Katolicyzm Bronisława Komorowskiego można porównać do postawy wegetarianina, który zajada się stekiem

— ocenia w rozmowie z portalem wPolityce.pl etyk - ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

wPolityce.pl: Obserwujemy finisz kampanii prezydenckiej. W niedzielę będziemy wybierać między Bronisławem Komorowskim, który deklaruje się jako praktykujący katolik, ale w debacie nie chce odnoszenia się do nauczania Jana Pawła II, a Andrzejem Dudą, który to nauczanie mocno akcentował, ale został uznany za niekonsekwentnego w sprawie in vitro?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Katolicyzm deklarowany przez pana prezydenta pozostaje jedynie w sferze deklaracji, gdyż wszystkie jego działania na urzędzie zupełnie odbiegają od nauczania Kościoła. Ten jego katolicyzm można porównać do postawy wegetarianina, który zajada się stekiem. Nie jest to ocena powierzchowna, ale wypływa z głębokiej analizy jego dotychczasowych „dokonań”. Trzeba tu jego deklaracje katolicyzmu skonfrontować ze stosunkiem jaki przedstawia wobec in vitro, wobec tzw. konwencji przemocowej, która uderza w chrześcijańskie wartości, wobec modelu małżeństwa, a także wobec aborcji. Nie mam więc żadnych wątpliwości, że nie jest to aksjologia katolicka.

Z drugiej strony Andrzejowi Dudzie zarzuca się zmianę poglądów w sprawie in vitro?

Nie mam takiego wrażenia. Rozumiem, że wypowiedzi każdego polityka muszą pozostawiać pole dla pewnego kompromisu i tak interpretuje jego uszczegółowienie stanowiska w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego. Zwrócił bym jednak mocno uwagę na jego ostatnią wypowiedź w tej kwestii w czasie debaty prezydenckiej gdzie, z jednej strony przypomniał nauczanie Jana Pawła II o bezwzględnej ochronie zarodków i poszanowaniu godności ludzkiej, a z drugiej strony zaznaczył, że rządowy projekt ws. in vitro został oceniony przez Biuro Analiz Sejmowych jako naruszający konstytucję. I nie mam najmniejszych wątpliwości co do jego postawy, bo jego deklaracje nie mają tak buńczuczno-patetycznego charakteru jak wypowiedzi Komorowskiego, który zupełnie ich nie realizuje.

Jednak spot sztabu Komorowskiego miał za zadanie obudzić w Polakach obawę, że jeśli Duda będzie prezydentem to rodziny, które chcą skorzystać z in vitro lub skorzystały będą zagrożone…

Ten spot to przede wszystkim manipulacja i demagogia. Ten film ma żerować na ludzkiej niewiedzy i powielaniu stereotypów. Postarano się by stworzyć klimat zagrożenia i odwołać się do naszej wrażliwości, jednocześnie perfidnie wprowadzając wyborców w błąd. Nikt nigdy nie mówił o konsekwencjach prawnych dla rodziców czy dzieci.

Należy jednak zwrócić uwagę, że notorycznie obecna władza kwestią in vitro odwraca uwagę od sedna sprawy. Przede wszystkim rządowy projekt nie jest realnym programem leczenia niepłodności, bo in vitro nie leczy. A dalej nie pozwólmy sobie wmówić, że problem niepłodności można oderwać od problemu dzietności w Polsce. Wskaźnik dzietności w naszym kraju wynosi 1,31, tymczasem ten sam wskaźnik wśród polskich małżeństw w Wielkiej Brytanii wynosi 2,13. To oznacza, że problem nie leży uwarunkowaniach biologicznych, ale w polityce prorodzinnej, w poczuciu stabilizacji finansowej lub ich braku. Należy najpierw stworzyć dobre warunki dla rodzin, zanim oferuje im się wątpliwą metodę walki z niepłodnością.

Podczas ostatniej debaty obecny prezydent zasugerował, że należy oddzielić nauczanie Kościoła katolickiego, nauczanie Jana Pawła II od bieżącej polityki.

To oczywiście jest cynizm. To jest postawa, która urąga pamięci Papieża Polaka i nam katolikom. Zauważmy, że Sejm ustanowił rok 2015 rokiem św. Jana Pawła II, a z drugiej strony padają takie argumenty, żeby na jego nauczanie się nie powoływać. Dlatego apeluję do polityków by przestali wykorzystywać postać Jana Pawła II kiedy jest im to wygodne, a tak właśnie do tej pory zachowywał się prezydent Komorowski. Po co parlament w taki sposób chciał upamiętnić tego wybitnego Polaka, skoro w tym samym miejscu zaaprobował projekty niezgodne z jego nauczaniem. To jest zupełny cynizm.

No właśnie, to dobrze że chce się takiego oddzielenia polityki od spraw wiary?

Albo jest się katolikiem i wszystkie decyzje są zgodne z nauczaniem Kościoła albo nie jest się katolikiem. Innej drogi nie ma. Chcę jasno zaapelować: jako katolicy nie możemy sobie odpuszczać uczestniczenia w wyborach. Jeśli ktoś mówi, że do wyborów nie idzie bo nie chce wybierać między złym a gorszym to się myli. Tak nie jest. Wybieramy między zmianą, a trwaniem władzy, która niszczy nasz kraj. Jeśli jesteśmy bierni to wybieramy to drugie. Każda bierność jest wyrazem klęski.

Rozmawiała Marta Milczarska

CZYTAJ TAKŻE: Wątpliwości rozwiane! Platforma musi przestać się podszywać pod katolików. Kościół nie akceptuje in vitro