Ewa Kopacz prowadzi coraz aktywniejszą kampanię i jest coraz bliżej ludzi. Niektórzy mówią, że jest już niebezpiecznie blisko. W pociągu pytała pasażera, czy jego kotlet jest ciepły, w Łodzi zaczepiała ludzi w barze, pytając czy mają zimne piwo.

W ocenie znanego satyryka Janusza Rewińskiego, kampania premier jest ponura.

Popularny „Siara” specjalnie dla portalu wPolityce.pl komentuje ostatnią aktywność Ewy Kopacz:

Sądzę, że czas zorganizować zespół bielanek, z gitarami. Niech on jedzie po tych peronach, śpiewa „wsiąść do pociągu byle jakiego”, niech śpiewa o peronach i kolejach, „jeśli chcesz odpocząć, połóż się pod pociąg” itd. Niech na każdym dworcu ludzie witają premier. Na dworcu w Warszawie z kolei mogą stać kobiety z dziećmi na rękach i w ramach przywitania pani Kopacz wyśpiewać wszystkie piosenki o pociągach… I ten piknik niech sobie trwa na koszt podatników

— zauważa Janusz Rewiński w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Trudno to komentować, ani to śmieszne, ani straszne. To tylko ponure. Nie patrzę już na to, co się dzieje w polityce, nie śledzę, gdzie jedzie to Pendolino. Mnie to w ogóle nie interesuje, nie bawi, nie śmieszy, nie cieszy. To jest nudne jak flaki z olejem. Ktoś powinien prowadzić w studio małych form serial dla dzieci „KaMisie”. I tam będzie jechało takie coś w pociągu. Będzie siedziała taka Kopacz, będzie miała główkę „Misia”. I to będzie „KaMiś”. To jest pomysł!

— dodaje.

I oni się tak bawią w te wakacje. Ale dajcie spokój… Ludzie! Tak nie można! Trzeba mieć choć trochę wstydu, a nie się włóczyć po peronach i stacjach. Jak tak można

— kwituje „Siara”.

not. wrp