiłby już o partnerstwie strategicznych - co do niedawna było też częścią rytuału takich wizyt, ale coraz bardziej okazywało się problematyczne.
Z Wilna dochodzą już sygnały, że politycy litewscy są nieprzyjemnie zaskoczeni pominięciem Litwy i wyborem Estonii jako kraju, w którym prezydent Polski składa swą pierwszą wizytę. Niektórzy samokrytycznie przyznają, że zaważył na tym fakt, że na Litwie nie przyjęto ustawy pozwalającej na pisownie nazwisk polskich w dokumentach w wersji oryginalnej.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/262651-estonia-jako-miejsce-pierwszej-wizyty-prezydenta-dudy-swiadczy-ze-wyciagnelismy-wnioski-z-historii-i-chcemy-by-zrobil-to-zachod?strona=1
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.