O co chodzi? To jasne, jak pisał Juliusz Słowacki, chodzi o to, „aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Więc głowa myśli, że myśli, i pisze, językiem bardzo giętkim, i razi niczym ten piorun jasny, prędki…

Kaczyński wywiera na Dudę emocjonalną presję

— demaskuje już w tytule prezesa PiS „Gazeta Wyborcza”.

Dla ścisłości, nie sama demaskuje, a jedynie podrzuca online, co „przypuszczają dziennikarze „Newsweeka”. Żeby nie było, że tylko zespół „GW” coś suponuje. Z obszernego omówienia w gazecie Adama Michnika tego, co przypuszczają publicyści Tomasza Lisa, można dowiedzieć się, że Beata Szydło to „sprytna babka, ma ambicje, ale umiejętnie je maskuje” i „może okazać się bardzo samodzielnym politykiem”.

I znów muszę uściślić: nie, żeby tak twierdzili autorzy „GW”, ani dziennikarze „Newsweeka”, tę głęboko skrywaną tajemnicę zdradził im cytowany przez tygodnik i gazetę ezoteryczny „rozmówca” z PiS. Dalej jest jeszcze żałośniej, już nie o rywalce premier Ewy Kopacz, lecz dla pełnego obrazu o prezydencie elekcie:

Jarosław wywiera na Dudę emocjonalną presję. Powołuje się na pamięć o Lechu i oczekuje wdzięczności za szansę, jaką dała mu partia

— mówi jeden z polityków partii. Oczywiście bez nazwiska.

Na koniec „GW” odwołuje się do konstatacji „Newsweeka”, że: „Prezydent elekt uzgadnia z Kaczyńskim nawet skład swojej kancelarii”.

Czyli, ubezwłasnowolnione pacholę prezesa po prostu, ale to już wolne wnioski. Nie wszyscy jednak w „Newsweeku” przypuszczają to, co opisuje „Gazeta Wyborcza”, w tygodniku istnieje przecież różnorodność światopoglądowa. Na przykład publicysta Cezary Michalski ośmiela się podważać rzekomą niezależność „sprytnej babki”:

Użycie przez Beatę Szydło pod adresem Kaczyńskiego słowa „lider” aż dwa razy w jednym zdaniu wskazuje zarówno na jej totalną lojalność wobec prezesa PiS, jak też na pewien niepokój, że Jarosław Kaczyński mógłby wziąć na serio jej kampanijny wizerunek samodzielnego premiera.

Cóż za totalna przenikliwość autora, jakiż zmysł analityczny.

W Warszawie zderzy się zatem czołowo dwoje faktycznych liderów dwóch największych partii - Ewa Kopacz i Jarosław Kaczyński

— podsumowuje Michalski.

Gdyby udało się wywabić prezesa z nory, „miałby niewielkie szanse na uzyskanie w Warszawie lepszego wyniku niż Kopacz”.

Niestety, Kaczyński „do tej pory konsekwentnie ukrywał się w cieniu”, i nic już pewnie tego nie zmieni, nikt go do niczego nie zmusi, bo tak w ogóle:

PiS jest zbudowane w taki sposób, że Kaczyńskiego nikt w tej partii nie może obalić.

Dlaczego miałby ktokolwiek go obalać, to pozostanie tajemnica Michalskiego. W jego rozprawie nie mogło oczywiście zabraknąć charakterystyki Andrzeja Dudy:

Prezydentem RP będzie co prawda polityk PiS niespokrewniony z Kaczyńskim, któremu zatem Kaczyński ufać nie może. Ale Andrzej Duda usamodzielniłby się od Kaczyńskiego tylko wówczas, gdyby ten przegrał wybory parlamentarne i pozostał królem z partią, ale bez królestwa.

Właściwie nie wiadomo, czy się z tego śmiać, czy zapłakać, więc pozostawię te dywagacje bez komentarza. Gdyby ktoś chciał poszerzyć swą wiedzę na temat, co nas czeka, jeśli…, może obejrzeć podsuwaną przez „Newsweek” przy tekście Michalskiego wideo-ilustrację pt. „Kościół idzie z PiS-em po władzę. Co to oznacza dla niewierzących obywateli?”, albo przeczytać dodatkowo tekst Aleksandry Pawlickiej pt. „PiS z Kościołem, Kościół z PiS-em”.

Polecam szczególnie i dla zachęty cytuję początek tej publikacji, którą należałoby zgłosić do amerykańskiej Nagrody Pulitzera za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa:

Prezydent Andrzej Duda przemawia z ambon i łapie w locie upadającą na ziemię hostię. Kandydatka na premiera Beata Szydło jest matką początkującego księdza. Patron obojga – Jarosław Kaczyński – spędza wieczór wyborczy na Jasnej Górze i deklaruje: „Nie ma Polski bez Kościoła”. Także prawdopodobny koalicjant PiS, Paweł Kukiz, niesie na sztandarach Boga, Honor i Ojczyznę, siebie samego mianując „agentem Pana Boga”.

Co to będzie, co to będzie, zgrozą wieje…

Polska prawica to marsze, pomniki, rocznice i trumny. Patriotyczne slogany mielone na niestrawną papkę. Polityka historyczna w mocno spłyconej i wybiórczej postaci. Pamięć wyłącznie o tym, co słuszne i godne. Milczenie o polskich grzechach

— roni łzy dziennikarska „Newsweeka”.

Jej szef, Tomasz Lis radzi z kolei, „Jak napisać samokrytykę, by przypodobać się PiS?”.

Bo jeśli PiS dojdzie do władzy, czeka nas horror: Macierewicz w skórzanym płaszczu będzie urzędował na Szucha, ogolą Olejnik na łyso, odbędzie się beatyfikacja Rydzyka i to dwa razy, zamienią orliki na miejsca straceń, Michnika wywiozą na Dworzec Gdański, całą „Wyborczą” wywiozą i TVN, będzie wojna z Ruskimi, i z Niemcami, Mroczek stanie przeciwko Mroczkowi, a Golec przeciwko Golcowi, Nergal pójdzie do seminarium - dworuje sobie z PO prześmiewca Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Niepokój oralny w cyklu „GW” do „Newsweeka” i odwrotnie śmieszny, niestety, nie jest. Jest aż do bólu żałosny i obciachowy.