Prawna gwarancja bezkarności. Wnioski z umorzenia sprawy „korupcji w Sądzie Najwyższym"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Chwilę temu prokuratura umorzyła sprawę „korupcji w Sądzie Najwyższym”. Umorzyła, mimo istnienia nagrań, jednoznacznie wskazujących na korupcyjne powiązania. Nie było to zaskoczeniem; instytucje III RP przyzwyczaiły nas niestety do tego, że korupcji wśród elit zwalczać albo nie chcą, albo się boją. W tym sensie decyzja prokuratury, choć nie była nieoczekiwana, oczywiście sama w sobie zasmuca i niepokoi. Ale jeden z aspektów tej sprawy jest niepokoi zgoła niebywale. A przy tym jest też bardzo interesujący.

W kwietniu, komentując w tygodniku „wSieci” skandaliczny wyrok, skazujący Mariusza Kamińskiego za rzekome złamanie prawa w „aferze gruntowej” (korupcyjne odrolnianie gruntów na Mazurach przez najbliższych współpracowników Andrzeja Leppera), napisałem:

By skazać Kamińskiego, trzeba było złamać jednocześnie kilka zasad logiki i zdrowego rozsądku. Sędzia Wojciech Łączewski świetnie sobie z tym poradził, zapracowując dzięki temu na status nowego obiektu kultu establishmentu. Dwa sądy, niezależnie od siebie (jeden - skazując współpracownika Andrzeja Leppera oraz jego kolegę, którzy w imieniu wicepremiera mieli przyjąć łapówkę za pomoc w odrolnieniu gruntu, a drugi – umarzając bez wszczynania procesu postępowanie wobec Kamińskiego) uznały i ogłosiły, że rozpoczynając działania operacyjne CBA miało wiarygodną informację o popełnieniu przestępstwa (nagrane rozmowy, w których obaj biznesmeni chwalili się tymi możliwościami)? Sędzia Łączewski uznał inaczej. Mimo posiadania wiedzy, że bliski współpracownik wicepremiera, powołując się na niego, oferuje w zamian za łapówkę pomoc w odrolnianiu działek, Biuro powinno jeszcze - zdaniem sędziego - przed podjęciem działań operacyjnych sprawdzić, czy w Ministerstwie Rolnictwa jest korupcja.

Ale jak CBA mogłoby to skutecznie zrobić? Przecież tylko za pomocą działań operacyjnych (np.zakładając podsłuchy – ale według Łączkowskiego nawet wystąpić o zgodę na podsłuchy, „nie mając jeszcze wiarygodnej informacji”, CBA nie miało prawa).

Powtórzymy, bo taka jest logika sędziego Łączewskiego: nie można podjąć działań operacyjnych, nie mając „wystarczającej” wiedzy na temat przestępstwa. Ale taką wiedzę można by było zdobyć wyłącznie za pomocą innych działań operacyjnych. Innymi słowy – wykrycie przestępstwa korupcji, jeśli wmyśleć się w tok rozumowania sądu, może nastąpić wyłącznie dzięki popełnieniu przez służby innego przestępstwa. A ponieważ służby przestępstw popełniać nie powinny…”

I konkludowałem, że ów wyrok, poprzez stworzenie opisanej powyżej kwadratury koła z kwestią „wiarygodnej informacji”, stwarza sytuację, w której uderzanie w interesy skorumpowanych elit staje się już nie tylko ryzykowne i dla ewentualnie mających takie zamiary nieopłacalne, ale również po prostu technicznie niemożliwe.

Przepraszam za te na pewno za długie cytaty z samego siebie. Ale w kontekście decyzji gdańskiej prokuratury, umarzającej sprawę korupcji w Sądzie Najwyższym, są one niezbędne. Bo umorzono ją przede wszystkim dlatego że, jak relacjonuje w „GW” Wojciech Czuchnowski, „prokuratura uznała, że nagrania rozmów to owoce zatrutego drzewa, że są pierwotnie skażone. Nie można było wszcząć akcji „Alfa”, bo nie było wiarygodnych informacji o korupcji. Same słowa Józefa M. (czyli biznesmena, który poinformował CBA o ustawianiu wyroku – PS) to za mało, trzeba było je zweryfikować w inny sposób. A skoro tak, to dowody zebrane w ramach akcji są bezużyteczne”.

Innymi słowy, prokuratura uznała, że nawet gdyby zdecydowała się na wniesienie oskarżenia, to sąd i tak pójdzie śladem sławetnego sędziego Łączewskiego. I uzna, że informacja o korupcji nie może być weryfikowana operacyjnie, tylko przedtem musi być przez służbę specjalną sprawdzona…. No, właśnie jak? Przez jasnowidzów chyba…?

Sarkazm na bok. Ewidentne jest, że przy okazji realizacji sądowej zemsty wobec Mariusza Kamińskiego elity stworzyły sobie prawne narzędzie, realnie uniemożliwiające ściganie zbyt wysoko usytuowanych skorumpowanych.

Zmiana tego stanu prawnego powinna być jednym z priorytetów nowego prezydenta, a także – po ewentualnej zmianie rządu – nowego ministra sprawiedliwości.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...