Widzę dla Jarosława Kaczyńskiego pozycję zwornika, demiurga, architekta i strażnika dobrej zmiany. Na tym polega dziś jego rola. Jest ona niezmiernie ważna, w sensie dopięcia wszystkich instrumentów politycznych, wszystkich „fortepianów”, wszystkich ważnych, wrażliwych miejsc dla zmiany. To wszystko wymaga człowieka o formacie Jarosława Kaczyńskiego

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Jacek Kurski, polityk zjednoczonej prawicy.

wPolityce.pl: Jak pan ocenia desygnowanie Beaty Szydło jako kandydata PiS, czy szerzej – zjednoczonej prawicy na premiera? Czy to ruch związany z taktyką wyborczą czy raczej może wyraz pewnej zmiany formacyjnej, pokoleniowej w PiS?

Jacek Kurski: Ani jedno ani drugie. Ani ruch taktyczny, ani zmiana pokoleniowa. Życie napisało zupełnie nową, historyczną rolę – w sensie wymiaru i powagi, bo ona cały czas jest teraźniejsza i przyszła – dla Jarosława Kaczyńskiego. Przecież miało być tak, że wygra Bronisław Komorowski, bo prawie nikt nie wierzył, iż przegra on wybory prezydenckie. Wtedy naturalnym kandydatem na premiera byłby Jarosław Kaczyński. Bylibyśmy dalej w tej kanonicznej wojnie PiS z Platformą. Zwycięstwo Andrzeja Dudy zmieniło wszystko. Zmieniło priorytety polskiej polityki. Nagle okazało się, że jest szansa na zasadniczą, dobrą zmianę w Polsce. Bo bez prezydenta żaden rząd nie wprowadzi potrzebnych zmian.

Gdzie, jeśli nie na czele rządu, widzi pan miejsce dla Jarosława Kaczyńskiego?

W nowej sytuacji pojawiła się potrzeba skoordynowania współpracy prezydenta z potencjalnym rządem zjednoczonej prawicy, przypilnowania Prawa i Sprawiedliwości, przypilnowania koalicji zjednoczonej prawicy, przypilnowania konstytuanty, bo jest szansa, że wraz z Pawłem Kukizem będziemy mieli szansę na zmianę konstytucji.

Kreśli pan dla Jarosława Kaczyńskiego rolę swoistego napremiera i nadprezydenta?

Nie. Kreślę pozycję zwornika, demiurga, architekta i strażnika dobrej zmiany. Na tym polega dziś rola Jarosława Kaczyńskiego. Jest ona niezmiernie ważna, w sensie dopięcia wszystkich instrumentów politycznych, wszystkich „fortepianów”, wszystkich ważnych, wrażliwych miejsc dla zmiany. To wszystko wymaga człowieka o formacie Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego jego rola jest cały czas w Polsce kluczowa i najważniejsza.

Już słyszę te głosy oburzenia lewej strony, ze środowiska „Gazety Wyborczej”, że to jest jakaś pozycja niekonstytucyjna…

Nie. Jarosław Kaczyński będzie miał konstytucyjną pozycję szefa największej partii. Partii rządzącej, jak mam nadzieję. To jest jego miejsce. A zadania, o których mówiłem, wynikają z rozległości zmiany politycznej, koordynacji tak wielu instrumentów. Powtarzam: partie koalicyjne, konstytuanta, rząd, prezydent – to wszystko wymaga naprawdę formatu, osobowości, charyzmy i intelektu Jarosława Kaczyńskiego. Więc jego rola w polskiej polityce jest cały czas przeogromna, a to, że udało mu się dokonać zmiany pokoleniowej, zarówno na funkcji prezydenta, jak kandydata na premiera, pokazuje tylko, iż Jarosław Kaczyński potrafi odczytywać znaki czasu. I trudno mieć o to do niego pretensje. To on miał rację z Andrzejem Dudą, a nie 99 ludzi, którzy do niego przychodzili, mówiąc, że to jest szaleństwo. Teraz też ma rację wysuwając Beatę Szydło.

Podobno sondaże wewnętrzne w PiS wskazywały, że PiS z Beatą Szydło jako kandydatem na premiera, może zyskać w Sejmie dodatkowe 60 mandatów. Można to tak przeliczyć?

Nie znam tych badań. Myślę, że kluczowa dla decyzji Jarosława Kaczyńskiego jest konstatacja, o której mówiłem: potrzeba przypilnowania całości. Żeby to wszystko nie rozeszło się po bokach, po zakamarkach, potrzebny jest wielki zwornik – autorytet, który będzie uznawany zarówno przez prezydenta, premiera, liderów partii koalicyjnych, a być może również przez partnera do zmiany konstytucji. Tu potrzebna jest kanclerska głowa, która będzie liderem zaplecza politycznego dobrej, wielkiej zmiany. Tak widzę rolę Jarosława Kaczyńskiego, a mówię to bazując na swojej intuicji politologicznej.

Czy Beata Szydło jest kandydatem na premiera, z którym będzie łatwiej porozumieć się ruchowi Pawła Kukiza niż z Jarosławem Kaczyńskim? Choćby ze względów pokoleniowych…

Nie wiem. Nie wykluczam, że tak jest. Jeżeli Paweł Kukiz chce naprawdę zmiany w Polsce, musi zdecydować się na partnera, który gwarantował i gwarantuje realną alternatywę. Takim partnerem jest tylko PiS. Platforma to jeszcze więcej tego samego zła, co do tej pory, to okradanie Polski, to – jak powiedziała Beata Szydło – dobrze dla 10 proc. ludzi, a cała reszta pominięta przy dzieleniu owoców wzrostu. W związku z tym, jeżeli Paweł Kukiz jest szczery i to, co mówi jest szczere, to musi postawić na PiS. Niezależnie od tego czy premierem będzie Jarosław Kaczyński czy Beata Szydło. Dziś wiemy, że Beata Szydło.

Rozmawiał Jerzy Kubrak