Marszałek Sejmu z właściwą sobie elegancją postanowił poinformować o swojej decyzji na Twitterze:

Sikorski nie czekał nie tylko na decyzję Sądu Najwyższego o ważności wyborów. Polityk PO nie czekał nawet na wręczenie Andrzejowi Dudzie przez Państwową Komisję Wyborczą zaświadczenia o wyborze na prezydenta! Dlaczego się tak śpieszył?

Może dlatego, że wiedział, iż jego decyzja radykalnie utrudnia życie samemu prezydentowi elektowi i jego pracownikom? Nie chodzi tylko o to, że Andrzej Duda nie dostanie pensji eurodeputowanego za czerwiec i lipiec. Paradoksalnie, nie będzie miał przez ten czas żadnej pensji, ale w gorszej sytuacji będzie 16 pracowników Dudy.

Wszystkim kończą się umowy z niedzielą, od poniedziałku są bezrobotni. Z dnia na dzień zostaną na bruku. Niektórzy starają się o pracę u innych eurodeputowanych, ale każdy z nich ma przecież swoją ekipę. Gdybyśmy mieli choć miesiąc, moglibyśmy czegoś poszukać, ale tak…

— martwi się szef biura Dudy Wojciech Kolarski.

On sam też zostanie bez pracy, ale wedle naszych, nieoficjalnych informacji od sierpnia może liczyć na posadę w Kancelarii Prezydenta. Wbrew doniesieniom prasowym nie będzie jednak ani szefem kancelarii, ani szefem gabinetu, ma zostać jednym z prezydenckich ministrów.

Decyzja Sikorskiego ma też inny niż finansowy wymiar. Wszystko przez kalendarz.

Poniedziałek to już czerwiec, kolejny miesiąc. Mamy więc dwa dni na likwidację biura, czyli na załatwienie czegoś, co robi się zwykle miesiącami: wszystkie formalności, dokumenty, pakowanie. Od poniedziałku 1. czerwca nie mamy już pomieszczeń biurowych, a asystentka Andrzeja Dudy w Brukseli traci przepustkę do Parlamentu Europejskiego

— opowiada Kolarski. Szef biura nowego prezydenta dodaje też z goryczą:

Powiem szczerze: nie liczyłem na jakąkolwiek pomoc ze strony marszałka Sikorskiego, ale żeby polski polityk celowo utrudniał życie prezydentowi – elektowi, to się nie mieści w głowie! To wyjątkowa małostkowość i po prostu brak klasy.

Dla Parlamentu Europejskiego taka sytuacja to precedens – jeszcze nigdy eurodeputowany nie zostawał prezydentem. Brukselscy prawnicy uznali, że decyzja o wygaśnięciu mandatu leży po stronie polskiej, skłaniali się jednak ku interpretacji, że powinno to nastąpić dopiero 6. sierpnia, czyli po zaprzysiężeniu prezydenta. Sam Duda nie chciał czekać tak długo, ale wszyscy liczyli, że oczekując na decyzję Sądu Najwyższego będzie miał choć dwa, trzy tygodnie na zamknięcie swoich spraw i likwidację biura.

Ale cóż, Radosław Sikorski postanowił inaczej. Źli ludzie mówią, że to czysta złośliwość i przypominają jego legendarne skąpstwo i dbanie o własne kilometrówki. My jednak wiemy, że to podłe insynuacje. Prawda, panie marszałku?


Już po ukazaniu się naszego tekstu odniósł się do niego marszałek Sejmu. Oczywiście na Twitterze:

Być może pan marszałek liczył, że nikt nie sięgnie do kodeksu wyborczego i nie sprawdzi. Przepraszamy za dociekliwość, ale ów paragraf brzmi trochę inaczej:

§ 3. Utrata mandatu posła do Parlamentu Europejskiego, w przypadku, o którym mowa w § 1 pkt 2a i 3, następuje z dniem powołania lub wybrania.

Wedle znanych nam interpretacji tego przepisu marszałek Sejmu mógł poczekać nawet do powołania prezydenta elekta na jego urząd. Mało tego – znów zdaniem niektórych konstytucjonalistów - interpretacja „wyboru” nie jest jednoznaczna. Twierdzą oni, że nie rozstrzyga o tym decyzja PKW, a stwierdzenie Sądu Najwyższego o ważności wyborów.

Widać jednak, że Radosław Sikorski bardzo chciał utrudnić życie Andrzejowi Dudzie oraz jego współpracownikom i to mu się udało. Brawo, panie marszałku, wreszcie jakiś sukces!


Felietony Roberta Mazurka co tydzień w tygodniku „w Sieci”: