Polska to jest baldzo ciekawa klaj

— mawiał Tadeusz Ross vel Zulu Gula. Zaiste…

Mieliśmy już takiego prezydenta, który chciał z Polski zrobić drugą Japonię. Lech Wałęsa się nazywa. Nie wyszło, bo „miał tak mało czasu, że nawet nie miał kiedy się wysikać”, co de facto powiedział był podczas oficjalnej wizyty w Bonn. Więc drugiej Japonii nie mamy. Był też taki niedoszły prezydent, a doszły szef rządu Donald Tusk, który postanowił przekształcić nadwiślański kraj w drugą Irlandię. Dostał jednak niecierpiące zwłoki powołanie z Brukseli i też nie zdążył. A propos Irlandii, jakaś ichnia spółka szukająca u nas gazu łupkowego natknęła się na ropę koło Nowej Soli, więc pojawiła się perspektywa, że Polska będzie drugim Kuwejtem. Też nie wyszło. Ropy mamy za mało, a prawa do wydobycia gazu łupkowego podobno odkupili po części Rosjanie… Nadal mamy natomiast widoki, że staniemy się drugimi Chinami, ponieważ u nich rosną koszty pracy, a u nas nie. Ten plan wciąż jest wdrażany, choć nikt o tym głośno nie mówi. Niedawno poseł Adam Szejnfeld roztoczył przed Polakami wizję życia w drugim Dubaju. Dla zachęty umieścił na Facebook’u zdjęcia tamtejszych szklanych domów i podpisał:

Tak będzie wyglądała Polska, jeśli nadal będzie rządziła PO

I ten zamysł stanął wszakże pod znakiem zapytania, bowiem nie wiadomo, czy PO będzie rządziła.

Krótko mówiąc, wszystkie te plany wzięły w łeb. Jak na razie Platformie udało się zrobić z Polski republikę bananową, nazwaną na użytek turystów „zieloną wyspą”. Zaniepokojony problemami PO i w ogóle ekonomista Ryszard Petru, w latach 90. doradca Leszka Balcerowicza, wicepremiera i ministra finansów w rządach Tadeusza Mazowieckiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jerzego Buzka, później pracownik paru banków, doradca marszałka województwa dolnośląskiego ds. gospodarczych i od ubiegłego roku szef rady nadzorczej spółki PKP oraz Solaris Bus & Coach - …ufff, zgłasza kolejną, własną propozycję: chce przekształcić Polskę…

w takie małe Niemcy Europy Środkowo-Wschodniej.

Według Wikileaks, Petru był także „nieformalnym doradcą” ekspremiera Tuska. Na początek, pomysłodawca małych Niemiec miedzy Bugiem a Odra i Nysą, stworzył wirtualna, nowoczesną.pl i liczy na poparcie ludzi młodych, „około 30-letnich”. Głównie tych zawiedzionych z platformianego elektoratu i buntowników od solisty-wokalisty, a ostatnio solisty polityka Pawła Kukiza. Petru ubzdurał sobie, że wygarnie mu jego sympatyków, bo nadal nie pojmuje w swej ekonomicznej głowie, że młodzi i starzy Polacy nie chcą u nas budowy żadnej drugiej Japonii, Irlandii, Kuwejtu, Chin, Dubaju, ani żadnych „małych Niemiec”, tylko po prostu Polski. Pierwszej Polski. Dumnej Polski. Wielkiej Polski, jej siłą gospodarczą, a co za tym idzie, siłą polityczną.

Skąd wziął się pomysł powołania „nowoczesnej.pl” przez Petru i innych członków byłej Unii Wolności, którzy w PO jakoś się nie zmieścili? Stąd, że platforma jest „socjaldemokratyczna” - co powiedział ich nowy lider na użytek „Kultury Liberalnej” - bo dofinansowuje to i owo, w tym kopalnie, które „dawno powinny być prywatne”. Ażeby było dobrze, musi być u nas bardziej kapitalistycznie, potrzebujemy więcej konkurencji i wolności gospodarczej. Generalnie:

w Polsce brakuje alternatywy dla ludzi myślących konstruktywnie, realistycznie.

Co trzeba zrobić, żeby Polska była jak „takie małe Niemcy Europy Środkowo-Wschodniej”? Trzeba u nas:

Stworzyć warunki, żeby więcej pracodawców chciało zatrudniać więcej osób…

— podsuwa Petru, notabene współautor wydanej w ubiegłym roku książki pt. „Koniec wolnego rynku? Geneza kryzysu”. No, odkrywca epokowy, Einstein i Beethoven polityki w jednym! Twórca „małych Niemiec” w Polsce (pardon, że spytam, ma to jakiś związek z „Małą Moskwą” w Polsce, czy zbieżność jest całkiem przypadkowa…?), przeoczył, że w RFN istnieje akurat „soziale Marktwirtschaft”, znaczy, socjalna, czy, jak kto woli, społeczna gospodarka wolnorynkowa, z największymi na świecie i najsilniejszymi związkami zawodowymi, które skutecznie wyznaczają rodzimym przedsiębiorcom ramy ich wolności gospodarczej. O niemieckiej opiece socjalnej, np. odprowadzaniu przez państwo za bezrobotnych składek na ubezpieczenie zdrowotne i fundusz emerytalny nie wspomnę.

Co do młodych ludzi - oni chcą mieć perspektywy, a nie stabilność. W Wielkiej Brytanii nie ma wcale stałej pracy, można z niej wylecieć z dnia na dzień. Wiadomo jednak, że znajdzie się ją gdzieś indziej

— klaruje projektant „małych Niemiec” w Polsce. Ciekawe, z kim rozmawiał. Po pierwsze, każdy, zwłaszcza młody człowiek, który chciałby założyć rodzinę, chce mieć poczucie „stabilności”, aby mógł snuć i realizować plany na przyszłość. Po drugie, w Niemczech, które Petru chciałby u nas właśnie budować, zatrudnianie na umowy śmieciowe jest ograniczone prawem pracy i marginalne, zwolnienia są obwarowane surowymi przepisami, o jakich gdzie indziej się nie śni, zaś wyrzucenie wieloletniego pracownika na bruk jest prawie niemożliwe, a w każdym razie łączy się z należytą rekompensatą. A o czymś takim, jak tzw. emerytury zakładowe w RFN pan Petru również nie słyszał…?

Twórca tej „nowoczesnej.pl”, w zamyśle bardziej kapitalistycznej nie może się nadziwić, dlaczego ludzie wybrali kandydata PiS. Jak tłumaczy sam sobie, głosowali „na przekór czemuś”. I tu się zgadzam, owszem, Andrzej Duda wygrał na przekór takim budowniczym drugiej Japonii, czy Irlandii, a po prawdzie trzeciego świata Zulu Guli, jak właśnie Ryszard Petru i jemu podobni.

I jeszcze jedno, a propos RFN, z której można czerpać wzory: po zjednoczeniu z byłą NRD zaczęto w Niemczech od lustracji i dekomunizacji, od rozliczania i wsadzania za kraty tzw. sprawców zza biurek. U nas twórcy, współtwórcy, rozkazodawcy i sługusy zbrodniczego reżimu komunistycznego do dziś brylują na politycznych salonach, ulokowali się w spółkach i spółeczkach lub wygrzewają stare kości na swych daczach. To nie jest tani populizm, tylko przykra prawda. U nas nadzieje na naprawę, na etyczno-moralną odnowę Polski zostały pogrzebane wraz z zamachem stanu, jakim było obalenie rządu Jana Olszewskiego. Jak mówił nieopierzony wówczas Waldemar Pawlak, kupiony potem stanowiskiem premiera, to był „bandytyzm, panowie”…

My chcemy, żeby tu były takie małe Niemcy Europy Środkowo-Wschodniej. I moim zdaniem nikt inny nie jest w stanie tego dokonać

— powtórzę raz jeszcze cel Ryszarda Petru, Ja nie śmiem powiedzieć „my”. Mogę tylko wypowiadać się za siebie, że tak jak ten „fanatyk” Jan Pietrzak upieram się przy tym, żeby Polska była Polską, nie skundloną, nie skarlałą, po prostu Polską.