Gdy jesienią ub. roku Donald Tusk porzucał zagrożoną wojną Polskę dla brukselskiej posady, miał powiedzieć o swojej następczyni:

Ewa nie jest taka zła, jak myślicie. Ale też nie jest taka dobra, żebyście jej sobie nie mogli wymienić.

Pomylił się. Ewa Kopacz okazała się gorsza niż myśleli jej partyjnie koledzy. Bo jeżeli premier rzeczywiście stwierdziła, jak relacjonuje rzecznik rządu:

że chciałaby „aby po przeszkoleniach wszyscy członkowie Platformy byli aktywni i zachowywali się jak hejterzy”

to znaczy, że i Platforma ma problem, i państwo polskie ma problem.

CZYTAJ: 100 hejterów w PO? Mało! Kidawa-Błońska ujawnia plan Kopacz: po przeszkoleniach wszyscy w Platformie mają być hejterami!

Bo możliwości są dwie. Albo Ewa Kopacz nie rozumie, co znaczy słowo „hejter”, albo nie rozumie, że bycie hejterem - a więc osobą siejącą nienawiść - to nie jest coś, do czego należy dążyć. To drugie rozwiązanie jest oczywiście moralnie dużo gorsze, bo oznaczałoby wyniesienie nikczemności do rangi oficjalnej ideologii partii rządzącej. Z punktu widzenia państwa byłoby jednak nieco lepsze, bo z kolei pierwszy wariant - a więc używanie pojęć, których się nie rozumie - kazałby postawić pytanie, ile z dokumentów państwowych rozumie Ewa Kopacz.

Teoretycznie istnieje możliwość, że Ewa Kopacz i nie rozumie, co znaczy „hejter”, i jednocześnie nie uważa, by głoszona publicznie postawa nienawiści była czymś nagannym. Prawdopodobieństwo takiego dubla jest jednak małe, choć - kto wie?

Moment jest zabawny, ale równocześnie bardzo ważny. Próba wyjścia z korkociągu śmierci (zapowiedź brudnej ofensywa w internecie) kończy się przyspieszeniem procesu upadku. Czy mogło być inaczej? Zapewne. Gdyby pani rzecznik pomyślała… Ale właśnie to potykanie się o własne nogi, te recepty, które okazują się trucizną, ten zgodny śmiech publiczności - to wszystko nieuchronnie zapowiada wielkie kłopoty. Tak właśnie padały potęgi AWS i SLD. Po przekroczeniu punktu krytycznego, każdy ruch, każda próba zrobienia czegokolwiek, zdaje się jedynie przyspieszać klęskę. Co z kolei rodzi frustrację i chwilę później agresję, prowadząc do kolejnych kompromitacji i błędów.

Jednocześnie nie powinniśmy sądzić, że po tak spektakularnym obnażeniu intencji Platformy, Ewa Kopacz zrezygnuje z promowania hejtu. Nie. Hejt, nienawiść, kłamstwo, prowokacja - to jedyne, co PO pozostało. Każdy inny ruch - w lewo, w prawo, do przodu czy do tyłu - niczego nie rozwiąże, zrodzi za to nowe problemy. Z kolei o prawdziwej zmianie, o powrocie do mitycznych korzeni, na razie mowy być nie może, bo prawdziwie zmienić się Platforma może jedynie w opozycji. Czyli na wygnaniu, na detoksie, na odtruciu. Dziś partia rządząca ma w sobie tyle toksyn, tyle nawarstwionych, nierozliczonych afer, tyle grup hakowych wzajemnie się szachujących, wreszcie tylu ludzi uzależnionych od państwowych pieniędzy, że może jedynie trwać w tej formie, w której istnieje.

Oczywiście, będą myśleli, będą debatowali. Niektórzy będą mówili szczerze. Ale w końcu dojdą do wniosku, że pozostaje im tylko hejt. Na detoks przecież nie pójdą dobrowolnie, choć to jedyna możliwość uratowania szyldu.


Do nabycia wSklepiku.pl: „Wrogość w stosunkach politycznych. Modelowa analiza funkcjonalna”.