Platforma Obywatelska zwołuje zebranie Komsomołu w sprawie "błędów i wypaczeń"...

Fot. PAP/Paweł Supernak
Fot. PAP/Paweł Supernak

To było tak dawno, że nie pamiętam ani tytułu, ani autora. Na pewno był to Rosjanin, a czasy były takie, że w bibliotekach i księgarniach przodowali autorzy z kraju, „gdie tak wolno dyszyt czełowiek”. W każdym razie przeczytałem tę powieść o losach pewnego człowieka sowieckiego, kapitana żeglugi wielkiej w chwili, gdy opowiada swoją historię.

Zaczynał jako młody chłopak w rybołówstwie i ten fragment jego opowieści pamiętam do tej pory, co mi nieczęsto się zdarza w przypadku literatury błahej. Otóż pewnego dnia łowili na międzynarodowych wodach, na łowisku, gdzie oprócz nich pracowicie orała morze pokaźna flotylla rybaków z kilku krajów. W pewnym momencie sowiecki trawler stracił sieć – urwał na jakimś wraku, czy z innego powodu, być może nabrał kamieni, ciągnąc włok po dnie i liny nie wytrzymały.

Trzeba wiedzieć, że na takim łowisku wszyscy rybacy byli w zasięgu wzroku, a co najmniej radaru swoich sąsiadów. Zatem nawzajem się pilnowali i bacznie przyglądali, szacując oraz porównując połowy swoje z innymi, paplając przy tym bez umiaru przez „ukaefki”, więc i strata sieci przez ruski trawler nie mogła pozostać niezauważona. Ponieważ zaś ideologiczna biegunka ludzi sowieckich była powszechnie znana, więc i komentarze były na miarę tej wiedzy.

I mnie właśnie utkwił w pamięci komentarz z duńskiego kutra, który otwartym tekstem wypalił przez radio:

Iwan, zgubiłeś sieć, zwołuj zebranie Komsomołu!

Było to niesamowicie celne podsumowanie nie tylko tego incydentu, lecz i całej konstrukcji sowieckiego systemu, któremu można było wiele przypisać, ale na pewno nie można go było posądzić o racjonalne podstawy. Dzisiaj oczywiście wszyscy jesteśmy mądrzy i wiemy, że system opierał się na strachu, przemocy, ludobójstwie i fanatycznej ideologii, która z rzeczywistością miała tyle wspólnego, ile wspólnego z Grecją ma polski dorsz po grecku.

Dlatego duński rybak trafił w sedno, bo wiedział, że ludzie sowieccy przede wszystkim muszą znaleźć i potępić wroga ludu pracującego, który zawinił, bo przecież straty sprzętu nie mógł być winny system ani tym bardziej lud. Zatem musiał się wypowiedzieć sowiecki organ ludowy, który ma wszystkie instancje pod sobą, a mianowicie partia ludu pracującego miast i wsi. W tym przypadku, dla wzmocnienia szyderstwa, Duńczyk podpowiedział towarzyszom sowieckim, żeby zwoływali zebranie Komsomołu. Co w zasadzie na jedno wychodzi, gdyż obie organizacje nie znały litości dla wrogów ludu.

Otóż jest w tej powieściowej historyjce głęboka analogia do Platformy Obywatelskiej, która – zachowując proporcje co do okoliczności i wagi sprawy – znajduje się w sytuacji rybaka, który stracił sieć. Partia Donalda Tuska, Ewy Kopacz i Bronisława Komorowskiego nie może przyznać, że znalazła się w tarapatach z powodu błędów systemowych, nieudolności, afer. Co to, to nie! Byłoby to bowiem równoznaczne z przyznaniem, że osiem lat rządów było ściemą dla ciemnego ludu. Platforma musi znaleźć wroga ludu, winnego utraty sieci. Znaleźć, potępić, spalić na stosie i powołać nowego przywódcę.

Platforma musi zwołać zebranie Komsomołu. I nie chodzi tu o pospolite ruszenie komsomolskie na czas wyborczy, nie chodzi o poputczyków w rodzaju Kwaśniewskiego, czy ledwo żywych peerelowskich generałów, którzy skwapliwie poparli „kandydata obywatelskiego”, czy innych „towarzyszy”, którzy z demokracji socjalistycznej przerzucili się na obywatelską demokrację sterowaną. Sytuacja jest bowiem najpoważniejsza z poważnych. Po porażce Komorowskiego Platforma zmuszona jest potępić błędy oraz wypaczenia, a wybory parlamentarne tuż za progiem.

Winowajcy błędów i wypaczeń nie będzie można przesunąć na inny „odpowiedzialny odcinek”, gdyż ryzyko jest zbyt duże. Winny lub winni muszą zostać rzuceni na pożarcie ludowi. To rytualna ofiara na rzecz uratowania wiarygodności systemu. Nie wiadomo, czy ofiara całopalna odwróci bieg zdarzeń, lecz wiadomo, że bez ofiary odwrócić nie da rady. Przy czym ofiara powinna być znaczna, publiczna i musi wstrząsnąć posadami elektoratu. Komorowski nie wystarczy, bo on był ofiarą bez względu na wynik wyborów. Jego niezborni doradcy z byłej Mumii Wolności także nikogo już nie obchodzą. Na stos najlepiej nadaje się rząd Ewy Kopacz wraz z przyległościami takimi jak Michał Kamiński, Radosław Sikorski, na pewno nieszczęsny szef sztabu wyborczego Tyszkiewicz.

Ale to nie wszystko. Zważywszy, iż na Gomułkę odnowy Platformy najlepiej nadaje się Grzegorz Schetyna, rykoszety mogą pójść szeroko i daleko. Nawet do Brukseli. Donald Tusk nie może czuć się bezpiecznie. W tym przypadku jest idealnym kandydatem na kozła ofiarnego, jeśli Schetyna sięgnie po argument, że Komorowski poległ za grzechy Platformy, a nie swojej prezydentury. Co zresztą nie jest takie głupie. Taśmy z Nowakiem, Parafianowiczem, Sikorskim, Rostowskim, Sienkiewiczem, Wojtunikiem, Bieńkowską wiele mówią same za siebie, ale mają też motyw domyślny – wszystko to są faworyci i ulubieńcy Tuska. On ich często osobiście wyhodował, mianował, hołubił, promował. Ba! - ręczył za nich. Ich kompromitacja jest zbiorowa, żeby nie powiedzieć wprost, że systemowa, nie może być dziełem przypadku. Ktoś musi za to beknąć.

Pięć lat prezydentury Komorowskiego niemal w całości mieści się w okresie bezdyskusyjnej dominacji Tuska w PO. Tym samym to on ponosi pełną odpowiedzialność za „okres błędów i wypaczeń”. Donald Tusk w tym kontekście aż się prosi, żeby nim się posłużyć. Wtedy cały ogień pójdzie na laleczkę zwaną Słoneczkiem Peru. Już wkrótce można spodziewać się nadzwyczajnego zebrania Komsomołu w Platformie Obywatelskiej…

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...